Wybór Rio de Janeiro na gospodarza igrzysk olimpijskich efektem korupcji

Krzysztof Sobczak
05.09.2017 18:44
Rio 2016
fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Przy wyborze gospodarza ubiegłorocznych igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro doszło do przekupienia członków Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego - wynika z ustaleń brazylijskiej prokuratury. We wtorek przybliżono szczegóły operacji "Unfair play".

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Głównym podejrzanym w aferze jest szef Brazylijskiego Komitetu Olimpijskiego (COB) Carlos Arthur Nuzman. Miał on pośredniczyć w negocjacjach między przedsiębiorcami i politykami a członkami Komitetu Wykonawczego MKOl - organu dokonującego wyboru gospodarza imprezy.

We wtorek przeszukano mieszkanie Nuzmana oraz siedzibę COB. Sam działacz składał wyjaśnienia przed policją federalną.

Zobacz także

- Brakowało łącznika i wtedy pojawił się COB, który miał możliwość nawiązania kontaktu z odpowiednimi osobami. Nie da się zaprzeczyć, że Nuzman podejmował świadome działania, aby nakłonić do głosowania na Rio de Janeiro. On i inni działacze COB, a także przedstawiciele polityków, podróżowali po całym świecie, aby prowadzić negocjacje. Nuzman stał się centralnym łącznikiem między przedsiębiorcami a MKOl. W związku z tym został na niego nałożony zakaz opuszczania kraju aż do zakończenia śledztwa - poinformowała prokurator generalna Brazylii Fabiana Schneider, cytowana w internetowych serwisach "UOL" oraz dziennika "O Globo".

Celem śledczych jest także biznesmen Arthur Cesar de Menezes Soares, zwany "królem Arthurem", który miał być - wraz ze wspólniczką Eliane Cavalcante - uwikłany w proceder prania pieniędzy i dopuścić się niegospodarności przy kontraktach związanych z igrzyskami.

Zamieszany w sprawę miał być również gubernator stanu Rio de Janeiro Sergio Cabral, który miał wręczyć łapówkę w wysokości dwóch milionów dolarów Senegalczykowi Lamine Diackowi - byłemu szefowi Międzynarodowego Stowarzyszenia Federacji Lekkoatletycznych (IAAF) i honorowemu członkowi MKOl.

- Wszystkie te elementy doprowadziły nas do konkluzji, że Cabral i jego organizacja przestępcza kupili głosy, aby uzyskać prawo organizacji igrzysk. Diack był osobą bardzo wpływową, a działacze z Afryki zwykle są jednogłośni i dlatego mogli zostać nakłonieni do głosowania na Rio - dodała Schneider.

Diack jest też objęty innym śledztwem w związku z korupcją i manipulacjami wynikami testów antydopingowych rosyjskich sportowców. Ta afera doprowadziła m.in. do wykluczenia reprezentantów Rosji z igrzysk w niektórych dyscyplinach. Sam Diack stracił status członka MKOl.

O wszczęcie śledztwa do Brazylijczyków zaapelowała prokuratura we Francji, która - badając okoliczności afery dopingowej w lekkoatletyce - natrafiła także na przesłanki o handlu głosami Komitetu Wykonawczego MKOl.

RadioZET.pl/PAP/KS