Zamknij

Trener "Aniołków" oskarża Kiełbasińską: "To działanie na szkodę reprezentacji"

25.07.2022 01:03

Aleksander Matusiński, trener kobiecej sztafety 4x400 m, w rozmowie z Tomaszem Kalembą z Onetu odniósł się do zamieszania związanego ze startem sztafety mieszanej. Szkoleniowiec ma pretensje do Anny Kiełbasińskiej, ale nie za to, że odmówiła startu, lecz o niepoinformowanie go o zmianach zasad rozgrywania miksta.

Anna Kiełbasińska
fot. Wang Ying/Xinhua News/East News

Anna Kiełbasińska jako jedyna z Polek wystartowała w finale biegu indywidualnego na 400 m podczas MŚ w lekkoatletyce 2022 w Eugene i zajęła w nim 8. miejsce. W półfinale przepadła najszybsza w tym sezonie z biało-czerwonych Natalia Kaczmarek, ale ona przez kilka dni zmagała się z zatruciem pokarmowym i nie była w pełni sił. Obie panie miały stanowić o sile dwóch sztafet - mieszanej i 4x400 m. Od początku wszystko szło jednak nie tak, jak zakładano.

Przed mikstem trenerzy Aleksander Matusiński oraz Maciej Rożej naprędce musieli dokonać roszad taktycznych. Wszystko przez zmianę regulaminu, o której dowiedzieli się na dwa dni przed eliminacjami. Wcześniej zarówno Kiełbasińska, jak i Kaczmarek miały obiecane, że nie będą brane pod uwagę przy ustalaniu składu na kwalifikacje. W związku z decyzją światowych władz, że po eliminacjach można wymienić tylko jedną zawodniczkę, w uprzywilejowanej sytuacji znalazła się młodsza i szybsza z pań. Ta druga uznała to za złamanie ustaleń pomiędzy nią a szkoleniowcem i odmówiła startu. Swoją decyzję wyjaśniła w oświadczeniu.

Matusiński komentuje zamieszanie ze sztafetą mieszaną

Z oświadczenia Kiełbasińskiej, która trenuje z grupą holenderskich sprinterek, a jej opiekunem jest Szwajcar, wynikało, że ona o zmianie przepisów dowiedziała się dwa tygodnie przed mistrzostwami. Do Polskiego Związku Lekkiej Atletyki taka decyzja nie dotarła, a najpewniej po prostu została przed kogoś przeoczona. I właśnie to jest największym problem dla Aleksandra Matusińskiego. W jego opinii zawodniczka powinna przyjść do szkoleniowca i poinformować go o zmianach.

- Dla mnie problemem w tej całej sytuacji jest to, że zawodniczka, która wiedziała, że nie możemy dokonać tych zmian, bo jest inny przepis, nie powiedziała trenerowi o tym, że przepisy uległy zmianie. Okazało się, że można było dokonać tylko jednej zmiany. Przecież mogła podejść i zapytać, jak w tej sytuacji będzie wyglądała sytuacja. Dla mnie jest to działanie na szkodę reprezentacji. Muszę to tak nazwać. Gdyby była lojalna wobec trenera i pracodawcy, to powinna od razu przekazać taką informację - powiedział Aleksander Matusiński w rozmowie z Tomaszem Kalembą z Onetu. Dodał, że to wpłynęło na cały zespół.

- Nie było atmosfery w grupie. Starałem się wyciszyć tę sytuację z mikstem. Oświadczenie, jakie wydała Ania Kiełbasińska w momencie, kiedy dziewczyny szły na rozgrzewkę, nie pomogło zarówno dziewczynom, jak i chłopakom. To był trudny temat, z którym po raz pierwszy spotkałem się w swojej karierze trenerskiej. Celowo zatem nie zabierałem głosu, by nie podsycać atmosfery - podkreślił. Przedstawił też swoją wersję wydarzeń. Przyznał, że Ania miała obiecany jeden start, ale w związku z nowymi okolicznościami trzeba było korygować założenia.

- Gdy do nas w końcu dotarło, że tkwiliśmy w błędzie, to próbowaliśmy w kilkanaście osób wybrnąć z tej sytuacji. Chcieliśmy to rozwiązać z pożytkiem dla drużyny. W tym momencie nie było już miejsca na gadanie o tym, że miało się obiecany finał. Liczyło się dobro drużyny, dlatego trzeba było złożyć ten skład optymalnie. Na finał postanowiłem zatem zostawić Kaczmarek, która jest najszybszą polską zawodniczką i wygrywała w tym roku wszystkie biegi z Kiełbasińską. Miała zatem prawo odpoczywać i szykować się na finał, skoro mieliśmy tylko jedną zmianę. Karol Zalewski też miał obiecany bieg tylko w finale. Nie dało się rady tak zrobić, dlatego staraliśmy się rozwiązać ten problem. Chciałem wystawić Anię do eliminacji, ale odmówiła startu. Upewniłem ją w tym momencie w tym, że nie wystąpi też zatem w finale, bo mamy tylko jedną zmianę i wykorzystam ją na to, by w finale biegała Kaczmarek. Sama zatem zrezygnowała z biegania w mikście - tłumaczył.

Trener zdecydował się skomentować tamte wydarzenia po nieudanych eliminacjach w sztafecie 4x400 m kobiet. Polki bez Kiełbasińskiej i Kaczmarek nie awansowały do finału. Przeszkodziły Kanadyjki, a dokładniej jedna z nich, która przed ostatnią zmianą raniła stopę Małgorzaty Hołub-Kowalik.

- Występek Ani Kiełbasińskiej traktuję jako odmowę startu i dla mnie to jest bardzo duże przewinienie. Nie chciałem o tym mówić w czasie mistrzostwa świata. Te jednak dla nas już się skończyły, więc można o tym wszystkim opowiedzieć - wyjaśnił szkoleniowiec.

Za niespełna miesiąc "Aniołki Matusińskiego" pobiegną w mistrzostwach Europy w Monachium. Czasu na poskładanie drużyny jest zatem niewiele, a koleżanki Anny Kiełbasińskiej publicznie bardzo ostro wypowiadały się na jej temat. W mediach społecznościowych próbowały wygasić konflikt, ale - jak mówił Matusiński - poważnej rozmowy na ten temat w zespole jeszcze nie było.

loader

RadioZET.pl/Onet