Zamknij
Kamiła Walijewa
Kamiła Walijewa, 15-letnia rosyjska łyżwiarka, po programie dowolnym na igrzyskach w Pekinie
fot: AP Photo/David J. Phillip/East News
OKLASKI KIBICÓW TO NIE WSZYSTKO

„To wcale nie jest super”. Sportowe dzieci w świecie dorosłych

Krzysztof Sobczak
Krzysztof Sobczak Redaktor Radia Zet
17.03.2022 15:19

Ta dziewczynka ucierpiała, a mogła być najmniej winna - mówi Natalia Pawelska, psycholog sportu współpracująca z Polski Związkiem Łyżwiarstwa Szybkiego o sytuacji, w jakiej podczas ZIO w Pekinie znalazła się 15-letnia Kamiła Walijewa. Swój dramat przeżyła też największa medalowa nadzieja reprezentacji Polski. - Natalia Maliszewska kilkukrotnie musiała zmierzyć się z tą samą traumą - przyznaje.

Umawialiśmy się na wywiad o zimowych igrzyskach olimpijskich, o tym, co w Pekinie spotkało Natalię Maliszewską, Kamiłę Walijewą i Mikaelę Shiffrin. W międzyczasie wybuchła jednak wojna w Ukrainie i rozsypała cały porządek świata. Tego tematu również nie mogło zabraknąć w naszej rozmowie. Od niego zresztą zaczęliśmy.

Krzysztof Sobczak: Dajana Jastremska, 21-letnia tenisistka, wraz z młodszą siostrą Ivanną musiały uciekać z Odessy przed bombardowaniami, a 1 marca rozegrała i wygrała mecz w Lyonie. Czy do takiej sytuacji można się w jakikolwiek sposób przygotować, zapomnieć o niej, odciąć się?

Natalia Pawelska, psycholog sportu: Bardzo trudno się do czegoś takiego przygotować. Widzimy to nie tylko przy okazji tej strasznej wojny, ale to samo mogliśmy zaobserwować w związku z pandemią COVID-19. Możemy przewidywać, ale tak naprawdę sytuacja zmienia się z dnia na dzień, z godziny na godzinę. Odcięcie się też nie jest takie łatwe. Trzeba pamiętać, że dla sportowców to praca, oni w ten sposób zarabiają na życie.

Rosjanie i Białorusini chyba zaraz przestaną zarabiać w ten sposób.

Tak też się może wydarzyć. Coraz więcej związków i organizacji wyklucza zawodników z Rosji i z Białorusi. Oczywiście pojawiają się głosy, że sportowcy nie są niczemu winni, ale z drugiej strony wiemy, że jest sprzeciw zawodników z innych krajów, by z nimi rywalizować.

Ukraińska tenisistka Dajana Jastremska po meczu w Lyonie
fot. IMAGO/Sandrine THESILLAT/Imago Sport and News/East News

Daria Abramowicz 1 marca opublikowała zdjęcie Igi Świątek, za którą wisiał telewizor, a w nim była transmisja z wojny w BBC. Przy okazji napisała: „W najbliższych dniach i tygodniach rywalizacja sportowa nabiera innego wymiaru, a jednocześnie dla wielu będzie tym, co są w stanie kontrolować i tym, co pozwoli zadbać o siebie w tak trudnym czasie”. Polka potrafiła się skupić, a nie powiodło się to Anett Kontaveit. Okazuje się, że można się od tego odciąć i zapomnieć, ale jak tego dokonać?

Każdy z nas jest inny i ma za sobą inną historię. Jednych ta sytuacja dotyka bardziej, bo np. mają korzenie ukraińskie albo rodzinę i przyjaciół na miejscu, innych trochę mniej. Niektórzy teoretycznie stoją z boku, ale też odczuwają tę sytuację. Nie możemy patrzeć zero-jedynkowo na każdego zawodnika. Iga współpracuje z psychologiem, więc przypuszczam, że ma narzędzia i sposoby, żeby się odciąć i na chwilę skupić się na sobie podczas meczu. Warto też ograniczyć w takiej sytuacji media. Trudno to wszystko ignorować, ale trzeba się starać nie dopuszczać do siebie wszystkich informacji, gdyż moglibyśmy spędzić w ten sposób 24 godziny na dobę. To dla sportowca, ale też dla każdego z nas, nie byłoby zdrowe.

