Robert Kubica w doskonałym nastroju na Festiwalu Szybkości: To nie koniec tematu F1 [WIDEO]

03.07.2017 09:17
sport

W niedzielę Robert Kubica ponownie zasiadł za kierownicą bolidu Formuły 1 i zaprezentował się kibicom podczas Festiwalu Szybkości w Goodwood. Choć impreza miała charakter rekreacyjny, Polak był bardzo szczęśliwy z możliwości uczestnictwa w evencie. Jednocześnie przyznał, że "to nie koniec tematu F1".

Robert Kubica fot. Facebook/Renault Sports F1
Zagłosuj

Czy Robert Kubica ponownie wystartuje w wyścigu F1?

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Kubica wyjechał na tor dwukrotnie - o godzinie 13 i 16. Podczas jednego z przejazdów prowadził bolid jedynie prawą ręką, która najbardziej ucierpiała w wypadku z 2011 roku. Lewą natomiast pozdrawiał kibiców.

- To wspaniałe uczucie. Jedno z najlepszych odczuć, jakie miałem w ostatnich latach. To dla mnie wielka szansa, jaką dostałem tutaj i w Walencji, testując bolid z 2012 roku. Oczywiście, tu mamy tylko show, ale uczucie i emocje były ogromne - mówił przed kamerami Sky Sports.

Czasy nie były mierzone, ale nie o to chodzi w tej imprezie. Ma być ona świętem dla kibiców, a także dla kierowców, którzy na co dzień nie mają tak bliskiego kontaktu z publicznością.

"To nie koniec tematu F1"

W Goodwood pojawił się także wciąż aktualny mistrz świata Nico Rosberg [po zwycięskim sezonie zakończył karierę - przyp.red.], ale to obecność Kubicy wzbudzała największe zainteresowanie. Gdyby krakowianinowi rzeczywiście udało się ponownie wystartować w Grand Prix F1, byłaby to niesamowita historia nie tylko dla Polaka, kibiców, ale dla całego świata motorsportu. Zresztą, od czasu testów w Walencji Polak przy każdej okazji podkreśla, że celem jest powrót do Formuły 1. Dał tego wyraz także w Goodwood.

- Nie robię tego, żeby pokazać się w mediach. To nie koniec tematu F1 - powiedział, nie zdradzając jednak planów na przyszłość.

Bardzo dobrze rozwijająca się kariera Roberta Kubicy w F1 została przerwana przez wypadek, do którego doszło w lutym 2011 roku na trasie Ronde di Andora. Polakowi groziła nawet amputacja prawej ręki - łącznie operowana była 18 razy i udało się ją doprowadzić do takiego stanu, by krakowianin mógł bez większych ograniczeń prowadzić bolid.

Nie pozostaje nam nic innego jak poczekać na dalsze ogłoszenia ws. startów Polaka.

RadioZET.pl/Sportowe Fakty/Twitter/KS

Oceń