Miłosz P. wreszcie zabrał głos ws. pobicia swojej dziewczyny [WIDEO]

12.04.2018 19:24
sport

- Nie zrobiłem tego i udowodnię to przed sądem - mówi Miłosz Pawłowski, trener personalny i instruktor krav magi podejrzewany o dotkliwe pobicie swojej partnerki Katarzyny Dziedzic. Mężczyzna dopiero po kilku dniach zdecydował się opublikować oświadczenie w tej sprawie.

Miłosz Pawłowski i Katarzyna Dziedzic fot. Instagram

Rozlicz PIT i pomóż dzieciom z Fundacji Radia ZET. Ściągnij darmowy program

Do pobicia miało dojść w minioną sobotę (7 kwietnia) na jednym z trójmiejskich osiedli. Dziewczyna najpierw poinformowała o tym policję, a następnie media. W sieci pojawiły się jej zdjęcia z obrażeniami, jakich doznała, oraz wyniki obdukcji.

Miłosz Pawłowski się broni

– Dla mnie osobiście jest to historia, jak można zniszczyć komuś życie w trzy godziny. Całą reputację, na którą pracowałem latami – mówi trener na jednym z czterech nagrań, jakie pojawiły się na Instagramie.

– Obawiam się teraz o własne życie, bo dostaję sto smsów dziennie z groźbami, że dostanę kosę albo mnie zabiją za rogiem. Współpracuję z policją, żeby jak najszybciej udowodnić swoja niewinność – wyznaje.

Miłosz Pawłowski poprosił także internautów, by nie ferowali wyroków zanim uczyni to sąd.

Miłosz Pawłowski nie zamierza znikać z branży

– Tego dnia powiedziałem Kasi, chyba jako pierwszy chłopak, że nie chcę już z nią być. Przyjrzyjcie się dobrze obdukcji, jakie rany jej rzekomo wyrządziłem. Zobaczcie, co w niej jest - czy jakieś proszki, czy alkohol – tłumaczy trener. I dodaje, że nie zamierza znikać z branży.

– Przykro mi, że w taki sposób moja była partnerka chce się wypromować – wyznaje mężczyzna.

– Moim zdaniem całą tą akcję sponsoruje brat Kasi – kończy łamiącym się głosem.

Katarzyna Dziedzic otrzymuje groźby?

Mniej więcej w tym samym czasie na profilu Katarzyny Dziedzic na Instagramie pojawiły się nowe nagrania, mające świadczyć o winie Miłosza Pawłowskiego. "Takie coś dzisiaj do mnie dotarło. Uwierzcie mi, sama jestem w szoku, z kim byłam pod jednym dachem" - napisała kobieta. Niestety z uwagi na liczne wulgaryzmy i groźby, jakie zawierają, nie możemy ich opublikować.

RadioZET.pl/KS

Oceń