Zamknij

Robert Korzeniowski: Przy obostrzeniach sport został potraktowany zbyt rygorystycznie [WYWIAD]

05.11.2020 16:21
Robert Korzeniowski
fot. Piotr Molecki/East News

- Powiedzmy sobie szczerze: dzisiaj kluby fitness muszą uciekać się do organizacji zawodów sportowych, aby móc prowadzić działalność. To fikcja. Uważam, że ktoś rozsądny powinien jeszcze raz wrócić do tego tematu i rozważyć, jaki to ma sens – mówi w rozmowie z RadioZET.pl Robert Korzeniowski.

Maciej Walasek, RadioZET.pl: Koronawirus nie odpuszcza, a liczba zakażonych osób w Polsce rośnie. Jak Pan przeżywa ostatni czas?

Robert Korzeniowski: - Przeżywam go, troszcząc się o swoich bliskich: rodzinę i znajomych. Zastanawiam się, jaki będzie kształt naszego kraju po pandemii i w jakiej kondycji fizycznej i psychicznej z niej wyjdziemy. Niepokoi mnie brak możliwości długofalowego planowania, gdzie tworzymy plany na dwa-trzy dni do przodu. Biorąc pod uwagę moje funkcjonowanie na rzecz klubu lekkoatletycznego, staram się robić wszystko, żeby dzieci i młodzież mogły bezpiecznie uprawiać sport, który staje się dzisiaj naszym czynnikiem budowania odporności fizycznej i równowagi psychicznej. Dla mnie to trudny czas, ale też moment skłaniający do refleksji. Staram się codziennie dzwonić do rodziców, jestem w kontakcie z przyjaciółmi. Jesteśmy sobie bliżsi w czasie tej pandemii.

Jak Pana zdaniem Polacy radzą sobie z pandemią?

- Pojęcie Polaków jest szerokie, Polakami jesteśmy wszyscy, ale są tacy, którzy radzą sobie lepiej, a inni gorzej. Wczoraj rozmawiałem ze swoją 28-letnią córką, która jest typowym przykładem swojego pokolenia i chce wypierać tę pandemię. Nie mówi, że koronawirusa nie ma, tylko ma poczucie, że wszyscy są poddani presji i jak to określiła „wkręcamy się” w pewną narrację mediową, gdzie widzimy tylko cyfry i najgorsze zdarzenia. Tłumaczyłem jej, że to, co widzimy, to obiektywne fakty i to nie są zmyślone rzeczy. Nawet jeśli my bezpośrednio nie stykamy się z tym nieszczęściem choroby w naszym otoczeniu, to nie znaczy, że tego nie ma.

Inni całkowicie zamykają się w swoich domach i w swoim myśleniu chcą przetrwać ten trudny czas. Możemy obserwować różne postawy, bo dostosowujemy się do obostrzeń, ale niestety z przymrużeniem oka: nosimy maseczki, ale z nosem na wierzchu. Niby uczestniczymy w rygorze, ale każdy robi to po swojemu. Nie ma jednego przeżywania tej pandemii, lecz każdy ma na to swój własny sposób. Sam przestałem śledzić informacje w mediach i nie robię tego tak często. Staję się wybiórczym odbiorcą. Jak przez cały czas słyszę jeden temat, mam wrażenie, że to jedyny motyw mojego życia, dlatego chciałbym tego unikać. Oczywiście nie można permanentnie się od tego odcinać, ale trzeba dozować sobie pewne wiadomości i racjonalizować cyfry. Raz słyszymy, że będzie wypłaszczenie, a następnie mówi się, że będzie 200 tysięcy zakażeń dziennie. Bierzmy to, co dla nas jest ważne i nie ulegajmy narastającej psychicznej presji.

Ostatnie dni pokazują, że zmierzamy w stronę drugiego lockdownu. Jak może on wpłynąć na sport?

