Michał Rynkowski fot. Reporter/EastNews

Leki na astmę to doping? "Istnieje luka w przepisach, ale mogą z niej korzystać wszyscy" [WYWIAD]

27.12.2017

– Nie wiadomo, czy stosowanie leków na astmę w dawkach terapeutycznych w jakikolwiek sposób wpływa na osiągane przez sportowców wyniki, bo wszelkie badania w tej kwestii prowadzone są na osobach chorych – mówi dyrektor Polskiej Agencji Antydopingowej (POLADA) Michał Rynkowski w wywiadzie z cyklu „Rozmowy na stronie” dla sport.radiozet.pl. – Nawet jeśli istnieje jakaś luka w przepisach, to mogą z niej korzystać wszyscy, nie tylko Norwegowie – dodaje.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Można tak jednoznacznie powiedzieć, że leki przeciwastmatyczne to doping lub nie?

To zależy od składu leku, czy zawiera kortykosteroidy, czy tylko beta2-agonistów. Niemniej jednak z doniesień naukowych wynika, że stosowanie dużych dawek leków, większych niż terapeutyczne, może mieć działanie anabolizujące. Inaczej mówiąc: w przypadku nadużywania leków efekt dopingujący może się pojawić. Stąd też Światowa Agencja Antydopingowa (WADA) zdecydowała się na wyznaczenie konkretnych progów, których przekroczenie jest niemal równoznaczne z naruszeniem przepisów antydopingowych.

Ale nie z zawieszeniem. W takiej sytuacji znalazł się teraz Chris Froome, u którego stwierdzono podwojone stężenie salbutamolu, a jednak nie został zdyskwalifikowany. Na razie musi dowieźć niewinności.

To jest bardzo indywidualna kwestia. Teraz wszystko zależy od tego, czy Froome jest w stanie udowodnić, że stosował dawki terapeutyczne, czy się pomylił i w tym konkretnym dniu zastosował coś więcej. Trudno powiedzieć, na razie nie ma co spekulować. Musimy poczekać na jego wyjaśnienia.

Podobno ważny jest też sposób podawania leków przeciwastmatycznych. Z tego co wyczytałem, najbezpieczniejszy – w przypadku salbutamolu - jest inhalator, natomiast wstrzykiwanie domięśniowe czy dożylne lub zażywanie ich w tabletkach może działać dopingująco.

Salbutamol występuje także w tabletkach, czy w zastrzykach, które są stosowane w leczeniu ciężkich chorób płuc, w tym ostrej astmy. Zgodnie z przepisami antydopingowymi jedynie przyjęcie wziewne, dawek terapeutycznych leków jest dozwolone.

A istnieją jakieś leki przeciwastmatyczne, które nie zawierają substancji zakazanych?

Nie kojarzę takich leków. Należy założyć, że byłyby wtedy nieskuteczne. Grupą substancji, która wpływa na rozszerzenie oskrzelików płucnych i zapobieganie skurczów oskrzeli, są beta2-mimetyki. Z drugiej strony leki często zawierają drugi składnik, czyli kortykosteroidy, które działają przeciwzapalnie. Jeżeli więc astma wywołana jest czynnikiem zewnętrznym, np. alergenem, to zadaniem tego składnika jest przeciwdziałanie rozwojowi zapalenia.

Jest kilka rodzajów astmy. Może być wywołana alergią, jest też oskrzelowa bądź wysiłkowa. Sportowcy cierpią zwykle na wysiłkową?

Trudno mi powiedzieć, trzeba by pewnie zapytać pulmunologa. Astmę można nabyć na każdym etapie swojej kariery – to, że ktoś nie był do tej pory chory, nie oznacza, że nie będzie. Podłoże astmy jest bardzo szerokie.

Problem w tym, że w ekipie norweskich biegaczek narciarskich po nieudanych mistrzostwach świata w 2009 roku zapanowała prawdziwa epidemia astmy.

W tym przypadku sprawa polega na czymś innym. Należy postawić otwarte pytanie, czy jest to już nadużycie. Chodzi o profilaktyczne stosowanie leków przeciwastmatycznych.

