Ekstraklasa: Hit na remis, gol dla Lecha w 94. minucie

Andreas Nicolaides
27.10.2017 22:40
Lech - Wisła
fot. PAP/EPA

Lech Poznań w hicie 14. kolejki Ekstraklasy zremisował u siebie z Wisłą Kraków 1:1. Gola na wagę jednego punktów zdobył w 94. minucie. Do siatki "Białej Gwiazdy" trafił Darko Jevtić.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Od pierwszych minut to Wisła sprawiała lepsze wrażenie, pressing podopiecznych Kiko Ramireza sprawiał lechitom sporo kłopotów w wyprowadzaniu akcji. Goście już w 8. minucie objęli prowadzenie. Kamil Wojtkowski przytomnie odegrał piłkę do Carlitosa, a Hiszpan zdobył swojego 10. gola w lidze.

Gospodarze takiego scenariusza chyba w ogóle nie zakładali, bo po stracie bramki potrzebowali ponad 20 minut, żeby przypomnieć sobie, na czym polega gra w piłkę. W tym czasie grający kombinacyjnie i ładnie dla oka krakowianie stwarzali groźniejsze sytuacje i byli bliżsi podwyższenia wyniku.

W ostatnim kwadransie „Kolejorz” podkręcił tempo i zepchnął rywali do obrony. Wisła miała jednak w swoich szeregach znakomicie dysponowanego Michała Buchalika, który wychodził obronna ręką z wręcz beznadziejnych sytuacji. W 36. minucie odbił przed siebie silny strzał Macieja Makuszewskiego, nie dał się też zaskoczyć przy poprawce Jevticia.

Kilkadziesiąt sekund później golkiper gości znów popisał się skuteczną interwencją po uderzeniu Macieja Gajosa. Do piłki dopadł Makuszewski, ale zbyt długo szukał miejsca do oddania strzału i wiślacy zażegnali niebezpieczeństwo.

Wyrównujący gol wisiał w powietrzu, ale krakowianie, głównie dzięki Buchalikowi, przetrwali napór Lecha i z ulgą przyjęli gwizdek arbitra, kończący pierwszą połowę.

Podopieczni Nenada Bjelicy po zmianie stron kontynuowali napór na bramkę Wisły zamykając przeciwnika na jego własnej połowie. Goście momentami mieli spore kłopoty z wydostaniem się z własnego pola karnego, łatwo tracili piłkę. Lechitom jednak brakowało przysłowiowego dokładnego ostatniego podania, które otworzyłoby drogę do bramki.

Szkoleniowiec "Kolejorza" w ostatnich 20 minutach wzmocnił siłę ataku wprowadzając ofensywnego Denissa Rakelsa w miejsce obrońcy Lasse Nielsena. Łotysz zaledwie pół minuty po wejściu na boisko miał wyborną szansę na odczarowanie bramki rywali, jednak jego dobitka strzału Christiana Gytkjaera minęła słupek.

Gospodarze ani na moment nie zwalniali tempa, ale ich brak skuteczności był wręcz porażający. Niewiele brakowało, a wyręczyłby ich Maciej Sadlok, którego zagranie poszybowało nad poprzeczką własnej bramki. W doskonałych sytuacjach pudłowali Radosław Majewski i Gytkjaer.

Bjelica w końcówce zostawił na boisku dwóch nominalnych defensorów, ale w tej części meczu obrona jego drużyna nie miała w ogóle pracy, bo akcje toczyły się niemal wyłącznie na połowie przyjezdnych.

W 87. minucie radość zapanowała na poznańskim stadionie, bo w końcu piłka w końcu ugrzęzła w siatce Wisły, lecz sędzia Daniel Stefański dopatrzył się spalonego jednego z poznańskich zawodników. Arbiter w tej sytuacji skorzystał z pomocy VAR-u (wideoweryfikacji), a przeciąganie w czasie decyzji tylko jeszcze zirytowało publiczność.

Poznańscy piłkarze domagali się rzutów karnych po tym jak Gytkjaer, a później Makuszewski upadali w polu karnym, ale Stefański był niewzruszony. Ostatnie minuty toczyły się przy "pokazie" godnych nocy sylwestrowej fajerwerków, które odpalili fani Lecha. I gdy wydawało, że wiślacy dowiozą skromne prowadzenie, Jevtic z kilkunastu metrów pokonał Buchalika.

RadioZET.pl/PAP/AN