- Przede wszystkim uważam, że przy pierwszym lockdownie zbyt rygorystycznie potraktowano sport. Przywołam absurd zakazu biegania po lesie, podczas gdy w tym samym czasie mogli to robić myśliwi z bronią. Jeżeli nie dojdzie do radykalnego zakazania aktywności fizycznej, to niech ona będzie limitowana w miastach, gdzie trzeba będzie mieć założone maseczki, ale tereny rekreacyjne powinny być obszarem umiarkowanej wolności. Sport wyczynowo całkiem nieźle sobie z tym poradził poprzez wprowadzenie testów prewencyjnych, czy odizolowanie kibiców od zawodników. Sami sportowcy też powoli przyzwyczają się do rywalizacji przy pustych trybunach. Myślę, że to się obroni. Dla mnie osobiście ważne jest to, żebyśmy my jako społeczeństwo nie zatracili w sobie tej potrzeby uprawiania sportu. Ona jak nigdy wcześniej została nam teraz uświadomiona.

Wspomniał Pan o pierwszym lockdownie. Tymczasem jakiś czas temu głośno dyskutowano o zamknięciu basenów i siłowni.

- Przywołałem temat lasu, bo w pewnym momencie na boiskach mogło funkcjonować jedynie pięciu zawodników i trener, co było absurdalne. A to już było traktowane jako odmrożenie. Wszystkie informacje, jakie mam ze świata medycznego na temat basenu i tego, jak jest ozonowany, wskazują, że nie powinien być on odbierany jako źródło zakażenia. W tej sytuacji wylewa się dziecko z kąpielą. Jeśli chodzi o siłownie, to sam z nich korzystam i byłem pod wrażeniem rygorów bezpieczeństwa, jakie były tam wprowadzane: liczba osób na metr kwadratowy, powszechny dostęp środków do dezynfekcji. I także w tym przypadku żadne badania nie potwierdziły, że siłownie były źródłem zakażeń. Cały czas mamy otwarte placówki handlowe, zakłady usługowe – nie mówię, że one mają być zamknięte, ale tam bliskość ludzi jest ogromna i trzeba wyważyć ryzyko, które minimalizujemy.

Na siłownię i basen tylko z trenerem. Kto może trenować?

Rynek pracy ludzi, którzy zajmują się branżą fitness, liczy około 150 tysięcy, ale rynek osób korzystających z niej sięga dużo więcej. My z naszymi działaniami klubowymi koncentrujemy się w RK Athletics na treningach na zewnątrz. Powiedzmy sobie szczerze: dzisiaj kluby fitness muszą uciekać się do organizacji zawodów sportowych, aby móc prowadzić działalność. To fikcja. Uważam, że ktoś rozsądny powinien jeszcze raz wrócić do tego tematu i rozważyć, jaki to ma sens.

Jak radzić sobie z dbaniem o formę, która teraz wygląda zupełnie inaczej? Ludzie ponownie zaczynają zamykać się w domach, gdzie w takich warunkach trudniej jest sprostać takiemu wyzwaniu.

- I to się pewnie szybko nie zmieni. Słyszę o działalności podziemnych siłowni, gdzie adaptowane są piwnice czy suszarnie, ale w takich miejscach nie są spełniane żadne kryteria sanitarne, dlatego powinniśmy się tego wystrzegać. Dzisiaj jestem już chodziarzem amatorem, ale z olbrzymim zaangażowaniem podchodzę do rozwoju masowego sportowego chodzenia, czyli tego, co jest dla mnie oczywiste. Nadal mamy dostępną przestrzeń wokół naszych domów, na osiedlach i póki mamy otwarte parki i lasy, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby trochę się poruszać. Poza czysto spacerowym chodzeniem można przyspieszyć kroku. Chodzenie angażuje całe ciało i w bardzo dobry sposób wpływa na cardio i rozwój mięśni. Spędzam sporo czasu przed komputerem i dla mnie wyjście na 8-10 km jest zbawienne do dalszego funkcjonowania. Mówię to z perspektywy człowieka pracującego zdalnie. Nie ma sensu marudzić, że nie możemy iść na basen czy siłownię. Chłodna aura nie zachęca także do wycieczek rowerowych, ale na chodzenie nie ma złej pogody i do tego bardzo zachęcam.

