Zamknij
Tomasz Drybała
Tomasz Drybała
fot: archiwum prywatne

40 tysięcy kilometrów w 3,5 roku. Polak pobiegnie dookoła świata

Maciej Walasek
Maciej Walasek Redaktor Radia Zet
14.07.2022 14:59

Jego życie było w kompletnej rozsypce, ale w całym chaosie odnalazł swoją prawdziwą pasję. Tomasz Drybała pod koniec sierpnia rozpocznie swoje największe wyzwanie w życiu, biegnąc dookoła świata. Dystans ponad 40 tys. km planuje pokonać w 3,5 roku.

Maciej Walasek: Przebiegnięcie ponad 40 tys. kilometrów brzmi jak szalony pomysł. Jak on zrodził się w pańskiej głowie?

Tomasz Drybała: Na pewno nie zaczął się on od razu. Mam za sobą kilka innych wyzwań. Wcześniej w przeciągu 101 dni udało mi się zrobić 5 mln kroków (około 3,4 tys. km - red.) przez Azję. Miałem zmieścić się w "setce", ale byłem delikatnie spóźniony. Zaledwie trzy tygodnie później przebiegłem 11 tys. km. Teraz w ramach treningu biegnę przez Wielką Brytanię i Polskę, pokonując dystans 2,5 tys. km. Nabawiłem się niewielkiej kontuzji nogi, która wymusiła chwilową przerwę.

Od czego zaczęły się takie gigantyczne dystanse?

Od zainteresowania bieganiem i tego, w jaki sposób można wykorzystać ruch do poprawy zdrowia psychicznego. Początek tej zajawki zaczął się w najtrudniejszym momencie mojego życia, kiedy pewne rzeczy przestały dla mnie istnieć. Straciłem firmę, rozstałem się z partnerem, wyprowadziłem się do innego mieszkania, przez co nie mogłem mieszkać ze swoimi dziećmi. To był bardzo ciężki okres w moim życiu, dlatego potrzebowałem coś ze sobą zrobić. Przez całe życie miałem problemy ze stresem, lękami i niepokojem, dlatego chciałem to zmienić. Zacząłem od dbania o swoje psychiczne zdrowie.

Nigdy wcześniej nie interesowałem się bieganiem, nie ciągnęło mnie do tego. Kiedy biegłem przez Azję 11 tys. km Red Bull napisał o mnie artykuły i ludzie zaczęli pytać mnie "jak to robię?". Dodam, że biegłem dodatkowo z plecakiem, a po drodze miałem zarezerwowanych kilkanaście przemówień w Tajlandii, więc biegałem od uniwersytetu do uniwersytetu, opowiadając ludziom, jak mogą walczyć z traumami z przeszłości poprzez uważne bieganie i aktywną medytację. Po pewnym czasie przybrało to tak olbrzymi rozmiar, że wkrótce zacznę największy bieg, którego w ogóle nie planowałem.

Dla kogo pan to robi? Co chce powiedzieć przez ten bieg?

Głównym powodem, dla którego to robię, to moi synowie. Młodszy ma dziesięć, a starszy 17 lat i mieszkają w Londynie. Chcę ich zainspirować do tego, żeby w życiu nigdy nie wybierali najprostszej drogi, zawsze kierowali się głosem serca i robili to, co najbardziej kochają bez względu na to, co im się mówi i od nich oczekuje.

Tomasz Drybała
fot. archiwum prywatne

Jak zareagowała rodzina na fakt, że przez 3,5 roku będzie pan nieobecny?

3,5 roku tylko brzmi strasznie. Z resztą w tym czasie mam sporo zaplanowanych przerw. To nie wygląda tak, że będę biegł bez żadnych przystanków. Cała wyprawa potrwa łącznie 40 miesięcy i jest podzielona na cztery etapy. W sumie pobiegnę przez cztery kontynenty przez 27 państw. Zaczynam od Stanów Zjednoczonych, biegnąc przez północną część Ameryki. Później jest Azja, Półwysep Arabski i na końcu Europa. Pomiędzy każdym etapem mam miesiąc przerwy, który będę chciał spędzać z synami. Dodatkowo w Anglii mamy pięć przerw w semestrze, dlatego pięć razy po jednym tygodniu będę mógł się z nimi zobaczyć. W sumie nie wygląda to na długi okres, ale jak popatrzymy na to pod kątem w jaki sposób zostało to wszystko zorganizowane. Wówczas te przerwy między moim widzeniem się z rodziną nie są takie duże.

