Lekkoatletyczne MŚ w Doha: Kosmiczne mistrzostwa bez kibiców [KOMENTARZ]

08.10.2019 18:37
Kosmiczne mistrzostwa bez kibiców
fot. PAP/EPA

Lekkoatletyczne mistrzostwa świata w Doha stały na bardzo wysokim poziomie sportowym i na bardzo niskim poziomie organizacyjnym. Puste trybuny raziły. Szczególnie żal jest tych, którzy powinni być najważniejsi, a więc zawodników. Obrazek samotnie wykonujących rundę honorową Shelly-Ann Fraser-Pryce i Diny Asher-Smith na długo pozostanie w pamięci, choć nigdy nie powinien się zdarzyć.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Świecące pustkami trybuny, nieziemskie upały na dworze i mróz w pomieszczeniach czy w komunikacji miejskiej, maratończycy i chodziarze kończący rywalizację na wózkach i w namiotach medycznych, absurdalne tłumaczenia szefa IAAF Sebastiana Coe, klimatyzacja nie do opanowania na stadionie, niedogodności w zakwaterowaniu, beznadziejni sędziowie, awarie i niedociągnięcia organizacyjne - o tym wszystkim nie będę mówił, bo powszechnie wiadomo, dlaczego właśnie w tym miejscu, które jeszcze "nie dorosło" do organizacji jednej z dwóch najważniejszych lekkoatletycznych imprez, te zawody się odbyły. Niestety to także zapadnie mi w pamięci po tych mistrzostwach, ale zamiast narzekać, honory trzeba oddać tym, którzy w takich warunkach potrafili osiągać kosmiczne rezultaty.

MŚ w Doha: Kosmiczny poziom

Na myśl przychodzi od razu konkurs pchnięcia kulą mężczyzn, gdzie Konrad Bukowiecki musiałby poprawić rekord Polski o blisko 60 centymetrów, by stanąć na podium; gdzie medalu nie dała odległość 22,53 Darlana Romaniego; gdzie całe podium zamknęło się w jednym centymetrze, a Joe Kovacs zaszachował wszystkich i w ostatniej kolejce pchnął kulę na 22,91, sięgając po złoto. Zapamiętam także finał biegu na 400 m kobiet, gdzie po raz pierwszy mieliśmy reprezentantkę Polski, i to od razu w duecie, ale to Salwa Eid Naser wybiegała trzeci wynik w historii tej konkurencji - 48.14. Niekwestionowaną gwiazdą została i swoją klasę potwierdziła Dalilah Muhammad, która drugi raz w tym roku poprawiła rekord świata w biegu na 400 m przez płotki, ale to 20-letnia Sydney McLaughlin zmusiła ją do największego wysiłku. Młoda Amerykanka ustąpiła swojej rodaczce o 0.07 s, a to oznacza, że również pobiłaby rekord globu należący do lipcowych mistrzostw USA do Julii Pieczonkiny. To ona może być przyszłością tej konkurencji.

Kolejne rekordy mogą paść wkrótce w trójskoku kobiet i biegu na 400 m przez płotki mężczyzn. Yulimar Rojas potrzebuje jeszcze kilkunastu centymetrów, by wymazać z tabel 53-letnie osiągnięcie Inessy Kravets, a Norweg Karsten Warholm już w Doha miał bić rekordy. Jeszcze się nie udało, ale w roku olimpijskim, kiedy rywale będą jeszcze bardziej naciskać, wszystko jest możliwe.

MŚ w Doha: Plusy i minusy reprezentacji Polski

Reprezentacja Polski wróciła z Kataru z sześcioma medalami, dwoma rekordami kraju i jedną "życiówką". W rzucie młotem pań przeżyliśmy rozczarowanie występem Malwiny Kopron i euforię po premierowym rzucie Joanny Fiodorow, który finalnie dał jej srebrny medal. W tej samej konkurencji wśród mężczyzn był spokój o formę Pawła Fajdka i nerwowość po nieudanym konkursie oraz proteście w sprawie Wojciecha Nowickiego. Piotr Lisek wywalczył brąz, chociaż liczył na złoto. Na prawdziwe fajerwerki musieliśmy poczekać jednak do ostatniego dnia, gdy Marcin Lewandowski poprawiał własny rekord Polski, a "Aniołki Matusińskiego" zmiażdżyły poprzedni najlepszy wynik w kraju o blisko trzy sekundy i w sztafecie 4x400 m rozdzieliły sprinterskie potęgi - USA oraz Jamajkę - najpierw zdyskwalifikowaną, a potem przywróconą.