Projekt rozporządzenia ws. nowych obostrzeń: Zakaz zawodów, m.in. w bieganiu

Razem z żoną prowadzi Pan zajęcia z chodu w opcji dla amatorów, czyli walking. Czy w tym momencie może to być jeden z najlepszych sposób aktywnego spędzania wolnego czasu?

- Moim zdaniem to najbardziej dostępna, powszechna i niewymagająca żadnych nakładów sprzętowych forma ruchu. Razem z żoną zachęcamy do chodzenia bez kijków, żeby jeszcze lepiej kształtować równowagę i angażować całe ciało. W związku z tym wystarczą wygodne buty i ubranie. Zachęcam do wybierania się na dłuższe wyprawy. Wkrótce na naszym kanale na YouTube w ramach Walking Lovers pojawi się film tutorialowy na temat walkingu, aby zachęcić ludzi przez ostatnio modną edukację online. Nie chcemy, żeby ćwiczono z nami przed ekranem, ale żeby osoba, która obejrzy to nagranie, zainspirowała się i sama wybrała się na trening.

Obawia się Pan o przyszłoroczne igrzyska olimpijskie w Tokio?

- Myślę, że przy drugim podejściu nie będzie problemu z organizacją igrzysk olimpijskich w Tokio. Musiałaby wydarzyć się światowa katastrofa w postaci niesłabnącej pandemii w połowie przyszłego roku, aby do tego nie doszło. Jednak wszystkie modele matematyczne i medyczne mówią, że pandemia będzie tracić na impecie. Sport całkiem nieźle przygotował się do organizowania zawodów przy wszystkich ograniczeniach. W Tokio na ten weekend zaplanowano testowe zawody z publicznością na trybunach, gdzie m.in. temperatura w każdym sektorze będzie stale monitorowana. To odpowie na pytanie, czy można rozgrywać igrzyska z udziałem kibiców. Jeśli te próby nie zdadzą egzaminu, to wtedy będziemy obserwować zawody przy pustych trybunach. Możliwe, że zostanie podłożony dźwięk publiczności, co jest smutne, ale i tak uważam, że warto przeżyć i takie igrzyska. Sportowcy na nie czekają, kibice również, ale także całe społeczeństwo, które zostało poturbowane przez tę pandemię. Igrzyska mogą nam wszystkim pomóc. Wierzę, że wyzwaniem będzie jedynie kwestia logistyczno-mediowa, aby przeprowadzić je skutecznie i bezpiecznie pod każdym względem, a do całej reszty nie mam wątpliwości.

Jak pandemia wpłynie na sportowców i ich przygotowania do igrzysk? W tym roku odwołano wiele zawodów m.in. halowe mistrzostwa świata?.

- Będą inne zawody objęte pewnym reżimem. Gdyby igrzyska były w tym roku, to odbyłyby się w świetle totalnych ograniczeń, a ich poziom sportowy byłby niezwykle słaby. Myślę, że sportowcy przygotują się do tego w innych kryteriach: zostaną zorganizowane mityngi, mecze sprawdzające, ale sportowcy są zawodowcami i zrobią to, co do nich należy w najwyższym standardzie.

Na koniec, co powiedziałby Pan wszystkim tym, którzy źle znoszą czas izolacji?

- Aby w rozważny sposób śledzili media. Proszę szukać pozytywów w tym, co wynika z izolacji. Pełna izolacja odbywa się na nasze osobiste życzenie. Poza ekstremalnymi przypadkami, kiedy jesteśmy chorzy czy na kwarantannie, ale nie musimy mentalnie się zamykać. To tylko zależy od nas. Po każdej wojnie jest pokój, po każdej pandemii jest rozwój i wzrost. Trzeba patrzeć na to, że nie potrwa to dłużej niż kilka miesięcy i żyć nadzieją. Przeżywać to nieco inaczej i wyjść z tego jeszcze mocniejszym.

RadioZET.pl/