HME: Medale wręczane byle jak, czyli jak tego nie robić - prezentuje Glasgow [KOMENTARZ]

04.03.2019 15:25
Ceremonie medalowe podczas HME 2019 w Glasgow
fot. PAP/EPA

Medale najważniejszych sportowych imprez zwykle wręczane są z wielką pompą - na stadionie bądź hali pełnej kibiców przy doniośle brzmiącym hymnie narodowym zwycięzcy. W Glasgow, podczas halowych mistrzostw Europy, ktoś wpadł na pomysł, aby to wszystko... ukryć po kątach.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Medale na korytarzu...

Paweł Wojciechowski i Piotr Lisek w skoku o tyczce, a także Michał Haratyk w pchnięciu kulą sięgnęli po złote krążki HME 2019 w Glasgow. Na ceremonię medalową zostali zaproszeni... na korytarz. Zresztą, nie tylko oni, bo w trakcie całego pierwszego dnia imprezy właśnie w tym pięknym i adekwatnym do okazji miejscu wręczano krążki.

- Prowadzili nas jakimiś schodami, później wyszliśmy w korytarz. I powiedzieli, że tu będzie dekoracja - mówił później kulomiot. Gospodarze zadbali o jeszcze jedną atrakcję. Haratyk otrzymał porysowany medal w uszkodzonym pudełku. Śmiem twierdzić, że był to rewanż za rozwalony obiektyw kamery.

... na bankiecie...

Więcej "szczęścia" miały "Aniołki Matusińskiego", które - nie pierwszy raz - odebrały medale podczas bankietu. - Tak naprawdę praktycznie co imprezę jesteśmy dekorowane na bankiecie, więc jesteśmy już troszeczkę do tego przyzwyczajone. Niestety jest to dla nas troszkę krzywdzące, bo wolałybyśmy faktycznie być dekorowane na hali lub na stadionie wśród kibiców i to właśnie z nimi odśpiewać "Mazurka Dąbrowskiego", ale niestety nie mamy na to większego wpływu - napisała mi Justyna Święty-Ersetic.

Sztafety są ostatnią konkurencją każdej wielkiej imprezy i często po prostu nie ma możliwości, aby przeprowadzić dekorację przed wyjściem kibiców ze stadionu. Trzeba by ich wstrzymać, podobnie zresztą jak ekipy telewizyjne, które niechętnie rezygnują z cennego czasu antenowego na rzecz przedłużania transmisji. W całej tej zabawie sportowcy powinni być jednak na pierwszym miejscu, a niestety obecnie często stawia się ich niżej niż aspekty finansowe organizatorów.

... na hali...

Część dekoracji odbyła się jednak na hali. W takich okolicznościach swój złoty krążek odebrali m.in. Marcin Lewandowski i Ewa Swoboda. Podium było jednak tak ciasne, że stojąca obok Polki Dafne Schippers mogła postawić na nim zaledwie jedną nogę, a Asha Philip z trudem utrzymywała równowagę. Ale przynajmniej oboje mogli odśpiewać "Mazurka Dąbrowskiego" wraz z kibicami.

Reasumując: podczas jednej trzydniowej imprezy ceremonie medalowe odbywały się w trzech różnych miejscach. I żadnym z tych miejsc nie była płyta hali w Glasgow.

... co dalej?

Patrząc na ten chaos w stolicy Szkocji przyszła mi do głowy pewna dygresja. Wyobraziłem sobie, jak (np.) Roger Federer odbiera puchar za zwycięstwo w Wimbledonie między szatnią a kiblem zamiast na korcie centralnym, a mistrzowie świata w piłce nożnej otrzymują trofeum gdzieś na parkingu. Fajnie by było?

Sportowcy trenują po to, aby osiągać sukcesy, a te wiążą się z medalami i hymnem granym tylko dla nich i dla ich kibiców. W Glasgow część tej grupy została pozbawiona tego przywileju.

***

Organizacyjnie pała, ale sportowo nasza kadra spisała się na szóstkę, a nawet na siódemkę. Pięć złotych medali i dwa srebrne krążki zapewniły biało-czerwonym obronę 1. miejsca w klasyfikacji medalowej. A przecież do Glasgow nie pojechali m.in. Adam Kszczot, Joanna Jóźwik, Angelika Cichocka czy Paulina Guba, którzy także w optymalnej formie biliby się o podium.

Chwil radości mogło być jeszcze więcej, gdyby nie kontuzje ważnych ogniw sztafety 4x400 m mężczyzn Jakuba Krzewiny i Karola Zalewskiego czy choroba Konrada Bukowieckiego, która pokrzyżowała jego plany obrony tytułu.

Za dwa lata halowe mistrzostwa Europy odbędą się w Toruniu i chyba nie będzie innego wyjścia jak potwierdzenie, że na Starym Kontynencie biało-czerwoni są potęgą.

Krzysztof Sobczak