Polski skoczek ofiarą złego pomiaru. Kolejne problemy organizatorów ME

09.08.2018 14:02

Organizatorzy lekkoatletycznych mistrzostw Europy mają ogromne problemy z aparaturą pomiarową w wielu konkurencjach siłowych i technicznych. Ofiarą błędu stał się m.in. Tomasz Jaszczuk.

Tomasz Jaszczuk wpadł z 4. na 5. miejsce ME fot. PAP/EPA

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Polak zajął 4. miejsce w skoku w dal z rezultatem 8,08 m, jednak wyniki tej konkurencji zostały zweryfikowane po proteście Szwedów. Okazało się, że sędziowie źle zmierzyli odległość uzyskaną przez Szweda Thobiasa Nilssona Montlera. Ostatecznie zawodnik ze Skandynawii w jednej z prób uzyskał 8,10, co dało mu 4. miejsce, a Jaszczuka zepchnęło na 5. pozycję.

Pomyłek z pomiarem w tym konkursie było więcej. Do najlepszej ósemki dołączono po trzech próbach także Albańczyka Izmira Smajlaja, który był dziesiąty, ale również protestował. Wykonał on trzy kolejne próby - w jednej z nich osiągając 7,99 i nawet na moment wyprzedzając reprezentanta Polski, jednak po konkursie je anulowano umieszczając go w oficjalnych wynikach na 10. miejscu z rezultatem 7,83 z drugiej kolejki.

Lekkoatletyczne ME: Kolejne wpadki organizatorów

Technika zbuntowała się także podczas rywalizacji trójskoczkiń. Efekt? Anna Jagaciak-Michalska, ale także jej koleżanki, musiała czekać na swój skok 50 minut w palącym słońcu, bo organizatorzy nie potrafili poradzić sobie z usterką.

Błędy pomiarowe zdarzały się także m.in. w finałowym konkursie rzutu dyskiem mężczyzn. Aparatura szwankowała również podczas zmagań młociarzy, przez co rywalizacja była przeciągana.

Wpływ na "złośliwość rzeczy martwych" mogą mieć ogromne upały panujące w Berlinie. W takich warunkach sprzęt po prostu się przegrzewa i funkcjonuje wadliwie.

TO TAKŻE MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ:

RadioZET.pl/PAP/KS

Oceń