Zamknij

Świadek opisał katastrofę Bryanta: Mam nadzieję, że nie cierpieli

28.01.2020 18:14
Kobe Bryant nie żyje
fot. PAP/EPA

Scott Daehlin był świadkiem katastrofy helikoptera, w której zginął Kobe Bryant. To on jako pierwszy zawiadomił służby ratunkowe. W rozmowie z "New York Post" opisał moment zdarzenia.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

- Zaniepokoiło mnie, kiedy zobaczyłem helikopter na takiej wysokości. Pomyślałem: "Jest okropnie nisko" - powiedział. Śmigłowiec odleciał i - jak opisywał Daehlin - 20 sekund później doszło do tragedii. Maszyna uderzyła w pokryte mgłą wzgórze.

- Nie było to głośne. Słychać było coś w stylu kruszenia się szkła, rozbitej szklanki - opisywał. - Silniki przestały działać natychmiast, ale nie było eksplozji - zaznaczył.

- Było uderzenie i wszystko zakończyło się bardzo szybko. Mam tylko nadzieję, że pasażerowie nie cierpieli - dodał.

Zobacz także

Kobe Bryant nie żyje. Zginął w katastrofie helikoptera

W katastrofie śmigłowca, do której doszło w Calabasas w stanie Kalifornia, zginęło łącznie dziewięć osób - pilot i ośmiu pasażerów, w tym Bryant i jego 13-letnia córka Gianna.

Kobe Bryant był jednym z najlepszych koszykarzy w historii. W swoim dorobku miał m.in. pięć tytułów mistrzowskich NBA i dwa złote medale igrzysk olimpijskich wywalczone z reprezentacją USA w 2008 i 2012 roku. Miał 41 lat.

ZOBACZ RÓWNIEŻ:

RadioZET.pl/New York Post/AN