Kilkoro zawodników i zawodniczek z Ukrainy wróciło do kraju, by walczyć o niepodległość ojczyzny. Domyślam się, że po niej pojawią się jakieś symptomy stresu pourazowego po traumatycznych przeżyciach. Czy oni będą w stanie wznowić potem swoje kariery?

Nie ma w tym przypadku jednej dobrej odpowiedzi. Najważniejsze, aby ta decyzja była podjęta w zgodzie z ich wartościami. Jeżeli to nie jest przymus, a czują, że warto i chcą to zrobić, to mam nadzieję, że po wojnie, jeśli tylko będą chcieli, to będą w stanie wrócić do sportu.

Część z nich, tych, którzy przebywali w Ukrainie, musieli zostać w związku z powszechną mobilizacją podpisaną przez prezydenta Wołodymyra Zełeńskiego.

I tym będzie trudniej. Oni mieli inne plany, nie chcieli pozostawać w kraju, nie widzieli siebie w roli żołnierza walczącego na froncie, bo też nie każdy może czuć się dobrze w takiej sytuacji.

Chyba nie ma takich osób.

Tak, ale są osoby, które chcą to zrobić dla ojczyzny, mają taką potrzebę i czują, że tak powinni się zachować. Jest to w zgodzie z ich wartościami. Dla nich to jest teraz ważniejsze niż reprezentowanie kraju. Ci, którzy zostali do tego zmuszeni poprzez decyzję prezydenta, będą mieli trudniej, aby odnaleźć się w nowej rzeczywistości.

Jednym ze sportowców, którzy poszli na wojnę, jest Dmitri Pidruczny, mistrz świata w biathlonie z 2019 roku. Jego rywal Johannes Boe powiedział: „Zmieniła się cała moja życiowa perspektywa. Ja się tu bawię w strzelanie do jakiejś tarczy, a on przerwał sezon i teraz strzela w obronie swojego miasta”. Dodał, że czuje się głupio biegając teraz z karabinem. Jak sprawić, by przynajmniej na czas startu nie myśleć o rywalach, ale też kolegach, bo przecież oni wszyscy się doskonale znają?

To jest bardzo trudne, ale są do tego narzędzia psychologiczne i dzięki pracy nad tym, zawodnicy są w stanie na jakiś czas odsunąć na bok to co się dzieje poza sportem. Jednak wymaga to dużego wysiłku i umiejętności. Tu mamy sytuację skrajną, ale mówimy też o sytuacjach codziennych, które dzieją się w życiu sportowców. Kłótnie, rodzinne zdarzenia, śmierć bliskiej osoby też trzeba czasami odsunąć, jeżeli chce się wystartować i zrobić to na dobrym poziomie.

Jak już jesteśmy przy tragediach rodzinnych, to chciałbym poruszyć temat Mikaeli Shiffrin, która między igrzyskami straciła ojca i teraz każdy sukces jemu właśnie dedykuje. Wiemy, co stało się w Pekinie, gdzie trzy razy wypadła z trasy. To tylko wypadek przy pracy czy faktycznie jakiś problem mentalny, za duża presja nałożona na siebie?

Trudno wyciągnąć wnioski tylko po igrzyska, wydaje mi się, że będzie można to ocenić w dłuższej perspektywie. Zobaczymy w najbliższych zawodach, jaka będzie jej skuteczność. To bardzo wymagający sport, w którym trzeba ryzykować. Jeżeli ktoś myśli o medalu, to nie może pojechać asekuracyjnie. Ryzykując, popełnienie małego błędu, jak w przypadku Mikaeli, kończy się właśnie wypadnięciem z trasy. To też nie jest tak, że tylko ta jedna zawodniczka nie ukończyła zmagań.