A był jakiś gorszy okres, kiedy zaczął pan biegać?

Tak, na samym początku, kiedy się rozstawaliśmy i uczestniczyłem w dwóch pierwszych wyprawach. Myślałem, że pokonam je w 4 miesiące, a w rezultacie trwało to półtora roku, bo podczas pandemii koronawirusa utknąłem na Sumatrze (wyspa w Południowo-Wschodniej Azji - red.). Teraz nie jest już trudno, bo wszyscy przyzwyczaili się do nowej sytuacji, a całość jest dobrze zorganizowana. Jednak pierwsze dwa wyzwania były wyczerpujące nie tylko fizycznie, ale i psychicznie, kiedy byłem z daleka od rodziny.

Poza tym, że biegnę 40 tys. km, pomiędzy etapami będę prowadził łącznie około 400 przemówień i warsztatów. Mamy ze sobą sporo sprzętu, dlatego transport tego wszystkiego również będzie pochłaniał sporo czasu, bo całość przeniesienia tego z jednej lokalizacji do drugiej zajmie około miesiąca, w związku z tym wykorzystam ten czas na różnych uczelniach.

Jak wygląda sprawa z noclegiem, wypoczynkiem?

Już od moich pierwszych wyzwań przez cały czas biegam z plecakiem. Zawsze mam ze sobą dwie koszulki, spodenki, bieliznę, szczoteczkę do zębów, laptop i komórkę. W wyzwaniu 40 tys. km przez pierwsze dwa miesiące będę biegł dokładnie w taki sam sposób, a później dołączy do mnie team. Wtedy będziemy mieć samochody, przyczepy campingowe, co ułatwi sytuację. Zanim to nastąpi, będę biegał od hotelu do hotelu. Miejscówki rezerwujemy rano lub wieczorem, w zależności od tego jak się czuję na następny dzień i ile mam siły przebiec do następnej lokalizacji. Po prostu biegnę do kolejnego hotelu. Nie ma żadnego znaczenia czy jest upał, deszcz, czy śnieg. Po prostu biegnę.

Tomasz Drybała
fot. archiwum prywatne

Jeżeli chodzi o odpoczynki, to mam już doświadczenie z poprzednich biegów. Wiem, że przez dwa dni pod rząd mogę pokonać dużą liczbę kilometrów, ale potem potrzebuję jednego dnia odpoczynku. Następnie znów mam dwa dni biegu i odpoczywam dwa dni. Zaczynając od poniedziałku, biegnę jeszcze we wtorek. W środę jest przerwa, czwartek, piątek dalej bieg i w weekend odpoczywam. Chociaż nie będę biegać w czasie odpoczynku, będę chciał wykorzystać te chwile do przemówień i warsztatów na całej trasie. W samych Stanach Zjednoczonych planujemy zorganizować 80-100 takich wydarzeń.

Ile dziennie chce pan pokonywać kilometrów?

Każdego dnia będę chciał pokonać 75 km, co daje dystans 300 km tygodniowo.

A z jaką prędkością zamierza pan biec?

Z plecakiem biegam średnio 6 km/h. Jeżeli bez niego to są to prędkości 10-11 km/h. 75 km to bardzo długi dystans. Na tę chwilę trenowałem po około 50 km dziennie. To zajmuje mi od 4,5 do 6 godzin. Dystans 75 km planuje pokonywać w 10-11 godzin. Planuję zaczynać około 5-6 rano, żeby w okolicach 16 teoretycznie skończyć.

Czego się pan najbardziej obawia podczas tego wyzwania?

Momentu, kiedy coś by mi się stało, przez co nie zdążyłbym przekazać wszystkiego moim synom. Bieganie i uczenie uważnego biegania, aktywnej medytacji, to moja ogromna pasja. Żyję każdą chwilą. Wiadomo, że przez tak długą trasę wszystko może się zdarzyć: kontuzja, jakiś wypadek, ale na to się pisze i biorę to pod uwagę.

