Mariusz Wlazły: Mam nadzieję, że kibice nie są przesyceni siatkówką [WYWIAD]

22.03.2018 09:33
sport

- W tym roku PlusLiga znacznie się wyrównała. Ciężko jest cokolwiek wywnioskować i założyć przed meczem. Nie wiadomo, co się wydarzy. Fajnie się to ogląda, jest dużo siatkówki i mam nadzieję, że widzowie nie są nią przesyceni - mówi  w wywiadzie dla Radia ZET Mariusz Wlazły.

Mariusz Wlazły fot. PAP

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Maciej Walasek: Jak ocenia pan szanse Skry w rywalizacji z Cucine Lube Civitanovą?

Mariusz Wlazły: Szanse ma każda drużyna, która znalazła się w tej fazie rozgrywek. Mieliśmy bardzo trudną grupę i żeby awansować do kolejnej rundy, musieliśmy przynajmniej raz pokonać dwie mocne rosyjskie drużyny, a po drodze przydarzyły nam się porażki z francuskim zespołem. Dlatego po wygranych spotkaniach z rosyjskimi ekipami możemy być zadowoleni z awansu. Cucine to silny zespół, ale my przede wszystkim musimy dobrze się przygotować pod kątem taktycznym i zaprezentować jak najlepiej.

Przed rozpoczęciem sezonu obawiano się, że poziom polskiej ligi spadnie, ale jak widzimy PlusLiga jest wyrównana.

Mariusz Wlazły: Poziom wyrównał się na tyle, że wiele się dzieje. Patrząc z perspektywy Skry, grając w pucharach i w lidze bardzo ciężko nam się pracuje. Jesteśmy mocno eksploatowani, dlatego czasami z tymi teoretycznie "słabszymi" drużynami ciężej nam się gra. One nie mają nic do stracenia, a jeśli chcemy liczyć się w końcowym rozrachunku, potrzebujemy tych punktów, żeby jak najlepiej zakończyć sezon i z jak najlepszego miejsca wystartować w play-offach. W środkowej i dolnej części tabeli wszystko może się zdarzyć. Wydaje mi się, że w tym roku liga się zmieniła i wyrównała. Ciężko jest cokolwiek wywnioskować i założyć przed meczem. Nie wiadomo, co się wydarzy. Fajnie się to ogląda, jest dużo siatkówki i mam nadzieję, ze widzowie nie są nią przesyceni.

Jak układa się współpraca z Roberto Piazzą?

Mariusz Wlazły: Pierwszy raz pracuję z takim człowiekiem. To dobry duch zespołu. Wprowadził wiele ciekawych rzeczy m.in.: w pracy nad samym przygotowaniem czy taktyką, która jest zupełnie inna. Nigdy wcześniej się z tym nie spotkałem. Samo przekazywanie wiedzy jest zupełnie inne. To zaskakujące w pozytywnym znaczeniu tego słowa. To jest bardzo energiczny trener, wprowadza dużo emocji, co wpływa na nas pozytywnie, a w trakcie treningów daje z siebie maksimum. Jestem bardzo mile zaskoczony.

Przyzwyczaił się pan do nowej roli Michała Winiarskiego, który od tego sezonu pełni rolę asystenta trenera PGE Skry Bełchatów?

Mariusz Wlazły: Michał przy takim trenerze jak Roberto Piazza dużo się uczy, przyswaja wiele rzeczy. To jego pierwszy sezon, ale szykował się do tego. Był świadomy swoich problemów zdrowotnych i wiedział, że to może skończyć się przerwaniem kariery, dlatego przygotowywał się do nowej roli. Bardzo dobrze się spisuje.

Widziałby się pan na ławce trenerskiej?

Mariusz Wlazły: Jeszcze nie. Póki zdrowie pozwoli chcę się realizować jako zawodnik, a jest naprawdę dobrze. Na szczęście kilkumiesięczna przerwa wiele mi daje, mogę się zregenerować i w przypadku wystąpienia urazów mam czas, żeby się wykurować. To dla mnie komfortowa sytuacja. Do końca przyszłego sezonu mam kontrakt ze Skrą i na tym się skupiam. Niemniej jednak szczególnie nie zastanawiałem się nad tym czy dałbym radę. Na pewno nie jako pierwszy trener, bo nie chciałbym rzucać się na głęboka wodę. Aczkolwiek przy takim trenerze jak Roberto mógłbym spróbować, ale to tylko czysto teoretycznie.