Pracujesz z kadrą łyżwiarzy szybkich, w tym oczywiście z Natalią Maliszewską. Wiem, że nie wszystko możesz powiedzieć, ale zawodniczka sama już trochę o tym opowiadała. Jak z twojej perspektywy ona zniosła ten trudny czas – izolację w obcym kraju, to zamieszanie związane z testami?

To bardzo trudne doświadczenie, nie tylko jeśli chodzi o Natalię, ale też o innych członków zespołu. Jeżeli jedna zawodniczka wypada z rywalizacji i dzieją się dla niej przykre rzeczy, to tak naprawdę cierpi cała drużyna, szczególnie, że dziewczyny miały w perspektywie start sztafety i od tego, czy Natalia wróci, zależał też ich występ.

Ta sytuacja potrzebuje czasu, trzeba to wszystko sobie poukładać. Często odnosimy się do perspektywy czteroletniej, ale trzeba mieć z tyłu głowy, że do igrzysk olimpijskich sportowiec przygotowuje się przez całą karierę. Po kilku czy kilkunastu latach treningu brak możliwości startu i sprawdzenia siebie, czyli chociażby tego, co miała Mikaela Shiffrin, która mogła stanąć na trasie i widziała tego konsekwencje, jest traumatycznym przeżyciem. Natalia właśnie takiej możliwości jak chociażby Amerykanka nie miała.

Często odnosimy się do perspektywy czteroletniej, ale trzeba mieć z tyłu głowy, że do igrzysk olimpijskich sportowiec przygotowuje się przez całą karierę

Zawodnik nie ma wpływu na taką sytuację, tak naprawdę szykuje się całe życie na ten jeden występ, a potem zostaje zamknięty w dziesięciometrowym pokoju, czując się całkiem zdrowym i gotowym do startu. Trudno sobie wyobrazić emocje, z jakimi w takim momencie się zmaga. Nawet osoby, które były blisko, miały z tym trudności.

W tej grupie, o której mówisz, była m.in. siostra Natalii, Patrycja i jej narzeczony Piotr Michalski. Wszyscy mieszkali w tym samym hotelu, więc chyba im było szczególnie trudno?

Wszyscy mieszkaliśmy w jednym hotelu, ale hotel izolacyjny był poza wioską olimpijską i kontakt z tymi osobami był utrudniony. W wiosce mieliśmy dostęp do internetu tak, jak na całym świecie, a w tym słynnym „Galaxy” (tak nazywał się hotel izolacyjny - red.) był tylko chiński internet, a więc cenzurowany.

Natalia Maliszewska podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Pekinie
fot. ANDRZEJ BANAS/POLSKA PRESS/Polska Press/East News

Czyli pozostawał kontakt telefoniczny.

W teorii tak, ale wiadomo, jakie są koszty takiej rozmowy. Oczywiście była możliwość kontaktu, ale ograniczona przez to, że byli w innym miejscu.

Jak zawodnicy reagowali na tę sytuację?

Pracuję już z nimi od czterech lat. Każdy ma swój sposób radzenia sobie w takich sytuacjach. Byłam tam po to, by zwracać uwagę na dobro grupy i poszczególnych zawodników. Kto chciał, mógł do mnie przyjść, porozmawiać, chociaż to tak naprawdę wydarza się na co dzień. Nie muszą to być umawiane wizyty. Rozmawiamy, spotykamy się na treningach, na stołówce itd. Było też wzajemne wsparcie, co było widoczne szczególnie po sztafecie, gdzie dziewczyny, udzielając wywiadów, pokazały i powiedziały o tym, jak to było dla nich ważne.

Było widać ten team spirit. Zresztą Kamila Stormowska po swoim występie na 500 m mówiła, że nie powinno jej tu być, że wolałaby, aby to Natalia stała na starcie.

