Zamknij

Damian Czykier ma żal do konkretnej osoby. To on zawinił ws. protestu

18.08.2022 15:33

Damian Czykier z powodu potrącenia przez rywala nie znalazł się w finale biegu na 110 m przez płotki podczas ME w lekkoatletyce 2022. Polska ekipa miała podstawy do złożenia protestu, ale spóźniła się z decyzją. Zdaniem czwartego zawodnika MŚ winę za to ponosi szef szkolenia PZLA Krzysztof Kęcki. - Mam żal - powiedział 30-latek w nagraniu opublikowanym na Instastory.

Damian Czykier ma żal do Krzysztofa Kęckiego
fot. Damian Czykier/screen/Instastory

Damian Czykier był jednym z głównych kandydatów nawet do złotego medalu w biegu na 110 m przez płotki w trakcie ME w lekkoatletyce 2022 w Monachium. Niestety w półfinale Polak uderzył w dwie przeszkody i finiszował na ostatniej pozycji z czasem 13,99 m.

Po rywalizacji w mediach społecznościowych 30-latek wyjaśnił, że błędy i utrata równowagi po zetknięciu z płotkiem wynikały z kontaktu pomiędzy nim a biegnącym obok Francuzem Aurelem Mangą. Reprezentant "Trójkolorowych" przekroczył tor i trącił rękę naszego zawodnika. Później nie był już w stanie skontrolować swojej pozycji. Czykier i jego trener chcieli złożyć protest, ale kolejny raz w tym sezonie nie popisali się działacze. Konkretnie jeden z nich. Całe zamieszanie w czwartek sportowiec wyjaśnił na Instastory.

Czykier obwinia Kęckiego

Damian Czykier dokładnie opisał sekwencję zdarzeń. - Przespałem się z tymi moimi emocjami i powiem Wam, że czuje jeszcze większy smutek i żal - rozpoczął. - O 20:59 jest mój bieg półfinałowy. Od tego czasu mamy 30 minut, by team leader, w naszym przypadku jest to Krzysztof Kęcki, złożył protest do komisji sędziowskiej. Mikołaj po biegu [...] zaczął analizować bieg na nagraniu. Po analizie biegu trener kadry opiekujący się płotkarzami zobaczył, że są podstawy do protestu. O 21:18 jest już po rozmowie z Krzysztofem Kęckim. Szkoleniowiec podyktował mu, jaka jest podstawa protestu i żeby składał. Od tego czasu miał zatem 11 minut, by złożyć wniosek. Protest został złożony o 21:35, więc zajęło mu to 36 minut. Decyzja była oczywiście odmowna z powodu spóźnienia o 6 minut - opisywał.

Następnie wygłosił krótkie oświadczenie, w którym jeszcze raz podkreślił, że ma żal do szefa szkolenia. Nie wie, jaka byłaby decyzja komisji sędziowskiej, ale przypomniał dwa zdarzenia z niedalekiej przeszłości, w których jego kolegom z kadry dano szansę. On jej nie dostał.

- Wszyscy tu obecni kochamy sport i lekkoatletykę. Wiadomo, najbardziej kochamy ją za medale, ale protesty też budzą w nas wiele emocji. Wszyscy pamiętamy słynny bieg na 1500 m w Tokio, kiedy to po udanym proteście mamy Michała Roznysa w finale. Z drugiej strony pamiętamy też Eugene i sztafetę 4x400 m kobiet. Niestety protest rozpatrzony niepomyślnie, nadzieje medalowe prysły. Tu właśnie pojawia się mój żal, że te dwie sytuacje rozpatrzyli sędziowie. A moją sytuację rozpatrzył team leader Krzysztof Kęcki. Dostaję od Was mnóstwo wiadomości, że nawet w brytyjskiej telewizji mówili, że Czykier pewnie będzie składał protest, bo są ku temu podstawowy. Ale nasz team leader nie podołał... - podkreślił.

RadioZET.pl