Tomasz Lewandowski bardzo ostro o działaniach PZLA. Prezes odpowiada

04.03.2020 17:30
Tomasz Lewandowski bardzo ostro o działaniach PZLA
fot. Pawel Skraba/REPORTER/EastNews

Tomasz Lewandowski, były już trener Marcina Lewandowskiego, Adama Kszczota, Patrycji Wyciszkiewicz-Zawadzkiej i Angeliki Cichockiej, w bardzo ostrych słowach wypowiedział się na temat działań Polskiego Związku Lekkiej Atletyki. - Osiągając coraz większe sukcesy stawałem się z moimi zawodnikami coraz większym problemem dla związku - napisał w mediach społecznościowych po tym, jak nie osiągnięto porozumienia w kwestiach kontraktowych. Prezes Henryk Olszewski inaczej widzi całą sprawę.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

We wtorek Polski Związek Lekkiej Atletyki ogłosił, że nowym trenerem Adama Kszczota i Marcina Lewandowskiego został Piotr Rostkowski. Wiedząc, jak prowadzone są rozmowy między federacją a Tomaszem Lewandowskim, Angelika Cichocka i Patrycja Wyciszkiewicz-Zawadzka postanowiły już wcześniej zmienić szkoleniowca.

Zmiana trenera na kilka miesięcy przed igrzyskami olimpijskimi zawsze jest ryzykowna, by nie powiedzieć karkołomna. W mediach pojawiły się doniesienia, że Lewandowski nie zgodził się na propozycję PZLA ze względów czysto finansowych oraz że federacja porozumiała się w sprawie opiekuna z Kszczotem i Marcinem Lewandowskim. Sam zainteresowany postanowił przedstawić swoją wersję wydarzeń, która w bardzo złym świetle stawia związek. Niestety, nie pierwszy raz, bo wcześniej podobne zarzuty wysuwali inni zawodnicy - Karol Zalewski i Joanna Jóźwik.

Tomasz Lewandowski o braku porozumienia z PZLA

"Koronawirus już dawno dopadł PZLA!" - rozpoczyna swój wpis były już trener i brat rekordzisty Polski i brązowego medalisty mistrzostw świata w biegu na 1500 m Marcina Lewandowskiego czy wicemistrzyni świata w sztafecie 4x400 m, członkini "Aniołków Matusińskiego", Patrycji Wyciszkiewicz-Zawadzkiej.

Dalej jest tylko ostrzej. "Osiągając coraz większe sukcesy stawałem się z moimi zawodnikami coraz większym problemem dla związku. Nasze metody treningowe i ścieżka szkoleniowa, co roku były kwestionowane. Kolejne medale i sukcesy nie wpływały na poprawę jakości szkolenia. Mimo coraz lepszych wyników byłem ciągle przywoływany do porządku i karcony czysto uznaniowymi decyzjami m.in. w przypadku doboru sparingpartnerów, powołania na imprezy, wysokości kontraktu" - pisze.

"Sposób, w jaki często byłem traktowany, trudno określić inaczej niż lekceważenie, brak elementarnego szacunku, pomawianie i wykorzystywanie. Stres to element pracy trenera, jednak w moim wypadku atmosfera długotrwałego konfliktu sprawiła, że odbiło to bardzo poważne konsekwencje na moim zdrowiu" - tłumaczy i dodaje, że stał się "wrakiem, także emocjonalnie".

Lekkoatletyczne HMP: Trzy złote medale Justyny Święty-Ersetic

W dalszej części Lewandowski opisuje prawdziwe powody odmawiania podpisania kontraktu i wprost podaje kwoty, jakie mu zaproponowano za szkolenie czwórki czołowych średniodystansowców w kraju. "Pierwotna propozycja ze strony związku została przeze mnie odrzucona nie ze względów finansowych (jak to podawały media), a ze względów zdrowotnych. Także z tego powodu, że związek nie chciał zmienić sposobu przygotowań do igrzysk, o co wnioskowałem" - podkreśla.

"Nowa propozycja, jaka została mi telefonicznie przekazana to ostatnia, jak się dowiedziałem, z ofert. Zdradzam ją, gdyż nie wiąże mnie w tym momencie żaden kontrakt, chciałbym też, by opinia publiczna dowiedziała się, na ile wyceniana jest przez PZLA praca trenera w Polsce. Kontrakt opiewa na kwotę 200 zł brutto za dzień. Jednak nie za każdy przepracowany dzień, a jedynie za dzień wyjazdowy, bez względu na ilości dni pracy. My mieliśmy jeszcze zaplanowane 3 zgrupowania po 24 dni (z czego 6 to dni podróży). A więc 63 dni obozowe dałoby 12600 złotych brutto, za cały okres przygotowań do sezonu (8 miesięcy). Daje to średnie wynagrodzenie miesięczne na poziomie 1500 zł brutto!" - wyznaje trener. Zdradza ponadto, że wynagrodzenie miało wzrosnąć po fakcie, a więc w przypadku wywalczenia przez jego podopiecznych medali olimpijskich.