Ona też znalazła się w trudnej sytuacji. Najpierw miała nie startować, potem musiała się przygotować, by za moment znowu się dowiedzieć, że nie weźmie udziału w wyścigu. To się jeszcze raz zmieniło na ok. 2 godziny przed rywalizacją i wtedy już miała bardzo mało czasu, by dźwignąć to emocjonalnie. Tym bardziej, że wiedziała, że jest to okupione dużą stratą dla koleżanki. To zresztą dotyczy całego zespołu, bo wszyscy zawodnicy to widzieli. To, że dziewczyny wyszły na start, próbowały i dały z siebie wszystko, na co w tym momencie było je stać, to już wtedy pokazało, że mentalnie są bardzo silne.

Zastanawiam się tylko, czy fakt, że Natalię wypuścili w nocy tuż przed startem, było dla niej dobre, bo za chwilę dostała kolejny cios. Najpierw dali jej nadzieję, a potem zabrali.

Te nadzieje tak naprawdę były kilkukrotnie dawane i odbierane i to rzeczywiście była duża trudność z mojej perspektywy, kiedy zawodnik, zamiast raz pogodzić się z tym, że nie wystartuje, musi robić to trzy razy. Kilka razy trzeba było doświadczyć i przejść przez tę samą traumatyczną sytuację.

Wszyscy się cieszyliśmy, kiedy zawodnicy wrócili z kwarantanny do wioski olimpijskiej, bo wreszcie wiedzieliśmy, co się z nimi dzieje. Mogliśmy realnie pomóc, przynieść jedzenie, pójść na spacer, porozmawiać. Wcześniej byliśmy odcięci od siebie. Warto podkreślić, że w Pekinie byliśmy odizolowani od świata. To nie jest tak, jak tutaj, że nawet jak ktoś choruje i jest odizolowany, to możemy zrobić zakupy, pójść pod okno i mu pomachać. Mamy poczucie, że możemy coś zrobić, a tam tak naprawdę nie wiedzieliśmy nawet, gdzie dokładnie te osoby się znajdują.

Aż tak?

Znaliśmy nazwę hotelu, ale nie mieliśmy możliwości, żeby tam pojechać, żeby cokolwiek spontanicznie przekazać, dostarczyć. Całe nasze funkcjonowanie polegało na tym, że w wiosce wchodziliśmy do autokaru, z którego do momentu dotarcia na obiekt sportowy nie mogliśmy wychodzić. Nie mieliśmy możliwości wyboru destynacji, gdzie chcemy się udać.

W wiosce wchodziliśmy do autokaru, z którego do momentu dotarcia na obiekt sportowy, nie mogliśmy wychodzić

Czyli nie było możliwości, aby coś zwiedzieć, zobaczyć poza wioską olimpijską.

Nie, tyle co przez szybę w autobusie. Jeden z zawodników mi powiedział, że jeżdżąc na rowerze, pętla w wiosce olimpijskiej zajmuje mu 4,5 minuty. Tyle było przestrzeni, żeby się poruszać, przejść się. Drogi były dobre, ale krótkie, Byliśmy za płotem, odcięci od świata i nie można było wyjść sobie swobodnie poza ten obszar. Gdy koledzy i koleżanki byli na izolacji, to dawało poczucie innym zawodnikom i osobom ze sztabu, że nie są w stanie nic zrobić, w żaden sposób pomóc. Jedyną możliwością wsparcia był sms czy telefon.

To męczące psychicznie. Ludzie mogą się lubić najbardziej na świecie, ale przebywanie w zamknięciu przez trzy tygodnie musiało mieć na nich jakiś wpływ.

