Zamknij

Andrejczyk zaskoczyła po eliminacjach: "Cieszę się, że dostaję po d***"

Krzysztof Sobczak
21.07.2022 04:49

- Cieszę się, że dostaję po dupie, bo to też się przydaje - tak Maria Andrejczyk skomentowała swój występ w eliminacjach rzutu oszczepem podczas MŚ w lekkoatletyce 2022 Eugene i Portland. Wicemistrzyni olimpijska kolejny raz walczy nie z rywalkami, a z kontuzją.

Maria Andrejczyk
fot. ANDREJ ISAKOVIC/AFP/East News

Maria Andrejczyk w najlepszej próbie uzyskała 55,47 m, a minimum kwalifikacyjne wynosiło 62,5 m. Tylko trzy zawodniczki przekroczyły tę odległość, ale aby wedrzeć się do najlepszej dwunastki, trzeba było posłać oszczep poza 59. metr.

Polka, która przez cały sezon zmagała się z kontuzją barku, z powodu problemów zdrowotnych nie mogła wykonać pełnego nabiegu. To wszystko nie mogło przynieść powodzenia. Mimo wszystko Polka nie zamierza jeszcze rezygnować z tego sezonu. Najpierw musi jednak doprowadzić swój bark to pełni sprawności, aby móc w ogóle trenować.

Maria Andrejczyk oceniła występ w MŚ

- Miałam w tym roku dobre treningi, które mówiły, że jest szansa powalczyć o finał. Przede wszystkim przez to, co dzieje się z moim barkiem, nie byłam w stanie wykonywać w tym roku regularnych treningów rzutowych. To przełożyło się na brak czucia własnego ciała, brak czucia sprzętu, problemy z rozbiegiem - tłumaczyła Andrejczyk.

- Wierzę, że z trenerem [Petterim Piironenem - red.] znajdziemy złoty środek. Ten rok jest dużą nauką. Cieszę się, że dostaję po dupie, bo to też się przydaje. Trener zrobił, co tylko mógł. Starał się mnie uspokoić. Prosił, abym się zrelaksowała. Nie przyniosło to skutku. To dopiero początek naszej pracy, późno zaczęliśmy, nie mogliśmy normalnie pracować. Wierzę, że coś uda nam się złożyć z tego w przyszłych latach - dodała.

Maria Andrejczyk: operacja może oznaczać koniec

Majka chce walczyć, ale ma też świadomość swoich kłopotów. W jej głowie są myśli nawet o kolejnej operacji - ma znów "rozwalony" obrąbek stawowy - ale to może oznaczać nawet konieczność zakończenia kariery. Skończy się zatem najpewniej na zabiegach.

- Nie chcę go operować, bo bardzo możliwe, że byłby to koniec mojej kariery. Obrąbek muszę zostawić w spokoju. Jeżeli coś już bym chciała robić, to czyszczenie. Może też coś z przyczepem bicepsa, bo on cały czas daje się we znaki. Jeżeli będę w stanie jeszcze wykonywać treningi rzutowe, to może coś jeszcze uda się w tym sezonie porzucać - mówiła o rozlicznych kłopotach zdrowotnych.

Za miesiąc odbędą się mistrzostwa Europy w Monachium. Czasu jest zatem niewiele, by wziąć udział w drugiej co do ważności tegorocznej imprezie.

RadioZET.pl/PAP, Tomasz Więcławski