NBA: Debiutant ograł mistrza, Toronto Raptors bliżej tytułu

Krzysztof Sobczak
31.05.2019 09:40
Toronto Raptors - Golden State Warriors
fot. PAP/EPA

Koszykarze Toronto Raptors pokonali u siebie broniących tytułu Golden State Warriors 118:109 w pierwszym meczu finału ligi NBA. Liderem gospodarzy był Kameruńczyk Pascal Siakam, który zdobył 32 punkty. Rywalizacja będzie się toczyła do czterech wygranych spotkań.

Zagłosuj

Która z drużyn zostanie mistrzem NBA?

Liczba głosów:

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Warriors w finale są po raz piąty z rzędu, co nie udało się żadnej drużynie od pamiętnej passy Boston Celtics, którzy o mistrzostwo walczyli przez 10 lat z rzędu (1957-66). W czterech poprzednich "Wojownicy" zawsze rywalizowali z Cleveland Cavaliers. Górą byli w 2015, 2017 i 2018 roku.

Raptors w NBA grają od 1995 roku, a do finału udało im się dotrzeć po raz pierwszy w historii. Debiutanci nie mieli jednak problemów z tremą. To raczej obrońcy tytułu nie wiedzieli, jak rozgryźć mało znanego sobie rywala. Kluczem do zwycięstwa kanadyjskiej ekipy była wysoka skuteczność oraz uważna gra. Raptors trafili 50,6 proc. rzutów (goście 43,6) i popełnili tylko dziesięć strat wobec 16 Warriors.

Raptors - Warriors: Drużyna z Kanady bliżej tytułu mistrza NBA

W pierwszej połowie wynik długo oscylował w okolicach remisu. Dopiero tuż przed przerwą gospodarze zbudowali 10-punktową przewagę. "Wojownicy" znani są z niesamowitych zrywów, które zwykle mają miejsce w trzeciej kwarcie. Wówczas w kilka minut są w stanie zniwelować nawet większą różnicę. Tym razem jednak nic takiego się nie wydarzyło.

Raptors do końca bardzo dobrze grali w obronie i regularnie trafiali do kosza. Nie do zatrzymania w ich szeregach był przede wszystkim Siakam. 25-letni skrzydłowy, mający dużą szansę na nagrodę dla zawodnika, który w tym sezonie poczynił największy postęp, trafił aż 14 z 17 rzutów z gry. Do tego starał się wspierać zespół na inne sposoby. Na swoim koncie zapisał jeszcze: osiem zbiórek, pięć asyst, dwa bloki i przechwyt.

- Kibice byli niesamowici, wspierali nas już od samej rozgrzewki. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem. Wiedzieliśmy z jak silną drużyną musimy się mierzyć. Od początku staraliśmy się być agresywni i maksymalnie utrudniać im życie na parkiecie. Przed następnym meczem na pewno lepiej się do nas zaadaptują i musimy znów być gotowi - powiedział bohater wieczoru.

Kawhi Leonard, na którym skupiła się defensywa Warriors, dołożył 23 pkt, a Hiszpan Marc Gasol 20 pkt.

Raptors - Warriors: Pierwszy mecz bez Duranta, ale z Cousinsem

"Wojownicy" znów musieli sobie radzić bez kontuzjowanego Kevina Duranta - najbardziej wartościowego zawodnika (MVP) dwóch poprzednich finałów. Do składu wrócił natomiast DeMarcus Cousins, ale grał tylko osiem minut i zdobył trzy punkty. Najlepszy w ich szeregach był Stephen Curry - 34 pkt. Klay Thompson zdobył 21 pkt, a triple-double uzyskał Draymond Green. Złożyło się na nie dokładnie po dziesięć punktów, asyst i zbiórek.

- To nie jest koniec świata, do końca rywalizacji jest jeszcze daleko. To dla na pewno nowe doświadczenie. Udowadnialiśmy już, że łatwo nie odpuszczamy i potrafimy wygrywać spotkania pod presją. To co się wydarzyło dziś jest dla nas dobrą lekcją, z której musimy wyciągnąć wnioski. Nie ma mowy o panice, wciąż jesteśmy pewni swoich umiejętności - podkreślił Curry.

Warriors w czterech wcześniejszych finałach nigdy nie przegrali pierwszego meczu. Drugi odbędzie się w nocy z niedzieli na poniedziałek, również w Toronto.

RadioZET.pl/PAP/KS