Tak, to było męczące dla zawodników, ale i dla osób towarzyszących. Byliśmy tam przez 26 dni. Wiem to, bo mieliśmy taką aplikację, w której codziennie musieliśmy się logować, informować, jak się czujemy, jaką mamy temperaturę. Oprócz apartamentu i terenu do spaceru czy przejażdżki rowerowej, była tam stołówka, siłownia i coś, co nazywaliśmy centrum handlowym. Tam tłumów nie było, bo zawodnicy, zwłaszcza przed startami, unikali tych miejsc. U nas pojawiły się dodatkowo pozytywne wyniki testów, więc staraliśmy się dbać o siebie i o innych, unikać zbiorowisk, bo będąc codziennie testowanym, nie wiadomo było, czy i kiedy test okaże się pozytywny.

Mieliśmy taką aplikację, w której codziennie musieliśmy się logować, informować, jak się czujemy, jaką mamy temperaturę

Mówisz, że nie czytasz komentarzy. Ja niestety czytam, ale może zaoszczędzimy sobie tego tematu.

Warto podkreślić, że wśród tych komentarzy było dużo głosów wsparcia i zrozumienia. Nawet ja dostawałam wiadomości od psychologów, ludzi niezwiązanych ze sportem, że trzymają kciuki. Wiedzieli, że to musi być bardzo trudne doświadczenie.

A to ty im selekcjonowałaś te komentarze? To nie były tylko pozytywne głosy.

Ja mogę im tylko wskazać, co warto przeczytać, ale decyzja należy do nich. Czasami już po pierwszym słowie widać, czy komentarz jest przychylny, czy nie. Zawodnicy często przed startami, na ważnych imprezach czytają tylko to, co dostaną od bliskich, bo wtedy mają pewność, że to nie będzie nic złego. Staraliśmy się też zajmować im jakoś czas, by mieli mniej czasu na media, spekulacje.

W trakcie tego zamieszana Natalia wydała oświadczenie. To była jej inicjatywa, czy jakaś próba wyrzucenia z siebie emocji po rozmowie z tobą?

To wynikało z potrzeby zawodniczki, to była jej decyzja. Takie słowa są bardziej wartościowe niż spekulacje, które pojawiają się w przestrzeni publicznej. Wśród tych informacji było wiele nieprawdziwych, przekłamanych, m.in. w sprawie tego, kiedy się dowiedziała, że nie wystartuję, jak to wyglądało, kiedy przyjechała do hotelu, czy kiedy ją zabrali.

To które były nieprawdziwe?

Nie ma sensu już tego roztrząsać. Staramy się zostawić to za sobą, zwłaszcza to, co wydarzyło się niechcianego, nieplanowanego. Podsumowanie zrobiliśmy pod koniec igrzysk, żeby zamknąć ten rozdział. On miał nieprzyjemne momenty, ale tych przyjemnych też trochę było. Zabieramy ze sobą tylko te dobre, z pozostałych wyciągamy wnioski i idziemy dalej.

Czy dzieci powinny startować na igrzyskach?

Ważne, że ten temat został poruszony...

Ale właśnie, w Tokio 13- i 14-latka zdobyły złote medale olimpijskie i wtedy tej dyskusji nie było. Wręcz były słowa uznania i podziwu. A tutaj mamy kumulację: 15-latkę, która ma trenera-tyrana, wpadkę dopingową i Rosję, co w związku z państwowym systemem dopingowym budzi od razu negatywne skojarzenia.

Już w Tokio ten temat był poruszany wśród psychologów, to jakie zagrożenia są z tym związane. Może w mediach nie odbił się takim echem, bo głównie przekaz dotyczył radości, szczęścia i medali dla dzieci. To było pokazane w dobrym świetle, że to takie nowe i fajne. Jako psycholog nie mogę się z tym zgodzić. To wcale nie jest takie super, kiedy nastolatkowie startują z dorosłymi. I nie mówię tylko o igrzyskach.

Są przecież igrzyska młodzieży.

No właśnie. I one zostały stworzone po to, żeby pokazać granice między sportem dziecięcym, młodzieżowym, a sportem dorosłych. Oczywiście dyscyplina dyscyplinie nierówna, ale oprócz łyżwiarstwa figurowego możemy też mówić o gimnastyczce sportowej. Tam ten wiek już się przesunął z nastoletniego do ok. 20-21 lat.

