Słuchaj
Mateusz Ptaszyński, Marcin Sońta
Aga Kołodziejska
Damian Michałowski, Ewelina Pacyna
Marcin Łukasik
Justyna Dżbik
Redakcja Radia ZET
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Ekstraklasa: Śląsk lepszy od Cracovii, kontrowersji nie brakowało

25.08.2017 23:23
sport

Śląsk Wrocław wygrał z Cracovią 2:1 w meczu 7. kolejki ekstraklasy. Starcie mogło się podobać już od pierwszej minuty, bo oba zespoły starały się grać ofensywnie i do przodu. Co prawda sytuacji bramkowych nie było, ale po przejęciu piłki obie ekipy szybko ruszały do ofensywy, a akcjom brakowało jedynie ostatniego podania.

Ekstraklasa: Śląsk lepszy od Cracovii, kontrowersji nie brakowało fot. PAP/EPA

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Po kwadransie przewagę zaczął uzyskiwać Śląsk. Wrocławianie dłużej utrzymywali się przy piłce, a goście cofnięci na własną połowę czekali, co zrobi rywal. Podopieczni trenera Jana Urbana starali się grać szybko, bez przyjmowania piłki, ale ciężko się było im przebić przez defensywę krakowian.

Bardzo aktywny był Dorde Cotra na lewej stronie i to po jego akcji Śląsk miał pierwszą bramkową sytuację, ale Igors Tarasovs fatalnie przestrzelił z pola karnego. Później jeszcze groźnie strzelał Arkadiusz Pich. W tym czasie Cracovia praktycznie ani razu nie zagroziła bramce strzeżonej przez Jakuba Wrąbla.

Ciekawie zrobiło się tuż przed przerwą. Najpierw Łukasz Madej wdał się w pojedynek z dwoma rywalami na prawej stronie i kiedy wydawało się, że straci piłkę, zdołał jednak dośrodkować. W polu karnym był tylko Pich, ale wykorzystał bierność defensorów gości i lekkim strzałem głową nie dał szans Grzegorzowi Sandomierskiemu.

Kiedy wydawało się, że więcej bramek przed przerwą już nie padnie, bo zegar boiskowy wskazywał już doliczony czas gry, fatalny błąd popełnił Cotra. Obrońca Śląska tak wyprowadzał piłkę spod własnego pola karnego, że podał wprost pod nogi rywala. Po dośrodkowaniu najszybciej do piłki doszedł Mateusz Wdowiak i strzałem głową doprowadził do remisu. Wrocławianie już nawet nie wznawiali gry od środka boiska, bo sędzia gwizdną koniec pierwszej połowy.

Po przerwie obraz gry się nie zmienił – Śląsk miał lekką przewagę, Cracovia grała lekko cofnięta, obie ekipy starały się szybko przechodzić z obrony do defensywy, ale brakowało ostatniego podania, otwierającego drogę do bramki. A jak już jakaś sytuacja była, to kończyła się niecelnym strzałem. Tak jak w przypadku Michała Maka, który był już sam w polu karnym, ale uderzył tak, że piłka tylko przeturlała się obok bramki.

Przewaga Śląska zaczęła z czasem rosnąć, ale wówczas na drodze wrocławian stanął Sandomierski. Najpierw piękną paradą popisał się po strzale z dystansu Cotry, a kilka chwil później Michał Chrapek, uderzając głową z kilku metrów, trafił piłką w twarz bramkarza gości.

Na tym jednak nie był koniec popisów Sandomierskiego. Paradą meczu popisał się po strzale głową Igorsa Tarasovsa, kiedy zatrzymał piłkę niemal na linii bramkowej. Kilka minut później efektowną robinsonadą obronił uderzenie Chrapka.

W końcu bramkarz gości jednak skapitulował. Zaczęło się od sytuacji, po której Szymon Marciniak uznał, że był faul i podyktował rzut wolny tuż przed polem karnym. Kiedy piłka była już ustawiona, a Cotra szykował się do uderzenia, sędzia wstrzymał wznowienie gry i podbiegł do linii bocznej, aby przeanalizować całe zdarzenie na monitorze. Po chwili wrócił na boisko i... wskazał na jedenasty metr. Do piłki podszedł Robert Pich i strzałem w róg nie dał szans Sandomierskiemu.

Cała sytuacja od początku była dość kontrowersyjna - w telewizyjnych powtórkach trudno bowiem dopatrzyć się faulu zawodnika gości.

Cracovia nie zdołała już doprowadzić do remisu.

RadioZET.pl/PAP/AN

Oceń