Wielka kraksa w legendarnym wyścigu. Trzy osoby trafiły do szpitala [WIDEO]

Krzysztof Sobczak
30.05.2017 08:00
Wypadek w Indianapolis 500
fot. YouTube

Aż trudno uwierzyć, że w tym wypadku nikt nie zginął. Startujący w legendarnym wyścigu Indianapolis 500 Scott Dixon i Jay Howard zaliczyli efektowną kraksę, z której wyszli bez szwanku. Obaj trafili do szpitala na rutynowe badania, podobnie jak jeden z fotografów.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Na 53. okrążeniu Howard stracił panowanie nad kierownicą, uderzył w bandę i wjechał wprost pod pędzącego za nim Dixona. Nowozelandczyk nie miał szans na reakcję - w momencie uderzenia jechał z prędkością 340 km/h! Jego samochód wybił się w powietrze, uderzył w bariery, z tylnej części zaczął wydobywać się ogień. Kilkukrotnie koziołkował, aż wreszcie zatrzymał się na torze.

Zobacz także

Wyścig natychmiast został przerwany i wznowiony dopiero po naprawieniu barier okalających tor. Przerwa trwała 18 minut.

Obaj kierowcy wyszli ze swoich aut o własnych siłach, ale trafili do szpitala na rutynowe badania. Nic poważnego im się nie stało. Dixon, który do wyścigu startował z pole position, zdążył już nawet udzielić wywiadu, w którym podziękował służbom za szybką reakcję oraz kibicom za słowa wsparcia. Niegroźnie ucierpiał także fotograf.

Wyścig Indianapolis 500 wygrał Japończyk Takuma Sato. Były mistrz świata Formuły 1 Fernando Alonso nie dojechał do mety ze względu na awarię auta.

RadioZET.pl/sport.pl/KS