MŚ w Doha: Sędziowie źle policzyli pętle. Polski chodziarz wśród ofiar

Nasi lekkoatleci spisali się lepiej, niż oczekiwano, przynajmniej jeśli chodzi o liczbę medali. Niestety nie wszyscy poradzili sobie z przygotowaniem formy na tak późno rozgrywane mistrzostwa świata, inni przegrali z kontuzjami. Zawiedli przede wszystkimi dyskobole - w eliminacjach było aż trzech: Piotr Małachowski, Robert Urbanek i Bartłomiej Stój, a w finale nie oglądaliśmy żadnego z nich.

Rozczarowanie przeżyli też Adam Kszczot i Michał Haratyk, jednak oni zmagali się z problemami zdrowotnymi i jeśli wszystko będzie dobrze, w Tokio powinni się odegrać. Także Marię Andrejczyk stać na zdecydowanie lepsze rzucanie oszczepem niż to, co zaprezentowała w Doha.

MŚ w Doha: 2 x A - atmosfera i ambicja

Najfajniejsze w tej drużynie jest jednak to, że po słabszych występach zawodnicy nie zrzucają winy na innych, a patrzą przede wszystkim na siebie. - Słabo, w moim wykonaniu to był konkurs nielotu oszczepem - przyznał 7. oszczepnik świata Marcin Krukowski. - Mogłam i powinnam zrobić więcej. Jestem rozczarowana - oceniła Andrejczyk. - Kompletnie nie czułem tego koła, ale to nie jest powód. Jeśli mam rzucać 62 m, to szkoda na mnie pieniędzy - to już Piotr Małachowski. - Cieszy kwalifikacja olimpijska, ale z biegu i z wyniku nie jestem zadowolona - podkreśliła Joanna Linkiewicz.

Budująca jest również atmosfera. Karolina Kołeczek zamiast spokojnie po półfinale udać się do hotelu, została na stadionie, by kibicować Marcinowi Lewandowskiego, Marcinowi Krukowskiemu i "Aniołkom Matusińskiego". Anna Kiełbasińska zamiast narzekać, że trener zrezygnował z niej przed finałem, w mediach społecznościowych napisała: "Być częścią tej ekipy, a nawet jak to gdzieś usłyszałam członkinią tworzenia historii - bezcenne". Młodzieżowa mistrzyni Europy Natalia Kaczmarek, która nie pojechała do Doha, pogratulowała koleżankom medalu i fenomenalnego rekordu.

MŚ w Doha: Perspektywy na IO w Tokio

W perspektywie igrzysk olimpijskich w Tokio to bardzo obiecujący wynik. Marcin Lewandowski ma chrapkę na medal, "Aniołki Matusińskiego" zapowiadają walkę o złoto z Amerykankami, Paweł Fajdek jest podrażniony poprzednimi występami, Wojciech Nowicki nie chce otrzymywać medali pod stołem, a w sportowej rywalizacji, Piotr Lisek również ma ambicje stać na najwyższym stopniu podium, jest Anita Włodarczyk, której w Doha nie było ze względu na rehabilitację po artroskopii kolana.

Oczywiście, nasza sztafeta jest już światową czołówką, a Jamajki na pewno tak tego nie zostawią. W innych konkurencjach też rywale nie śpią i w każdym kraju obowiązuje zasada "bij mistrza". Mam jednak nadzieję, że nasi najlepsi zawodnicy nie dadzą się dogonić, będą zdrowi i lekkoatletyka będzie "medalodajną" dyscypliną podczas IO w Tokio.

RadioZET.pl