Zamknij

Polka nie dobiegła do mety, a chciała dostać medal: "Zmienił się regulamin?"

Krzysztof Sobczak
16.08.2022 11:45

Kolejne zamieszanie z nieznajomością regulaminu wśród polskich lekkoatletów. Izabela Paszkiewicz, chociaż nie dobiegła do mety maratonu podczas mistrzostw Europy w Monachium, liczyła, że dostanie medal, który wywalczyły jej koleżanki w drużynie. Tak się jednak nie stało.

Izabela Paszkiewicz nie dostała medalu ME
fot. Izabela Paszkiewicz/Instagram

ME w lekkoatletyce 2022 dla reprezentacji Polski rozpoczęły się od dubletu w maratonie kobiet. Aleksandra Lisowska sięgnęła po złoty medal indywidualnie, a biało-czerwone w składzie Lisowska, Angelika Mach i Monika Jackiewicz zdobyły jeszcze brązowy krążek w klasyfikacji drużynowej. Na starcie stanęły ponadto Izabela Paszkiewicz i Katarzyna Jankowska, ale obie nie dobiegły do mety.

Zgodnie z regulaminem, aby zdobyć medal w maratońskiej "drużynówce", rywalizację muszą ukończyć co najmniej trzy zawodniczki, a pozostałe muszą dobiec do mety, żeby wraz z koleżankami stanąć na podium. Okazuje się, że nie wszystkie reprezentantki naszego kraju znały tę zasadę. Żal o to miała Paszkiewicz.

Izabela Paszkiewicz - wpis w mediach społecznościowych

"Zapewniano nas, że gdy uda się zdobyć medal, to dostaje cała piątka. Wszystkie gotowe do dekoracji, a tu w namiocie zonk, że te, co nie dobiegły, to nie dostają medali. Inne państwa chyba o tym wiedziały, a tu zdziwienie. Może nie spodziewali się, że zdobędziemy medal…" - napisała Izabela Paszkiewicz w mediach społecznościowych.

"Może zmienił się regulamin… Podobno wcześniej tak nie było. Gdybym o tym wiedziała, to ukończyłabym bieg. Ten medal miał dla mnie ogromne znaczenie" - dodała.

Maratonka przyznała, że zeszła z trasy z powodu urazu mięśnia dwugłowego uda oraz rany na stopie. Dalsza rywalizacja mogłaby pogłębić te kontuzje.

Problemy z czytaniem regulaminów

To nie pierwszy w tym sezonie przypadek, gdy ktoś - trener, działacz, związek czy nawet zawodnik - nie zna regulaminu danej konkurencji. Wielka afera wstrząsnęła sztafetą 4x400 m kobiet podczas lekkoatletycznych mistrzostw Europy w Eugene i Portland w stanie Oregon. Przed sztafetą mieszaną, w której biało-czerwoni są mistrzami olimpijskimi z Tokio, Anna Kiełbasińska odmówiła startu w kwalifikacjach. Wszystko przez decyzję trenera Aleksandra Matusińskiego, który wyznaczył ją do biegu zarówno w eliminacjach, jak i w finale.

Okazało się, że szkoleniowcy nie znali nowych zasad rozgrywania miksta. World Athletics postanowiło wpłynąć na składy drużyn - pomiędzy kwalifikacjami a finałem można było dokonać tylko jednej zmiany, a nie jak było wcześniej kilku. W tej sytuacji uprzywilejowana miała być najszybsza w tym sezonie Natalia Kaczmarek, a Kiełbasińska, mimo otrzymanej obietnicy startowania jedynie w decydującym biegu, miała również pobiec w eliminacjach. Warszawianka się zbuntowała, a wokół tej ekipy atmosfera się zagęściła. Ostatecznie obie sztafety nie sięgnęły po krążek MŚ.

RadioZET.pl