To wcale nie jest takie super, kiedy nastolatkowie startują z dorosłymi. I nie mówię tylko o igrzyskach

Miałam okazję oglądać na żywo zawody solistek w Pekinie. Z przyjemnością patrzyłam na ok. 20-letnie zawodniczki, które z powodzeniem startują na igrzyskach. W ich gronie wyróżnia się grupa rosyjskich łyżwiarek, a one są najmłodsze w stawce. Wśród tak młodych zawodniczek istnieje największa możliwość nadużyć. Wtedy władzę sprawują osoby dorosłe.

To w tym przypadku trenerka Kamiły Walijewej, Eteri Tutberidze, się nie popisała. Po nieudanym występie ruszyła do niej z pretensjami i pytaniem, „dlaczego po pierwszym upadku przestała walczyć”.

Z mojego miejsca nie było widać reakcji trenerki, ale widać było niezwykle poruszoną zawodniczkę. Smutną, niezadowoloną. Przykro się na to patrzyło. Widać było, że ta dziewczynka ucierpiała, a myślę, że w całej tej sytuacji mogła być najmniej winna. Kibice próbowali ze zrozumieniem do tego podejść, ale oklaski publiczności nie rekompensują tego, co się zadziało.

Kamiła Walijewa po występie na Igrzyskach w Pekinie
fot. ANNE-CHRISTINE POUJOULAT/AFP/East News

Miałem nawet wrażenie, że ona specjalnie chciała przegrać. Oczywiście tak nie było, ale ona na pewno zdawała sobie sprawę, że jak stanie na podium, jej koleżanki tego dnia medali nie dostaną, a ona narazi się na jeszcze większy hejt.

Widziałam oba jej występy. Po programie krótkim zajmowała pierwsze miejsce i faktycznie był on świetnie oceniony. Przed finałem już na rozgrzewce widać było różnice: potykała się, a potem powtórzyła te same błędy już podczas występu.

Nie wytrzymała psychicznie.

Patrząc na to, jak była przygotowana i jak trudny miała program, jak wymagający, to rzeczywiście można mniemać, że te kwestie mentalne nie pozwoliły jej wystartować na 100 procent. Tym bardziej, że zawodniczka miała świadomość, że jej czwarte miejsce pozwala na udekorowanie jej rywalek, koleżanek, jeszcze tego samego dnia. To może siedzieć z tyłu głowy w wieku 15 lat. To jest duże obciążenie.

Nie wiem, jak w rosyjskim zespole wygląda kwestia przygotowania mentalnego, czy te dziewczyny mają możliwość pracy z psychologiem. Zawody wysokiej rangi są trudne dla dorosłych, ukształtowanych zawodników, którzy w Pekinie mierzyli się z codziennymi testami na koronawirusa, sprostaniem oczekiwaniom własnym i innych czy niepowodzeniami, a co dopiero dla nastolatki. To jest coś, co może się odbić w przyszłości.

Podobno, tak informowały media, Walijewa pozytywny test antydopingowy uzyskała w grudniu na mistrzostwach Rosji, a tamtejszy komitet dopiero kilka dni przed startem przesłał jej wyniki do Chin.

Najgorsze jest to, że w takich sytuacjach najbardziej cierpią zawodnicy, którzy potem jeszcze przed kamerami muszą odpowiadać na pytania dziennikarzy i tłumaczyć się przed kibicami oraz przed samym sobą. Są wciągani w rozgrywki polityczne i organizacyjne.

Po tym konkursie pojawiły się nawet głosy, że to – już nawet nie sportowiec, ale to dziecko jest już złamane psychicznie i trudno będzie jej wrócić.