No właśnie. Therese Johaug nie jest chora i otwarcie o tym mówi. Leki przeciwastmatyczne stosuje m.in. na przeziębienie.

Tak jest. Biegacze narciarscy narażeni są na działanie niskich temperatur, cząsteczek lodu w powietrzu, a to niewątpliwie są warunki sprzyjające rozwojowi astmy. Pytanie tylko, czy profilaktyka, czyli zapobieganie temu poprzez stosowanie leków przeciwastmatycznych przez zawodników zdrowych mieści się w granicach stosowania terapeutycznego czy nie. Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie, ale wydaje się, że jakaś luka w przepisach została znaleziona.

Z drugiej strony np. fenoterol stosuje się w leczeniu stanów przeziębieniowych. Niektórzy zawodnicy biorą berodural, który podawany jest w formie nebulizacji. Niekiedy zdarza im się przekroczyć dozwoloną dawkę i uzyskują pozytywny wynik w testach antydopingowych, ale jeśli mają na to dokumenty i rzeczywiście byli chorzy, nie podlegają karze.

Problematyczne jest jednak stosowanie leków przeciwastmatycznych przez zawodników zdrowych. W tej kwestii jest mnóstwo pytań, a niewiele odpowiedzi. Nie wiadomo, czy stosowanie tego typu preparatów w dawkach terapeutycznych w jakikolwiek sposób wpływa na osiągane przez nich wyniki, bo wszelkie badania w tej kwestii prowadzone są na osobach chorych.

Dziwne są jednak dwa fakty: to, że mówi się o astmatyczkach z Norwegii, a cały świat biegów narciarskich jest od tego wolny oraz ten zbieg okoliczności, w który ja nie wierzę, że po nieudanych MŚ nagle wszystkie zachorowały, a przynajmniej zaczęły stosować leki przeciw astmie.

Skupiamy się tylko na biegach narciarskich, ale w innych sportach, m.in. w pływaniu, kolarstwie czy w lekkiej atletyce, też są astmatycy. Trzeba więc pamiętać o drugiej stronie tego zagadnienia, a mianowicie o umożliwieniu tym ludziom rywalizacji sportowej na normalnych warunkach. Zachorowanie na astmę, które może się przytrafić każdemu, nie powinno być czynnikiem, który eliminuje daną osobę ze sportu. Główną kwestią jest to, czy naciągana jest podstawa stosowania tych leków i czy są one nadużywane.

Justyna Kowalczyk jest jednak dość stanowcza i przy niemal każdej okazji podkreśla, że to nie jest umożliwianie tym osobom normalnej rywalizacji, a ułatwianie. Wracamy tu oczywiście do ekipy norweskich biegaczek.

Diabeł tkwi w szczegółach. Trzeba w tej sprawie być bardzo ostrożnym i bardziej powściągliwie ferować wyroki. Pamiętajmy, że przepisy w tej sprawie są dość liberalne i dają one możliwość stosowania leków przeciwastmatycznych w określonych dawkach, ale też ważna jest interpretacja tego przepisu. Jeżeli mówimy o celach terapeutycznych, to pytanie o profilaktykę wciąż jest zasadne. Przepisy tego nie regulują. W tej kwestii część środowiska twierdzi, że profilaktyka jest częścią terapii, inni nie. To są już spory doktrynalne. Wydaje się jednak, że profilaktyka też jest leczeniem.

Krótko mówiąc: gdyby nie leki, astmatycy nie mogliby uprawiać sportu?

Na pewno. Byłoby to dla nich niebezpieczne.

A jaka jest w tym wszystkim rola FIS-u? Można odnieść wrażenie, że działacze nie dążą do doprecyzowania przepisów antydopingowych, bo mogłoby się okazać, że wtedy trzeba by wykluczyć potęgę. To FIS-owi na pewno nie byłoby na rękę.

FIS pełni tutaj rolę wykonawczą, bo to nie federacja narciarska ustala przepisy, tylko Światowa Agencja Antydopingowa (WADA). Musi bazować na Kodeksie antydopingowym i liście substancji i metod zakazanych, która dokładnie określa, jakie dawki i jakie preparaty są dozwolone, a jakie nie.

