Caster Semenya: "Moją historię porównałabym do życia Jezusa"

Krzysztof Sobczak
01.07.2019 17:29
Caster Semenya
fot. EZRA SHAW/Getty AFP/East News

Caster Semenya kontynuuje swoją krucjatę przeciwko Międzynarodowemu Stowarzyszeniu Federacji Lekkoatletycznych (IAAF) i domaga się zniesienia nowych przepisów dotyczących limitu poziomu testosteronu u kobiet. W rozmowie z BBC przyznała, że ta walka zniszczyła ją mentalnie i psychicznie.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

W niedzielę Caster Semenya wygrała bieg na 800 m podczas mityngu Diamentowej Ligi w Kalifornii. W rozmowie z Ade Adedoyin z BBC Sport poruszono jednak znacznie poważniejsze kwestie niż kolejne zwycięstwo hegemonki na tym dystansie, m.in. kwestię nowych przepisów wprowadzających dopuszczalny limit testosteronu u biegaczek średniodystansowych, które w praktyce uderzają w Semenyę i nie pozwalają jej na rywalizację z kobietami, a tylko z mężczyznami.

Zobacz także

- Mówimy o prawach człowieka. Błędem jest dyskryminowanie ludzi, tak samo jak dzielenie ich - powiedziała reprezentantka Republiki Południowej Afryki. - Dla mnie sprawa jest bardzo prosta. Mężczyzną nie jest ten, kto ma długie nogi, ramiona czy stawia dłuższe kroki, nie musisz ich kategoryzować w ten sposób. Ludzie dzielą się na kobiety i mężczyzn - dodała.

Zawodniczka zauważyła, że w chwili urodzenia dziecko klasyfikowane jest jako "dziewczynka" lub "chłopiec", a kiedy zaczyna się wchodzić w kwestie medyczne, pojawiają się problemy.

Caster Semenya jak Jezus?

Semenya często bywa obiektem drwin internautów, ale - jak zapewnia - "nie może powiedzieć, by była prześladowana": - Myślę, że jestem na tym świecie z jakiegoś powodu. Jestem żywym świadectwem, w pewnym sensie nawet zbawicielem".

- Jeśli czytasz "Biblię", zrozumiesz, o czym mówię. Porównałabym moją historię do życia Jezusa. Zostałam ukrzyżowana, byłam źle traktowana, wyzywali mnie z imienia i nazwiska, za to, co zrobiłam i jaka jestem - powiedziała reprezentantka Republiki Południowej Afryki.

Caster Semenya nie wystartuje na MŚ?

Aktualnie sprawa nowych przepisów toczy się w szwajcarskim Sądzie Najwyższym i od jego werdyktu Semenya uzależnia swój start na mistrzostwach świata, które odbędą się w dniach 28 września - 6 października w Dausze.

- Jeśli nie będę mogła wystartować na 800 m, nie jadę na MŚ. Moim celem jest obrona tytułu, a jeśli mi nie pozwolą startować, to nie pojadę. 1500 m mnie nie interesuje. Najwyżej wezmę urlop - zagroziła.

W przypadku porażki w batalii z IAAF Semenya musiałaby brać specjalne leki na obniżenie poziomu testosteronu, by móc startować z kobietami. W przeszłości stosowała już terapię, ale teraz nie zamierza tego robić. - Nie ma mowy - zarzeka się biegaczka.

Caster Semenya jest mistrzynią olimpijską i trzykrotną mistrzynią świata w biegu na 800 m. Podczas imprezy w Rio de Janeiro jej rywalki - Joanna Jóźwik, Lynsey Sharp i Melissa Bischop głośno wyraziły swój sprzeciw wobec rywalizacji z zawodniczkami z podwyższonym poziomem testosteronu. Wszystkie medalistki, także Margaret Wambui i Francine Niyonsaba, mają zdiagnozowany hiperandrogenizm.

RadioZET.pl/BBC/KS