"To nie jest smutne, ani niesprawiedliwe. To upokarzające. Nie tylko dla mnie, ale dla wszystkich trenerów, którzy mają w ten sposób nakreślone perspektywy rozwoju zawodowego, którym w ten sposób wskazuje się, że partnerstwo i wspólna praca dla wyższego dobra to tylko mrzonka" - ocenia.

Tomasz Lewandowski podkreśla jednocześnie, że życzy nowemu trenerowi Piotrowi Rostkowskiemu jak najlepiej ("to jeden z największych fachowców w Polsce"), ale powątpiewa, czy nawet tak znakomity szkoleniowiec zdoła w tak krótkim czasie przygotować zawodników do najważniejszej imprezy czterolecia. Zaznacza też, że nie da się zniszczyć przez nieodpowiedzialne działania PZLA.

"Mogę mnie wyrzucić z kadry, osierocić moich zawodników, mogą mnie oczerniać, pomawiać, zabrać mi wynagrodzenie, które sobie wypracowywałem przez wiele lat wynikami sportowymi, ale to nie odsunie mnie od sportu, jedynie od toksycznych ludzi i szkodników. Czy w ramach kadry kraju, czy personalnie, na stale czy doraźnie, w Polsce, czy poza nią, czy w dresie np. Republiki Czeskiej - będę wspierał moich zawodników. Nie jest to optymalne, to prowizorka, ale tylko tyle możemy. Wyciśniemy z tego najwięcej, jak się da. Szkoda jednak, że naszej energii i zaangażowania nie można skierować na właściwe tory" - kończy swój emocjonalny wpis.

Prezes PZLA odpowiada Tomaszowi Lewandowskiemu

"Ile mogę kogoś prosić, żeby podpisał kontrakt? Tomasz Lewandowski miał zaproponowany piąty pod względem wartości kontrakt w polskiej lekkoatletyce i chyba - jeśli chodzi o zasługi - to tak w sam raz, ani nie za wysoki, ani nie za niski. Nie zmienialiśmy propozycji kontraktu, dostał podwyżkę bezpośrednio po zdobyciu przez Marcina Lewandowskiego brązowego medalu mistrzostw świata. Zapewniliśmy kontrakt maksymalny, jeśli chodzi o stawkę podstawową i dodatek" - odpowiada prezes PZLA Henryk Olszewski.

Kluczowa miała być jednak nielojalność trenera. "Na początku grudnia Tomasz Lewandowski, będąc naszym pracownikiem, podpisał też umowę z katarską federacją. Czy jest to w porządku? W PZLA miał kontrakt, gdzie były klauzule poufności i zachowania konkurencyjności. Czy to jest normalne, że ktoś kogoś oszukuje?" - zapewnia działacz. Lewandowski ten zarzut odrzuca.

"Umowa współpracy z Katarskim Komitetem Olimpijskim miała obowiązywać od stycznia, ale po uprzednim spełnieniu przeze mnie pewnych wymagań, których nie wypełniłem do tej pory i miałem możliwość wycofania się z niej w każdej chwili, jeśli tylko PZLA podpisze ze mną kontrakt na kolejny rok. Do dziś nie otrzymałem żadnego wynagrodzenia i oficjalnie nie jestem pracownikiem żadnej innej federacji" - mówi Lewandowski w rozmowie z Polską Agencją Prasową.

Pia Skrzyszowska "księżniczką polskiej lekkoatletyki"? EA zachwycona Polką

Prezes Olszewski na tych zarzutach jednak nie poprzestaje. "Związek zrobił wszystko, tak jak powinien, ale... nie będę zatrudniał człowieka, który nie chce podpisać kontraktu, obraża ludzi, polskich trenerów i nie widzę, by był lepszy od szkoleniowców, którzy mają medale olimpijskie. Pan Lewandowski szuka dziury w całym. W tej chwili nie ma już o czym rozmawiać, ponieważ jest już zatrudniony pan Piotr Rostkowski" - grzmi.

Wygląda więc na to, że Tomasz Lewandowski, mimo zasług i sukcesów, nie ma na razie czego szukać w Polskim Związku Lekkiej Atletyki.

RadioZET.pl/PAP/Facebook