Z deszczu pod rynnę - Krzysztof Piątek na dłużej na ławce Herthy? [KOMENTARZ]

19.05.2020 19:03
Krzysztof Piątek na dłużej na ławce Herhy
fot. Oliver Behrendt/Pixathlon/REPORTER

Krzysztof Piątek odszedł z Milanu przez Zlatana Ibrahimovicia, a w Hercie może mieć problemy z regularną grą przez duet Vedad Ibisević - Bruno Labbadia. Bośniak, mówiąc kolokwialnie, jest wielką futbolową miłością nowego trenera berlińczyków, a Polak, póki co, nie dał mu argumentów, by postawić na niego po wznowieniu rozgrywek.

Uważam, że Krzysztof Piątek, czysto piłkarsko, nie jest lepszy od Vedada Ibisevicia.

Zdaję sobie sprawę, że nie jest to popularna opinia na temat reprezentanta biało-czerwonych, dlatego spieszę z wyjaśnieniem. Po transferze do Serie A Piątek imponował skutecznością, dobrze wychodził na pozycję, piłka go szukała, na tle swoich klubowych kolegów wyglądał bardzo dobrze szybkościowo i wyróżniał się dynamiką. Do tego znakomicie gra(ł) głową, a przy stylu ekipy z Ligurii było to jego ogromnym atutem. Taktykę zespołu z Ligurii można było opisać krótko "wszystko na Piątka". I to wystarczyło, by zaskarbić sobie sympatię kibiców, uznanie ekspertów i zapracować na wielki transfer do Milanu. Przypominał Filippo Inzaghiego, lisa pola karnego, który większość sytuacji zamieniał na gola.

Do Milanu Polak wszedł z drzwiami, niemal w pojedynkę demolując Napoli w Pucharze Włoch. Potem było już tylko gorzej. Zmiany trenerów i konflikty "na klubowej górze" doprowadziły do utraty pewności siebie, a co za tym idzie także skuteczności. W takiej rzeczywistości nagle, przynajmniej dla niektórych, okazało się, że Krzysztof Piątek ma dwie potężne wady - jest surowy technicznie (wiele razy piłka mu odskakiwała przy prostym przyjęciu) i nie potrafi przytrzymać piłki (słabo się zastawia), by dać kolegom możliwość włączenia się do akcji. Obie cechy są atutami Vedada Ibisevicia, a trzeba również zauważyć, że Bośniak wcale nie ustępuje Polakowi w cechach, o których wspominałem wyżej.

Piątek walczy z ulubieńcem Labbadii

Oczywiście po jednym spotkaniu nie można wyciągać daleko idących wniosków i na pewno będą spotkania, kiedy to 35-letni Ibisević będzie zasiadał na ławce kosztem młodszego o 11 lat Polaka. Można jednak w ciemno obstawiać, że to Bośniak będzie wyborem numer jeden dla Bruno Labbadii, na co wpływ, oprócz wciąż wysokiej formy, ma znajomość obu panów z czasów VfB Stuttgart.

Bośniak trafił do Stuttgartu zimą 2012 roku, gdy szkoleniowcem tej drużyny był Labbadia. W nowych barwach Ibisević zadebiutował 11 lutego w meczu z... Herthą Berlin i strzelił jednego z pięciu goli (5:0). Współpraca obu dżentelmenów trwała 2,5 roku, w trakcie których reprezentant Bośni i Hercegowiny przeżywał najlepszy okres w karierze - w 68 spotkaniach zdobył 37 bramek. To od niego Labbadia rozpoczynał ustalanie wyjściowego składu. I chociaż czas leci, to już widać, że "stara miłość nie rdzewieje", a zarówno trener, jak i piłkarz czerpią z tej współpracy dużą przyjemność z korzyścią dla zespołu.

Labbadia - taktyka z jednym napastnikiem

Na niekorzyść Krzysztofa Piątka przemawia także forsowana przez nowego opiekuna Herthy taktyka z jednym napastnikiem i dwoma skrzydłowymi lub z rozgrywającym za plecami osamotnionego snajpera. Tymczasem ani Polak, ani Bośniak nie są predestynowani do gry na innej pozycji niż klasyczna "dziewiątka", co oznacza, że trudno spodziewać się wspólnych występów.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Labbadia przeszedł taktyczną ewolucję i dostosował się do realiów współczesnego futbolu. W Bayerze Leverkusen, gdzie pracował w latach 2008-2009 stawiał na grę z dwoma napastnikami - wysokim Stefanem Kiessliengiem i nieco niższym od niego, ale bardziej dynamicznym Patrickiem Helmesem. Podobnie było podczas pierwszej przygody z HSV, gdzie miał do dyspozycji Ruuda van Nistelrooya i Mladena Petricia.

Później, w Stuttgarcie, znów w HSV i Wolfsburgu liczba napastników zmalała, a 54-letni Niemiec w tej roli widział zawodnika świetnie zbudowanego, z bardzo dobrą umiejętnością zastawiania się i gry głową. Byli to m.in. Pierre-Michel Lasogga, Artjom Rudnevs, Divock Origi i Max Kruse. Wszystkie te atuty ma Vedad Ibisević, a Piątek musi pracować nad drugim z wymienionych elementów.

Krzysztof Piątek musi przekonać Labbadię

Reasumując, pal sześć, jeśli Piątek nadal imponowałby skutecznością. Wtedy braki w technice można by mu wybaczyć i pewnie trener nie miałby żadnych powodów, by zastanawiać się nad obsadą pozycji napastnika. Skoro jednak Polak nie trafia i nie wykorzystuje swoich sytuacji, a trzeba przyznać, że zarówno w Milanie, jak i w Hercie, miał ich sporo, Labbadia po przyjściu do zespołu musiał szukać alternatyw. W drużynie ma obecnie sprawdzonego snajpera, wiekowego, ale nadal bardzo dobrego i nowego, którego nie zna i musi mu się przyjrzeć. I to od Piątka zależy, czy zdoła przekonać do siebie szkoleniowca.

Nie chcę uprawiać czarnowidztwa, ale kiedy Piątek stracił miejsce w Milanie, nie zdołał go odzyskać i musiał odejść. W Hercie jeszcze przed wymuszoną przerwą wylądował na ławce, a zmiana trenera, jak wskazuje na to pierwszy mecz po wznowieniu Bundesligi, nie poprawiła jego pozycji.

W najbliższej kolejce Hertha Berlin zagra w derbach niemieckiej stolicy z Unionem i nie ma lepszej okazji, by zyskać zaufanie szkoleniowca, jak bramkowa zdobycz w takim spotkaniu. Ale najpierw trzeba zagrać...czego Krzysztofowi Piątkowi życzę.

RadioZET.pl