Trzeba też pamiętać, że nie wszystkie leki przeciwastmatyczne, które są określone beta2-mimetykami, mogą być stosowane w liberalny sposób. Na niektóre trzeba mieć pozwolenie na stosowanie w celach terapeutycznych.

Od 2009 roku taką zgodę ma właśnie Marit Bjoergen, która stosuje symbicort.

W tej chwili Marit Bjoergen nie musi mieć zgody na stosowanie tego preparatu. W 2009 roku faktycznie była ona niezbędna, ale w 2012 roku zmieniły się przepisy i dopuszczono ten środek do stosowania. Odbyło się to w przyspieszonej procedurze wyłączenia dla celów terapeutycznych.

Można zatem powiedzieć, że Norwegowie znaleźli lukę w przepisach?

Ja bym tak tego nie nazwał. Nawet jeśli ta luka istnieje, to mogą z niej korzystać wszyscy, nie tylko Norwegowie. Pytanie – jeszcze raz powtórzę – jest zasadnicze: czy profilaktyczne stosowanie leków przeciwastmatycznych można traktować jako cel terapeutyczny. I tylko tyle. Tak naprawdę jest to pytanie do WADA i to Agencja powinna wreszcie odpowiedzieć sobie na tę kwestię. Oczywiście może dokonywać własnych interpretacji, bo to komisja medyczna FIS-u sama decyduje, czy mieści się to w przepisach. Na razie uznaje, że tak, a w takiej sytuacji nie ma z czym polemizować.

Sytuacja nie jest jasna i pewnie jeszcze długo nie będzie.

Myślę, że się wyklaruje, bo wszyscy tego oczekują. Ucięłoby to taką niepewność, która została wywołana. Justyna Kowalczyk nie jest przecież jedyną osobą, która ma wątpliwości co do działań podejmowanych przez Norwegów.

Ale np. ich główna rywalka i obecna liderka klasyfikacji generalnej Pucharu Świata Charlotte Kalla rozumie działania Norwegów i nie widzi w nich niczego niestosownego.

No więc to zależy od punktu widzenia, ale jeżeli FIS powiedziałby tak: OK, profilaktyczne stosowanie leków przeciwastmatycznych mieści się w celach terapeutycznych, to wtedy wszyscy zawodnicy mieliby otwartą drogę, oczywiście za zgodą lekarza, żeby np. w ten sam sposób chronić swoje drogi oddechowe. Wtedy zarzut wobec Norwegów byłby bezzasadny.

A rozwiązaniem mogłoby być np. to, o czym wspominała swego czasu Petra Majdić, czyli że wszyscy zawodnicy badają się w tym samym szpitalu i w tym samym czasie. Potem oczywiście trzeba by jeszcze upublicznić wyniki, czego od wielu lat domaga się Justyna Kowalczyk.

Tutaj jest kilka pytań: czy wszyscy się na to zgodzą oraz czy rzeczywiście jest to takie proste i wykonalne. Ponadto publiczne informowanie o swoich chorobach też mogłoby być kłopotliwe i czasem  nierealne. Nie wiem, czy to jest dobre rozwiązanie, natomiast przeprowadzanie badań pod kątem tego, czy ktoś jest zdrowy, czy chory, mogłoby się wiązać z odkryciem choroby, o której nie wiedzieli.

W jednym z wywiadów przyznał Pan, że jest zaskoczony decyzją MKOl-u o wyrzuceniu Rosjan z ZIO w Pjongczang, ale jednocześnie usatysfakcjonowany.

Uważam, że jest to dobra decyzja. Z jednej strony chroni zawodników, którzy nie uczestniczyli w procederze stosowania dopingu, choć stwarza im pewne komplikacje, bo teraz to na nich będzie spoczywał obowiązek wykazania, że nigdy nie naruszyli przepisów antydopingowych i nigdy nie byli podejrzewani o takie praktyki chociażby w raporcie McLarena. Będą też musieli dowieźć, czy w ostatnim czasie podlegali kontroli antydopingowej.