Nie chciał pan spróbować swoich sił w zagranicznym klubie?

Mariusz Wlazły: Kilka razy zastanawiałem się nad wyjazdem. Na początku myślałem nad liga włoską, ale w tamtym czasie grając w drużynie Skry, która z roku na rok rozwijała się i grała coraz lepiej, to była ciężka decyzja. Grałem w wyjściowej szóstce, w Lidze Mistrzów z najlepszymi zespołami w Europie, a mój poziom sportowy szedł do góry. W Bełchatowie miałem wszystko, czego szukałem. Z perspektywy czasu nie żałuję tego. Był jeszcze taki moment, gdzie myślałem nad Rosją, ale powiedzmy, że to nie była moja bajka. Zastanawiałem się też nad Turcją, w której byłem prawie jedną nogą. Wszystko miało miejsce, kiedy przestawiono mnie na pozycję przyjmującego. To był ten gorszy sezon. Wówczas chciałem zmienić środowisko i odbudować formę na swojej pozycji atakującego. To już było po przedstawieniu ofert. Czekałem na Bełchatów, gdzie przymierzano się, żebym został na przyjęciu. Ja nie chciałem, ale w pewnym momencie wszystko się wyprostowało. Poważnie podeszliśmy do tematu, doszliśmy do porozumienia  i zostałem tutaj. Nie wiem jakby to było, gdybym wyjechał. Patrząc na te wszystkie lata, co przeżyłem i tego jak się rozwinąłem jako sportowiec, nie podjąłem złych decyzji i nie mam czego żałować.

W zeszłym roku ukazała się autobiografia Łukasza Kadziewicza. Czy w przyszłości przeczytamy książkę Mariusza Wlazłego?

Mariusz Wlazły: Miałbym się czym podzielić z fanami, ale pewne rzeczy, które są dość ciekawe (śmiech) powinny pozostać w naszym siatkarskim gronie. Spędzamy ze sobą dużo czasu, mamy do siebie zaufanie, a w życiu zdarzają się różne sytuacje. Takie przedstawianie swojego punktu widzenia na pewne sprawy, to nie jest odpowiednia forma do rozmowy z kibicami. Nie kręci mnie pisanie autobiografii. Wolę poopowiadać historię na różnego rodzaju spotkaniach. Aczkolwiek czytałem książkę Łukasza. Bardzo przyjemna i fajna lektura, którą lekko się czyta. Ale jak ktoś siedział w tych wydarzeniach, które opisał Łukasz, to trochę inaczej odbiera te rzeczy.

W Polsce nie brakuje młodych zawodników na pozycji atakującego, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z siatkówką na najwyższym poziomie.

Mariusz Wlazły: Jest dużo młodzieży. Mamy dużo fajnych nazwisk, które się pokazały w lidze i dobrze sobie radzą. Maciek Muzaj po odejściu z naszego klubu do Jastrzębskiego Węgla rozwinął skrzydła i bardzo dobrze się prezentuje. Jest kilka nazwisk, które można wziąć pod uwagę. Każdy z nich posiada mniejsze lub większe umiejętności. Są na tyle młodzi i elastyczni do ułożenia, że można z nimi pracować i wyciągać z nich maksimum. Tutaj nie może zabraknąć odpowiedniego przygotowania mentalnego, nastawienia psychicznego i tego, co się chce osiągnąć. To wszystko wypracowuje się razem z grupą i wtedy albo jednostka się nadaje albo nie. W tym momencie wchodzi się w obszar sztabu, trenera, który musi poukładać te klocki. Wówczas niekoniecznie umiejętności biorą górę. Czasami na podobnych umiejętnościach wybierze się kogoś innego, kto bardziej pasuje do danego stylu, który wybrał trener.

Z Mariuszem Wlazłym rozmawiał Maciej Walasek

Oceń