Zamknij

Bartosz Zmarzlik żużlowym wicemistrzem świata, Artiom Łaguta na tronie

03.10.2021 00:20
Bartosz Zmarzlik
fot. PAP/EPA

Rosjanin Artiom Łaguta został indywidualnym mistrzem świata w jeździe na żużlu. Tytuł zapewnił sobie awansując do finału kończącego sezon sobotniego turnieju w Toruniu. Srebro przypadło najlepszemu w dwóch poprzednich latach Bartoszowi Zmarzlikowi, a brąz innemu z Rosjan - Emilowi Sajfutdinowowi.

W sobotę nawierzchnia toruńskiej Motoareny była zupełnie inna niż w piątek. Wszyscy mieli więc nadzieję na zdecydowanie większe emocje w kończącym sezon turnieju. Już pierwsze biegi pokazały, że poza startem, jak to było w piątek, będzie można nawiązać walkę na dystansie.

Świetnie w takich warunkach radzili sobie od początku Duńczyk Leon Madsen oraz Rosjanin Emil Sajfutdinow, którzy zostawiali swoich rywali za plecami. Lepiej niż w piątek prezentował się broniący tytułu Zmarzlik, choć w drugim starcie lepszy od niego był jadący z "dziką kartą" Paweł Przedpełski. Wychowanek miejscowego Apatora wykręcił w tym biegu najlepszy czas pierwszej części zawodów.

Na drugim biegunie był prowadzący w klasyfikacji generalnej cyklu Artiom Łaguta. Rosjanin nie był już tak pewny i szybki na starcie jak dzień wcześniej. W trzeciej serii, kiedy to spotkał się z Madsenem, Zmarzlikiem i Jaimonem Lidseyem, nie był nawet w stanie poradzić sobie z tym ostatnim i na mecie był ostatni. Odwrócone role z piątku Polaka i Rosjanina zapowiadały zaciętą walkę o tytuł do samego końca.

Przed ostatnią serią startów fazy zasadniczej stawce przewodził z 11 punktami Sajfutdinow, który tym samym przypieczętował brązowy medal. "Oczko" mniej uzbierało czterech zawodników, w tym walczący wciąż o złoto Zmarzlik. Jednak niesamowicie ważny krok do zdobycia tytułu wykonał w 13. biegu startujący spod samej bandy Łaguta. Zamknięty nieco w łuku przez rywali wykorzystał lukę między Robertem Lambertem oraz Jasonem Doylem i wciskając się na dużej prędkości między nich objął prowadzenie, którego nie oddał do mety. Dzięki temu przebudzeniu Rosjanin zachował szansę na awans do półfinałów, przybliżający go do zdobycia upragnionego tytułu.

Otwierający ostatnią serię bieg 17. Łaguta rozegrał tak, jak przyzwyczaił wszystkich przez niemal cały sezon. Wygrał z ogromną przewagą i zameldował się w półfinale. Chwilę później to samo uczynili dwaj Polacy - piekielnie szybki w sobotę Zmarzlik oraz siedzący mu na plecach Janowski.

Gorąco podczas biegu Łaguty było między Matejem Zagarem i Oliverem Berntzonemm, których walka na torze przeniosła się do parkingu. Służby szybko jednak zareagowały na tę sytuację. Prowadzeniem po starcie i "dwójką" zdobytą na mecie pożegnał się z Grand Prix Krzysztof Kasprzak, kończąc sobotnią rywalizację z czterema punktami. Definitywnie w tym samym biegu z możliwością walki o brąz pożegnał się Szwed Fredrik Lindgren, co oznaczało, że podium tegorocznego cyklu z pewnością zajmie dwóch Rosjan i Polak.

- Staram się zachować koncentrację do końca, ale jestem oczywiście niesamowicie szczęśliwy, że mam już brąz. Jest to trzeci brąz i chyba zdobyty po najtrudniejszym sezonie. Dziękuję wszystkim, którzy wspierali mnie przez cały sezon, a najbardziej całemu mojemu zespołowi i rodzinie - powiedział na gorąco po serii zasadniczej na Motoarenie Sajfutdinow.

Dzięki wygranej w ostatniej odsłonie tej fazy starty w Toruniu przedłużył Doyle, mistrz z 2017 roku. Z kolei ostatnie miejsce Madsena spowodowało, że zajął on dopiero czwartą pozycję po fazie zasadniczej. To sprawiło, że walczący o złoto Zmarzlik i Łaguta spotkali się w pierwszym półfinale.

Był to rozstrzygający wyścig. Łaguta fenomenalnie wystrzelił spod taśmy i założył Zmarzlika obejmując prowadzenie. Polak uparcie gonił rywala, ale Rosjanin nie pozwolił sobie wydrzeć wygranej. Tym samym po raz pierwszy w historii zdobył tytuł indywidualnego mistrza świata.

- Jestem niesamowicie szczęśliwy, dziękuję mojej żonie, dzieciom, rodzicom i oczywiście całemu zespołowi za to, co wspólnie zrobiliśmy. Nie wiem, co powiedzieć, poza tym, że jestem szczęśliwy. Dziś przez całe zawody nie mogłem się dopasować, nic nie szło jak powinno. Pękła też śruba i musieliśmy w jednej ramie wymienić cały silnik. Najważniejsze jednak, że koniec jest dla nas wielki - powiedział po pierwszym półfinale niesamowicie wzruszony Łaguta.

Radości ze srebrnego medalu nie krył jednak także Zmarzlik.

- To był świetny rok zarówno dla mnie jak i dla Artioma. On był niesamowicie systematyczny i po prostu dobry. Czułem oczywiście dziś ciśnienie i wierzyłem w szansę walki o złoto, ale jak najbardziej należy cieszyć się srebrnym medalem. To mój szósty sezon w Grand Prix i piąty medal. Mistrzem już jestem i oczywiście jeszcze chcę być, ale dziś Artiom był lepszy, a ja ze srebra cieszę się równie mocno. Najważniejsze jednak, że stoczyliśmy z Artiomem piękną i normalną, zdrową walkę przez cały sezon - zaznaczył wicemistrz świata.

Wielki finał toruńskiego turnieju to polsko-rosyjska rywalizacja z udziałem trzech medalistów cyklu SGP oraz Janowskiego. Popularny "Magic" rewelacyjnie wyszedł spod taśmy, ale już chwilę później cała stawka znów jechała blisko siebie. Najlepiej w drugim łuku poradził sobie Zmarzlik, który nie dał szans rywalom i na osłodę przywiózł zwycięstwo w całym sobotnim turnieju. Za jego plecami linię mety minął Sajfutdinow, trzeci był Janowski. Mistrz świata tym razem był ostatni, ale minął linię mety na jednym kole.

Janowski w klasyfikacji cyklu uplasował się na piątej pozycji i - razem ze Zmarzlikiem - jest pewny udziału w kolejnej edycji.

Kończące sezon zawody w Toruniu były jednocześnie ostatnimi organizowanymi przez brytyjską firmę posiadającą prawa do cyklu. Sezon 2022 rozpocznie już nowy promotor zawodów - firma Discovery Sports Events.

RadioZET.pl/PAP/Krzysztof Frydrych