Szacuje się, że przynajmniej 80 proc. ludzkości jest dotknięta traumatycznymi przeżyciami z dzieciństwa. Czytając jedne ze statystyk natknąłem się nawet na informację mówiącą o 97 proc.

Mówił pan o koszulkach na zmianę, spodenkach w plecaku i zacząłem się zastanawiać, ile pan musi mieć butów.

(Śmiech) Jak biegałem przez Azję i pokonywałem 16 tys. km, zużyłem tylko trzy pary butów. Wtedy to był dla mnie bardzo ciężki okres finansowy i najzwyczajniej w świecie nie było mnie stać na buty. Miałem ważniejsze wydatki jak jedzenie, czy nocleg. Mam mnóstwo zdjęć z tego okresu, na których widać, jak moje buty są związane jakimiś sznurkami, poklejone taśmą, żeby tylko trzymały się na nogach. Na pewnych etapach moje stopy też były w fatalnej kondycji. Teraz na szczęście nie mam już takiej sytuacji. Liczę, że w tym biegu jedna para butów będzie starczać na 600 km. To daje 60-70 par butów, które prawdopodobnie zużyje na 40 tys. km.

Jak biegałem przez Azję i pokonywałem 16 tys. km, zużyłem tylko trzy pary butów

To jest tylko to, czym się pan aktualnie zajmuje?

Nikt nie płaci mi za sam bieg. Poza tym, że biegnę, napisałem książkę, przemawiam na uniwersytetach, dla różnych firm, agencji itd. Biegnę i prowadzę warsztaty z aktywnej medytacji i uważnego biegania, dlatego biegam i pracuję. Jak skończę biegać około godziny 16:00, będę miał półtorej godziny na odpoczynek i dalej będę prowadził warsztaty. Muszę też pracować. Robię też sporo pracy filantropijnej, ponieważ budujemy społeczności świadome swoich traumatycznych przeżyć z dzieciństwa, zbieramy fundusze dla UNICEF-u, wspieramy dzieci na Ukrainie. Później będziemy zbierać fundusze dla dzieci z Wenezueli, Jemenie i na Filipinach. W sumie mój dzień będzie dość aktywny.

Ja na pana miejscu te przemowy robiłbym już na siedząco.

(Śmiech) To zależy! Jak tyle czasu spędza się na bieganiu, to później zaleca się, aby przez dłuższy czas nie przebywać w pozycji siedzącej. Trzeba znaleźć równowagę i działać tak, aby mięśnie nie pracowały po biegu, ale żeby w jakiś sposób funkcjonowały w momencie, kiedy usiądę na kilka godzin. Inaczej bez żadnego ruchu mogłoby dojść do kontuzji.

W jednej z rozmów sam pan powiedział, że przeżywał traumy w dzieciństwie, które przed chwilą były wspominane. Czy to m.in. one spowodowały, że dziś jest pan o wiele silniejszy?

W momencie, kiedy biegłem przez Azję odkryłem stan przepływu, flow i nauczyłem się aktywnej medytacji. Próbowałem tradycyjnej, siedzącej medytacji, ale to za bardzo na mnie nie działało, bo nie miałem takiej cierpliwości, aby przez dłuższy czas siedzieć bez ruchu. Z kolei aktywna medytacja działa na mnie rewelacyjnie. Przez większość swojego życia, do tych prawie 40 lat miałem stany lękowe, czułem niepokój, że coś mnie wewnątrz trzyma. Tak jakbym w brzuchu miał zaciśniętą pięść. Dochodziłem do pewnego etapu w życiu i później ta pięść zaciskała się coraz mocniej, przez co stres i niepokoje wzrastały. Zacząłem się w jakiś sposób blokować i nie mogłem iść dalej.