Przekonamy się o tym w przyszłości. Biorąc pod uwagę specyfikę tego sportu w Rosji, dodatkowym obciążeniem dla tych dziewczyn może być fakt, że dla nich może to być jedyna szansa występu na igrzyskach olimpijskich. W Pekinie nie było żadnej rosyjskiej zawodniczki, która uczestniczyła w imprezie w Pjongczangu cztery lata wcześniej. To były debiutantki, do tego nastoletnie i niepełnoletnie.

To stąd wynikał ten szał Aleksandry Trusowej? Ona miała świetny program, bardzo trudny, a jednak nie wygrała.

Tego akurat nie widziałam. Nawet laik, taki jak ja, gołym okiem potrafi dostrzec, że te zawodniczki prezentują bardzo wysoki poziom sportowy i artystyczny. Różnice między nimi pewnie występują, ale to są niuanse. Mówimy o wybitnych solistkach, znakomitych sportowcach, ale one wciąż są nieukształtowane jako kobiety. Z kolei trenerzy, z którymi rozmawiałam, mówili mi, że łatwiej wypracować pewne rzeczy u młodej zawodniczki (to głównie dotyczy kobiet), gdy nie zaszły u niej jeszcze znaczące zmiany fizyczne.

Natalia Pawelska
fot. arch. prywatne

Innym krajom jakoś udaje się przedłużyć te kariery łyżwiarek.

I mam nadzieję, że będziemy szli w tę stronę. Może poprzez zmianę regulaminów uda się wymusić na trenerach, by pracowali z zawodnikami tak, by planować ich szczyt kariery przynajmniej na 20. rok życia. Jeśli tak młody sportowiec nie będzie mógł wystartować w zawodach z dorosłymi, to nie będzie też potrzeby, by eksploatować go w tak młodym wieku. Może dzięki temu sport będzie zdrowszy.

Jeśli już rywalizują z dorosłymi, to warto zadbać o właściwą opiekę psychologiczną. Już podczas igrzysk w Pekinie była próba zapewnienia wszystkim sportowcom opieki mentalnej. Była aplikacja, można było się zgłosić i – przynajmniej według reklamy – byli w stanie pomóc takiej osobie w kilkudziesięciu językach. My tu w rozmowie mówimy o pojedynczych sytuacjach kryzysowych, ale ich jest więcej, tylko niektóre z nich nie ujrzały światła dziennego.

Zmierza to w dobrą stronę, tylko szkoda, że w takich okolicznościach.

Szkoda, że kosztem konkretnych, tak młodych zawodniczek.

Natalia Pawelska – psycholog sportu, absolwentka Uniwersytetu SWPS. Jest współautorką projektu MENTALSTEPS – narzędzi do treningu mentalnego w sporcie oraz bloga o tej samej tematyce. Współpracuje z Polskim Związkiem Łyżwiarstwa Szybkiego (short track) oraz Polskim Związkiem Lekkiej Atletyki. Prowadzi gabinet w Warszawie. Świetnie czuje się zarówno w pracy z amatorami, jak i ze sportowcami wyczynowymi.

Krzysztof Sobczak
Krzysztof Sobczak

Absolwent edukacji medialnej w Akademii Pedagogiki Specjalnej oraz dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim. W Radio ZET od marca 2016 roku.

Ma szczęście łączyć trzy pasje w jedną pracę - dziennikarstwo, pisanie i sport. Od czasu do czasu porozmawia z politykiem, napisze felieton, pośmieje się z otaczającej rzeczywistości. Wyznaje zasadę: dystans przede wszystkim, inaczej zwariujemy.

Prywatnie? Odpoczywa w górach, w Tatrach odnalazł swoje miejsce na ziemi i tam najchętniej wraca. Gra w gry: piłka nożna, tenis ziemny, squash, tenis stołowy, koszykówka, siatkówka, kręgle, bilard, dart, play station, planszówki. Czyta pięć książek na raz, a potem gubi wątki. Przez życie idzie w słuchawkach na uszach.
Twitter: @K_fSobczak
mail: krzysztof.sobczak@radiozet.pl