Słuchaj
Mateusz Ptaszyński, Marcin Sońta
Michał Korościel
Damian Michałowski, Ewelina Pacyna
Marcin Łukasik
Agnieszka Więdłocha , Maciej Stuhr
Redakcja Radia ZET
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Ekstraklasa: Sensacyjna porażka lidera, pierwsza taka w sezonie

13.04.2018 22:35
xxx sport

Lech Poznań w meczu 31. kolejki Ekstraklasy sensacyjnie przegrał na własnym boisku z Koroną Kielce 0:1. To było pierwsze w historii zwycięstwo Korony w stolicy Wielkopolski w rozgrywkach ligowych.

Lech - Korona fot. PAP/EPA

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Mający mistrzowskie aspiracje poznaniacy potknęli się już na pierwszej przeszkodzie w rundzie finałowej. Grający w eksperymentalnym składzie goście wygrali 1:0, a miejscowi nie wykorzystali rzutu karnego. To było pierwsze w historii zwycięstwo Korony w stolicy Wielkopolski w rozgrywkach ligowych.

Przed meczem wszelkie statystyki przemawiały za Lechem, który wygrał osiem ostatnich spotkań u siebie, a po raz ostatni doznał porażki na Bułgarskiej rok temu, z Legią Warszawa (1:2). Drużyna Gino Lettieriego w tym sezonie na wyjazdach spisuje się przeciętnie, a w Poznaniu Korona we wszystkich meczach ligowych zdobyła zaledwie trzy punkty.

Kielczanie wystąpili w mocno zmienionym zestawieniu, w wyjściowej "11" pojawiło się tylko pięciu piłkarzy z ostatniego meczu ze Śląskiem Wrocław. Lettieri przed wyjazdem do Wielkopolski nie ukrywał, że myśli już o wtorkowym rewanżowym pojedynku półfinałowym Pucharu Polski z Arką w Gdyni. Stąd tak liczne roszady w kadrze.

Z kolei trener "Kolejorza" Nenad Bjelica postawił na sprawdzony skład, który wygrał z rzędu cztery spotkania. Zabrakło tylko Tymoteusza Klupsia, którego zastąpił Darko Jevtic. Szwajcar przed tygodniem musiał pauzować za żółte kartki.

Do 30. minuty to lechici sprawiali wrażenie +nieposkładanego+ zespołu. Gospodarze prowadzili akcje w jednostajnym tempie, a gra zupełnie im się nie kleiła. Korona od czasu do czasu próbowała sprawdzić poznańską defensywę, ale poza niecelnym strzałem Adnana Kovacevicia nie mieli więcej sytuacji.

Mecz tak naprawdę zaczął się, gdy w polu karnym wyskakujący do główki Nikola Vujadinovic został popchnięty przez Pape Diawa. Senegalczyk niepotrzebnie atakował obrońcę Lecha, który z wysokiej piłki nie miałby łatwego zadania, by pokonać Zlatana Alomerovicia.

Do piłki ustawionej na 11. metrze podszedł Jevtic, ale jego zamiary odczytał golkiper gości. Co ciekawe, kilka tygodni temu karnego przeciwko Koronie nie wykorzystał Christian Gytkjaer – Alomerovic także obronił strzał lechity. Być może dlatego strzelający ostatnio jak na zawołanie Duńczyk zrezygnował z wykonywania "jedenastki".

Dwie minuty później kieleccy piłkarze znów mieli powody do radości. Z pozoru niegroźną akcję niezwykle precyzyjnym uderzeniem sfinalizował Sanel Kapidzic i Matus Putnocky musiał skapitulować. Jak się później okazało, był to gol na wagę trzech punktów.

Utrata bramki podziałała mobilizująco na lechitów, którzy podkręcili tempo. Najbliższy wyrównania był Łukasz Trałka, który z bliska posłał piłkę głową prosto w ręce bramkarza.

Przed drugą połową Bjelica wzmocnił siłę ofensywną, za Kamila Jóźwiak desygnował na boisko drugiego napastnika - Ołeksija Chobłenkę. Ukrainiec przez długo pozostawał niewidoczny, ale w 69. minucie przez nikogo nie atakowany, z pięciu metrów huknął wysoko nad poprzeczkę.

Przewaga "Kolejorza", który stworzył sporo sytuacji, była wyraźna, ale często brakowało dokładnego ostatniego podania. Świetną okazję ponownie miał Trałka, ale Alomerovic znów był na posterunku.

Lech mocno się odkrył, a Korona swoich szans szukała w kontratakach. W 80. min. wprowadzony chwilę wcześniej Elia Soriano mógł przesądzić losy pojedynku, bowiem miał sytuację nie gorszą niż Chobłenko. Po podaniu Nabila Aankoura Włoch nieczysto trafił w piłkę.

W ostatnich 10. minutach kibice oglądali prawdziwą wymianę ciosów. Akcje w błyskawicznym tempie przenosiły się z jednej bramki pod drugą. Poznańskich napastników próbował wesprzeć Vujadinovic, lecz w decydujących momentach zabrakło mu instynktu strzeleckiego.

Po spotkaniu fani "Kolejorza" nie gwizdali na swoich piłkarzy. Wręcz przeciwnie, dopingowali ich nie tylko do ostatniej minuty, ale także po zakończeniu meczu.

RadioZETpl/PAP/AN

Oceń