Z drugiej strony, biorąc pod uwagę skalę zarzutów, jakie zostały sformułowane wobec Rosji, to należy uznać, że jest to adekwatna kara, proporcjonalna do winy, pokazująca jasno, że w sporcie nie ma miejsca dla państw, które wspierają stosowanie dopingu i to jeszcze w wyjątkowo perfidny sposób, przy zaangażowaniu służb specjalnych, osób z laboratorium antydopingowego i z RUSADA. Jest to jasny sygnał dla państw, które może jeszcze się wahały albo nie do końca grały fair na arenie sportowej, żeby może wreszcie się opamiętać i wycofać z tych złych praktyk. Rosja na pewno nie jest jedynym krajem, w którym takie rzeczy mogły się odbywać. Tu skala jest porażająca, ale są inne państwa, w których przymyka się oko na praktyki dopingowe.

Są jakieś kuluarowe rozmowy na ten temat, padają konkretne przypadki?

Ostatnio zaczęło robić się gorąco wokół Chin, ze względu na ich przeszłość – mówimy tu o latach 70., 80. i 90., kiedy jeden z głównych lekarzy wyemigrował do Stanów Zjednoczonych i zaczął opowiadać, jak to wygląda w Państwie Środka. On miał jednak pogląd na stare praktyki, trudno na razie mówić o współczesnych. Z tych relacji wynikało, że obligatoryjne stosowanie dopingu było częścią treningu zawodników. Pytanie, jak jest teraz i na ile można dawać wiarę takim zeznaniom. Wydaje się, że przedstawiała je osoba wiarygodna.

Wrócę jeszcze do Rosjan. Rozumiem, że jest to zastosowanie odpowiedzialności zbiorowej i uderzenie w państwo, a rykoszetem dostało się „czystym” zawodnikom, bo oni nie usłyszą swojego hymnu, nie będę mogli występować pod swoją flagą. Zastanawiam się, czy nie można było tego zrobić trochę inaczej, czyli umożliwić start tym, którzy wykażą, że nie stosowali dopingu, pod rosyjską flagą.

Myślę, że MKOl brał pod uwagę dwa podstawowe scenariusze: zakazujemy Rosjanom startów, ale ci, którzy spełniają określone kryteria będą mogli wystąpić, lecz pod neutralną flagą, albo, druga opcja, że dopuszczamy Rosjan do startu, a tylko tych, którzy mają coś na sumieniu lub są podejrzewani, odsuwamy od możliwości udziału w igrzyskach. Tylko że to już mieliśmy w Rio.

Raporty Oswalda i Schmida potwierdzają tezy, które zostały sformułowane w raportach McLarena, a to pokazuje jednak, że MKOl musiał podjąć mocniejszą decyzję niż ta, która była podejmowana nieco ad hoc przed Rio. Wtedy MKOl nie miał specjalnie czasu, żeby mocno przeanalizować te elementy raportu McLarena, które wtedy były już znane. Teraz tego czasu było więcej, więc rozumiem, że ta reakcja i decyzja jest o wiele bardziej przemyślana, skalkulowana.

Teraz coraz głośniej mówi się o wykluczeniu Rosjan z MŚ w piłce nożnej, które przecież odbędą się u nich. Gdyby tak się stało, byłby to potężny cios. WADA rozesłała ostatnio do federacji listę 300 nazwisk sportowców podejrzewanych o stosowanie dopingu i mówi się, że są na niej piłkarze.

Mówi się, że są, ale poczekajmy jeszcze chwilę. Zakładam, że kluczowe będzie tutaj podejście FIFA, bo to ona będzie decydowała o ewentualnym dopuszczeniu lub nie poszczególnych zawodników. Nie zależy to od MKOl-u ani od WADA, która może jedynie zwrócić się z takim wnioskiem do FIFA i wywierać presję na działaczach federacji piłkarskiej, jeżeli te zarzuty są na tyle mocne, że rzeczywiście warto to zrobić. Zobaczymy. Wielokrotnie już byliśmy zaskakiwani, ale trudno przewidzieć, co się wydarzy.

Rozmawiał Krzysztof Sobczak