Ekstraklasa: Lech prowadził z Wisłą 2:0, a potem dał sobie wbić 5 goli

Andreas Nicolaides
19.08.2018 20:25
Lech - Wisła
fot. PAP/EPA

Wisła Kraków zatrzymała zwycięski marsz Lecha w ekstraklasie i uczyniła to w niezwykle efektowny sposób. Poznaniacy przegrali pierwszy mecz w tym sezonie ligowym, choć po 18 minutach prowadzili już 2:0. Podopieczni Macieja Stolarczyka w drugiej połowie bezlitośnie obnażyli wszystkie braki gospodarzy w defensywie i zwyciężyli 5:2.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

To był dość niezwykły pojedynek. Lechici zaczęli od mocnego uderzenia i wydawało się, że otrząsnęli się po niezbyt udanej przygodzie w europejskich pucharach. Już w 5. minucie Maciej Gajos w sytuacji sam na sam trafił w słupek. Podopieczni Ivana Djurdjevica nie zwalniali tempa i w następnej akcji Joao Amaral oszukał Michała Sadloka i precyzyjnym uderzeniem pokonał Mateusza Lisa. 10 minut później było już 2:0, za dość przypadkowe zagranie ręką Rafała Pietrzaka, Paweł Raczkowski podyktował "jedenastkę" dla gospodarzy. Christian Gytkjaer zamienił ją na bramkę i wydawało się, że poznaniacy zmierzają po piątą wygraną w sezonie. Tym bardziej, że Amaral mógł podwyższyć wynik, ale spudłował z siedmiu metrów.

Wiślacy dość szybko wrócili do gry. Martin Kostal wykorzystał błąd Rafała Janickiego i zdobył kontaktowego gola. Widowisko mogło się podobać 13-tysięcznej publiczności, lechici początkowo nie przejęli się straconym golem i dążyli do podwyższenia rezultatu. Krakowianie też potrafili pokazać swoje atuty w ofensywie.

Losy pojedynku rozstrzygnęły się w pierwszych 15 minutach po przerwie. Skuteczni do bólu goście wykorzystali każdą nadarzającą się okazję, a obrońcy "Kolejorza", którzy już we wcześniejszych meczach popełniali sporo błędów, nie nadążali za kolejnymi atakami zespołu gości. Najpierw Zdenek Ondrasek po widowiskowej akcji całej drużyny doprowadził do remisu. Potem pecha miał Gytkjaer, który po centrze Martina Kostala, skierował futbolówkę do własnej siatki.

Gospodarze nie zdążyli się otrząsnąć, a już było 2:4, tym razem znów Ondrasek wpisał się na listę strzelców, wykorzystując podanie Kostala.

Lech po raz drugi w ciągu trzech dni został brutalnie sprowadzony na ziemię. Najpierw KRC Genk pokazał poznaniakom miejsce w Europie, a w niedzielę "Biała Gwiazda" uzmysłowiła liderowi ekstraklasy, że daleko mu jeszcze do dominacji w krajowej lidze. Piłkarze z Poznania dopiero w ostatnim kwadransie bardziej zdecydowanie zaatakowali rywala, Gytkjaer mógł zrehabilitować się za samobójcze trafienie, ale po małym zamieszaniu w polu karnym huknął wysoko nad poprzeczką.

Krakowianie spokojnie wyczekiwali na ostatni gwizdek sędziego, ale też nie odpuszczali, gdy nadarzała się okazja wyprowadzenia kolejnej kontry. W 90. min Jesus Imaz w sytuacji sam na sam z Jasminem Buricem znalazł lepiej ustawionego Marko Kolara, który ustalił wynik meczu.

Po raz ostatni Lech pięć goli na własnym boisku stracił 18 lat temu z Widzewem Łódź; wówczas przegrał 3:5.

RadioZET.pl/PAP/AN