Stochowie i Lewandowscy fot. FaceToFace/REPORTER / AFP / EastNews

Popularni jak Lewandowscy, sympatyczni jak Stochowie

01.03.2018

Kamil i Ewa Stochowie wyrastają na drugą parę polskiego sportu. Pierwszą są oczywiście Robert i Anna Lewandowscy, ale - choć przebijają tych pierwszych popularnością - nawet oni nie mogą równać się z nimi pod względem sympatii kibiców.

Zagłosuj

Którą z tych par bardziej lubisz?

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

W gruncie rzeczy to bardzo podobne pary - Stochowie są małżeństwem od 2010 roku, Lewandowscy od 2013; obie przy każdej okazji okazują sobie wiele miłości i wsparcia; z ich ust nigdy nie padły złe słowa na temat partnera. Mimo ogromnej popularności starają się żyć normalnie, wykorzystując przy tym swoją rozpoznawalność do robienia czegoś dla innych.

A jednak w internecie różnica jest zauważalna. Widział ktoś choć jeden nieprzychylny komentarz pod adresem Kamila i Ewy? Ja nie. Tymczasem Lewandowscy odbierani są zupełnie inaczej - jako gwiazdorzy, którzy już dawno odkleili się od ziemi. Można nawet odnieść wrażenie, że powstała nowa "dyscyplina sportowa" - dokop Lewandowskim. To wszystko tylko dlatego, że są znani i bogaci, ot, takie typowe polskie piekiełko.

Ania "na celowniku"

To banał, ale trzeba go w tym miejscu przytoczyć: liczba hejterów rośnie proporcjonalnie do stopnia popularności. Z całej czwórki najboleśniej (zwłaszcza w trakcie ciąży) przekonuje się o tym... Ania Lewandowska, której internauci zarzucają, że wszystko, co osiągnęła, zawdzięcza nazwisku męża. To - jak to mówią - piramidalny błąd, bądź, jak kto woli, "wielbłąd".

Lewandowska jest multimedalistką mistrzostw świata, Europy i kraju w karate. Teraz jest trenerką i dyplomowaną dietetyczką, co również umyka uwadze niektórych z tych, którzy ją krytykują. Skąd więc tak duża liczba nieprzychylnych opinii? Odpowiedź jest bardzo prosta - z niewiedzy i z zawiści.

Wszystko na pokaz?

I tu znowu musimy odnieść się do Anny Lewandowskiej, bo to ona jest najbardziej aktywną postacią w mediach społecznościowych. Potrafi co kilkadziesiąt minut opublikować filmik na InstaStory, co kilka godzin wrzuca posty na Facebooka czy prywatne zdjęcia na Instagrama, ostatnio głównie z córką. Lubi pokazywać swoje życie, a jednak da się zauważyć, że przy całej tej popularności Klara cały czas jest chroniona od medialnego zgiełku. Do dziś nie wiemy, jak wygląda jej twarz, bo rodzice starannie dobierają publikowane fotki i nagrania.

Robert jest mniej wylewny, ale to on poinformował cały świat o ciąży żony. Zrobił to jednak w doskonale znany sposób - wkładając piłkę pod koszulkę, a kciuk do ust podczas jednego z meczów.

A co publikują Stochowie? Kamil zdjęcia z zawodów, a Ewa z podróży. On zwykle pozuje z nagrodami, ona... jej często na tych zdjęciach nawet nie ma.

Rodziny jeszcze nie powiększyli, nie wiemy nawet, czy mają takie plany.

- O tym to ja mogę porozmawiać z bliskimi - odparła Ewa Bilan-Stoch, kiedy wreszcie padło takie pytanie.

Otwórz lodówkę, a tam Lewandowscy

Tak duża liczba negatywnych opinii może mieć związek również z zainteresowaniem mediów. W zasadzie nie ma dnia, aby nie pojawił się jakiś news na temat Lewandowskich. Właściwie to nie ma dnia, by nie pojawiło się kilka artykułów o Robercie i jeszcze więcej o Ani. To budzi uczucie przesytu, które z kolei rodzi agresję - na szczęście tę mniej groźną, choć równie bolesną, a więc słowną.

To jest samo nakręcająca się spirala, bo Robert jest postacią globalną i w tych czasach nie ma siły, by uniknął rozgłosu. Jedni sami o niego zabiegają, wikłają się w skandale, natomiast za "Lewym" przemawiają tylko kolejne gole i bite rekordy.

Rozlicz PIT i pomóż dzieciom z Fundacji Radia ZET. Ściągnij darmowy program

Daleki jestem więc od twierdzenia, że Lewandowscy mają parcie na szkło. To raczej dziennikarze mają parcie na nich i sportowcy nie powinni być za to krytykowani. Zresztą, media też nie, bo w takim świecie żyjemy i trzeba się do niego przyzwyczaić.

S jak skromność

Kamil Stoch uprawia niszową w skali światowej dyscyplinę sportu. Znany jest w Europie i w części Azji, może także w Stanach Zjednoczonych, ale pewnie mało kto o nim słyszał w Afryce, Australii czy w niektórych krajach Europy, takich jak np. Hiszpania, Anglia czy Grecja. W Polsce popularnością dorównuje jednak Lewandowskiemu.

O Ewie Stoch naprawdę głośno zrobiło się... dwa miesiące temu, kiedy - nie po raz pierwszy - pojawiła się na Balu Mistrzów Sportu. Wszyscy na nią zwrócili uwagę, bo wśród blichtru i świecących kreacji ona wybrała klasyczne góralskie odzienie z czerwonymi koralami. Swoją skromnością i normalnością biła innych obecnych na głowę.

To także znak czasu, bo dziś żeby się wyróżnić, trzeba być po prostu normalnym. Taki sam jest zresztą Kamil (a raczej jego odbiór przez kibiców) - pomimo tylu sukcesów, trzech złotych medali olimpijskich, nie odbiła mu palma. To budzi sympatię.

Właściwie jedyny zarzut, jaki stawia się Kamilowi, jest taki, że... wierzy w Boga. A to trochę tak, jakby czepiać się człowieka, że ma duży nos bądź lubi kolorowe skarpetki. I to najwięcej mówi o odbiorze Kamila, a także Ewy: bardzo trudno znaleźć jakikolwiek argument, by ich nie lubić.

RadioZET.pl/Facebook/Twitter/KS