Ekstraklasa: Cztery gole w Białymstoku, Jagiellonia zremisowała z Lechem

Andreas Nicolaides
11.11.2018 20:20
Jagiellonia - Lech Poznań
fot. PAP/EPA

Po szybkim, ciekawym spotkaniu w niedzielny wieczór Jagiellonia Białystok zremisowała u siebie z Lechem Poznań 2:2. "Kolejorz" po raz siódmy z rzędu nie zdołał wygrać na stadionie Jagiellonii, a białostoczanie potwierdzili, że w tym sezonie to na wyjazdach osiągają lepsze rezultaty niż u siebie.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Początek meczu to przewaga Jagiellonii. Gospodarze rozpoczęli wysokim pressingiem i z dużą pewnością siebie rozgrywali akcje. W 7. minucie z ostrego kąta uderzał Karol Świderski, jego strzał obronił Jasmin Buric, a po powtórnym dograniu piłki w pole karne Lecha strzał Marko Poletanovica był niecelny.

Okres dobrej gry Jagiellonia zakończyła bramką. Po kontrze i szybkim rozegraniu piłki, ta w polu karnym trafiła od Świderskiego do Przemysława Frankowskiego, a reprezentacyjny skrzydłowy płaskim strzałem dał białostoczanom prowadzenie.

Do tego czasu bramkarz Jagiellonii nie miał nic do roboty, bo Lech nie był w stanie zagrozić bramce gospodarzy. Wyrównanie padło po rzucie rożnym. Darko Jevtic dośrodkował, piłkę wybili obrońcy, pomocnik Lecha powtórzył zagranie, a w zamieszaniu podbramkowym gola zdobył Thomas Rogne.

Ta bramka odmieniła zespół gości. Piłkarze z Poznania nabrali pewności siebie, zaczęli grać z pomysłem i stwarzać sytuacje. I w 33. min objęli prowadzenie, bo Marcin Wasielewski uderzeniem zza pola karnego pokonał Mariana Kelemena.

Wyraźnie zaskoczeni takim obrotem sprawy zawodnicy Jagiellonii mogli przegrywać wyżej, ale trzy minuty później słowacki bramkarz tego zespołu wygrał pojedynek sam na sam z Christianem Gytkjaerem. Dopiero w końcówce pierwszej połowy Jagiellonii udało się przenieść grę bliżej bramki Lecha, strzelali Świderski i Arvydas Novikovas, ale wyrównanie nie padło.

Stało się to niedługo po przerwie. Po stracie piłki przez lechitów w środku boiska, Novikovas zagrał do Poletanovica, ten w pole karne do Świderskiego, a młody napastnik Jagiellonii dokładnym strzałem przy słupku zdobył gola. Jagiellonia atakowała dalej, ale w 60. min mogła być skarcona. Po kontrze gości Kelemen zdołał jednak obronić strzał głową Roberta Gumnego; w odpowiedzi w niemal identycznej akcji Buric był lepszy od Łukasza Burligi.

W tym fragmencie meczu oba zespoły grały szybko, akcja za akcję. W 71. min Trałka trafił do bramki gospodarzy, ale przy dośrodkowaniu z rzutu wolnego był na spalonym. W 79. min znowu o dużym szczęściu mogli mówić białostoczanie, gdy po strzale Kamila Jóźwiaka wyblokowana przez Ivana Runje piłka przeszła tuż obok słupka bramki Jagiellonii.

W 80. min sędzia Bartosz Frankowski musiał przerwać mecz z powodu dymu z rac odpalonych na tzw. ultrze fanów Jagiellonii. Po tej przerwie tempo gry wyraźnie spadło. W 88. min akcję gospodarzy silnym, minimalnie niecelnym strzałem sfinalizował Roman Bezjak. Buric interweniował tak nieszczęśliwie, że uderzył głową w słupek. Z potężnym guzem i obandażowaną głową, bramkarz Lecha zdołał dograć mecz do końca bez konieczności interwencji w bramce.

Wokół spotkania nie brakowało akcentów związanych ze stuleciem odzyskania przez Polskę niepodległości. Piłkarze wyszli na murawę w asyście wojska i osoby wcielającej się w postać marszałka Józefa Piłsudskiego. Odśpiewano hymn państwowy, na stadionie były wystawy tematyczne przygotowane m.in. przez Muzeum Pamięci Sybiru, na jednej z trybun zawisła długa flaga z napisem "Sto lat niepodległości, łączy nas duma z polskości".

Kilka godzin przed meczem bardzo dużym zainteresowaniem białostoczan cieszyła się akcja rozdawania w centrum miasta pół tysiąca świętomarcińskich rogali przez przedstawicieli Lecha i Jagiellonii. Na tradycyjny przysmak z Poznania, związany ze świętowanymi 11 listopada imieninami tamtejszej ulicy Święty Marcin, czekało kilkaset osób. Rogale rozdawane wprost z klubowego autokaru Lecha rozeszły się jak ... świeże bułeczki.

RadioZET.pl/PAP/AN