Kiedy biegłem przez Azję odkryłem, że moje stany lękowe są powiązane z traumatycznymi przeżyciami z dzieciństwa. Ważne jest o tym wspomnieć, bo większość ludzi mówi, że ich to nie dotyczy, bo mają pracę, rodzinę i u nich wszystko gra. Tak samo było u mnie. W życiu bym nie powiedział, że takie traumy mogły dotyczyć i mnie. Jeżeli mówimy o traumatycznych przeżyciach z dzieciństwa, to od razu przychodzą nam na myśl bardzo ciężkie sytuacje: przemoc w rodzinie, śmierci bliskiej osoby itd. Jednak traumatyczne przeżycia to takie wydarzenia, które wywarły na nas szczególnie negatywne wrażenie. To może być np. spowodowane rozbitym kolanem na WF-ie. Później mamy stany lękowe, polegające na tym, że boimy się nawet pomyśleć o jakiejkolwiek aktywności fizycznej. To może być pierwsza nieszczęśliwa miłość, gdzie później możemy napotkać problemy z nawiązaniem relacji. Nie mówię tu nawet o partnerstwie, ale chociażby o kłopotach z nawiązaniem przyjaźni. Szacuje się, że przynajmniej 80 proc. ludzkości jest dotknięta traumatycznymi przeżyciami z dzieciństwa. Czytając jedne ze statystyk natknąłem się nawet na informację mówiącą o 97 proc. ludzkości.

Właśnie dlatego aktywna medytacja i uważne bieganie pomogły mi rozwiązać wszystkie problemy. Ta zaciśnięta pięść zniknęła. Zacząłem działać na uniwersytetach, napisałem książkę, za chwilę rozpocznę bieg na 40 tys. km. A jeszcze 5-6 lat temu w ogóle bym nie pomyślał, że będę w stanie usiąść naprzeciwko dziennikarza i odważę się na jakąkolwiek rozmowę, tym bardziej, mówiąc o szczegółach swojego życia. Wyleczyłem swoje traumy i teraz pomagam wychodzić z nich innym.

Tomasz Drybała
fot. archiwum prywatne

To czego panu życzyć na ten czas? Połamania nóg raczej nie...

Połamania nóg może nie bardzo (śmiech). Wytrwałości mi nie brakuje, samo wyzwanie jest nagrodą samą w sobie. Nie czekam na ukończenie tego, bo każdy jeden dzień będzie dla mnie nagrodą.

Czyli nic się nie stanie, jeśli nie ukończy pan biegu?

To nie jest wyścig. Nikomu nic nie udowadniam i nie biję rekordu świata. Tak jak pan idzie do pracy, tak ja wychodzę biegać, wychodzę do ludzi i staram się im pomagać. Jeżeli po drodze uda mi się pomóc przynajmniej jednej osobie dziennie, to będę zachwycony. Na pewno można życzyć zdrowia, aby nie doszło do kontuzji. Mimo że praktykuje uważne bieganie i jestem świadomy swojego ciała, umysłu i emocji, to i tak nasze ciało ma to do siebie, że czasami lubi się popsuć, dlatego tutaj można życzyć przede wszystkim zdrowia.

Tomasz Drybała - pochodzi z Krosna, mieszka w Londynie. Ambasador brytyjskiej organizacji charytatywnej, współpracuje z UNICEF. Pasjonat biegania, aktywnej medytacji. Swoją pasję połączył z prowadzeniem warsztatów i wykładów na międzynarodowych uniwersytetach.

Maciej Walasek
Maciej Walasek

Absolwent dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Łódzkim. Sportem pasjonuje się od dziecka. Od lat śledzący wydarzenia ze świata piłki nożnej, siatkówki, Formuły 1 i skoków narciarskich. Gdy tylko ma okazję, dzieli się sportowymi wydarzeniami z każdym, kogo napotka na swojej drodze. Uparcie wierzy w sukces polskich piłkarzy na mundialu i tytuł mistrza świata F1 dla Roberta Kubicy. Kiedy okazało się, że na karierę sportowca jest już za późno, postanowił, że zamiast medali, będzie dostarczał kibicom samych dobrych wiadomości o sukcesach polskich zawodników na sport.radiozet.pl.

Prywatnie miłośnik aktywnego spędzania wolnego czasu, podróży i dobrej muzyki.

Twitter: @maciej_walasek

E-mail: maciej.walasek@radiozet.pl