Włodzimierz Zientarski: Robert Kubica to idealny kandydat na dyrektora technicznego Williamsa [WYWIAD]

Maciej Walasek
13.03.2019 11:41
Włodzimierz Zientarski: Robert Kubica to idealny kandydat na dyrektora technicznego Williamsa [WYWIAD]
fot. Michal WARGIN/East News

Włodzimierz Zientarski w rozmowie z RadioZET.pl tuż przed startem nowego sezonu Formuły 1 m.in. podsumował aktualną sytuację Roberta Kubicy w Williamsie oraz wskazał swojego faworyta do mistrzowskiego tytułu.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku  

Maciej Walasek, RadioZET.pl: Nie tak wyobrażaliśmy sobie przedsezonowe testy w wykonaniu Williamsa: opóźnienia zespołu z budową bolidu i brak części zamiennych ostatniego dnia. Robert Kubica sam mówił, że wie tylko 20% z tego, co powinien wiedzieć.

Włodzimierz Zientarski: Przedsezonowe testy wcale mnie nie zawiodły. Fizycznie, ale też technologicznie i finansowo niemożliwe jest to, żeby w tak krótkim czasie dokonać takiej rewolucyjnej zmiany technicznej w samochodzie. Dlatego to, co działo się w Barcelonie jest tylko dowodem na pewną konieczność - Williams musi wystartować w pierwszym wyścigu. Myślę, że ten cały proces będzie się jeszcze docierał. Poprzedni sezon nie miał fighterów w Williamsie, którzy potrafiliby zrobić coś z niczego. To będzie bardzo ciekawe, jak w tej sytuacji poradzi sobie Robert Kubica.

- Dodatkowo w ekipie z Grove zabraknie dyrektora technicznego, Paddy’ego Lowe’a…

- Mówi się, że idealnym kandydatem na jego miejsce jest Kubica. Tylko nie wiem, czy szefowa Williamsa, Claire Williams podejmie takie ryzyko, bo taka decyzja byłaby wielką niewiadomą. Robert nigdy nie pełnił takiej funkcji w sensie kontraktowym. Może być znakomity, a jak się nie uda, to, co wtedy? Boję się, bo kocham ten zespół przez tradycje. Stary Williams miał charyzmę, miał fantastyczne kontakty, gdzie wielu ludzi garnęło się do niego. Teraz jest trudniej.

- Czy to nie byłby problem dla Roberta, żeby jednocześnie pełnił dwie role w zespole: kierowcy i dyrektora technicznego?

- Nie byłoby żadnego problemu. Na razie jest niewiele do zrobienia. Na tę chwilę trzeba walczyć i zobaczyć, co da się zrobić z tego, co jest. Oprócz tego trzeba wyciągać wnioski z tego wszystkiego i inwestować w kolejne rozwiązania.

- Odejście Paddy’ego Lowe’a wyjdzie Williamsowi na dobre?

- Trudno powiedzieć. Paddy Lowe to legenda. To człowiek, który od zawsze był w Formule 1. Jest uważany za geniusza, ale i geniusz nic nie zrobi z niczego. Najpierw są pieniądze, dalej jest zespół i dopiero potem technika. Czy to się uda Robertowi? Może tak. Jak na razie najważniejsze jest to, że w ogóle będzie jeździł.

Zobacz także

- Czy przez te opóźnienia, Williams potraktuje pierwsze wyścigi jako dopełnienie testów?

- Oczywiście, że tak. Dopiero teraz będą chcieli zobaczyć, z jakim samochodem mają do czynienia. To będzie interesujące. Problemem w F1 jest coś innego. Skończyły się czasy kierowców, a przyszły czasy księgowych, którzy zresztą potrafili zniszczyć niejedną karierę samochodu osobowego. Nie ma w tym wszystkim człowieka. Być może jest to zwiastun nowej ery, w której ludzie zostaną zastąpieni przez komputery.

- Czy w sytuacji Williamsa możemy znaleźć coś pozytywnego?

- Największym plusem dla Williamsa jest to, że w ogóle są i jeżdżą. Ważne jest to, że udało im się przeskoczyć tę presję braku pieniędzy. Czapki z głów dla Orlenu, że wydali potężne pieniądze na bardzo pożyteczną rzecz: na promocję polskiego kierowcy i promocję polskiej marki. Oni też swoje tutaj dołożyli, dlatego to jest niewątpliwy sukces.

- Jednak niektórym nie spodobała się decyzja Orlenu o sponsorowaniu Kubicy …

- Jednym się podoba, że coś jest czarne, drugim, że jest białe. Jeszcze inni uważają, że powinno być szare, bo jest po środku. Nie. Wygrywają ci, którzy potrafią postawić mądrą ideę i ją realizować.

- Podczas przedsezonowych testów z bardzo dobrej strony pokazało się Ferrari. To oni będą rozdawać karty w pierwszych wyścigach sezonu? Czy Mercedes nie pokazał jeszcze wszystkiego?

- Nie wiadomo. Tutaj mamy wojnę kierowców na linii Vettel-Hamilton. Musimy pamiętać, że w zeszłym roku zmarł szef Fiata, Sergio Marchionne, który trzymał wszystko w ryzach. Teraz, kiedy Fiat współpracuje z Chryslerem, stworzył się wielki układ, w którym jest olbrzymi dopływ gotówki. Powstał światowy koncern, który ma możliwość wykorzystania umysłów inżynierów po obu stronach.

- Od tego sezonu nowym zespołowym partnerem Sebastiana Vettela w Ferrari będzie Charles Leclerc. Jak Niemiec poradzi sobie z nowym wyzwaniem w postaci 21-latka, który dopiero wchodzi do wielkiego sportu?

- Najważniejsze jest to, aby mieć młodych koło siebie i z nimi współpracować. To jest genialna polityka Formuły 1: szukanie młodych, nowych. Młodzi wnoszą polot, mają zupełnie inne widzenie świata, porozumiewają się innym językiem w boksie i na torze. Leclerc z całą pewnością wniesie do Ferrari coś, co jest im bardzo potrzebne. Żałuję, że Robert jest już po 30-tce, ale myślę, że w nim jest jeszcze dużo młodości i twardości. Jeżeli Leclerc będzie miał taką twardość, to może zajść dalej i nie roztrwoni tego.

- Co prawda Robert ma już 34 lata, ale w Formule 1 mieliśmy Alonso, który jest o trzy lata starszy od Kubicy. W stawce pozostał też 39-letni Kimi Raikkonen.

- Robert powinien wciąż mieć w sobie tę młodość. Sprawa Kubicy jest przykładem, że trzeba mieć swoje własne poglądy na życie. Weryfikacja weryfikacją, ale Robert poszedł swoją drogą. Dla mnie on już wygrał. Jednak dla niego samego byłoby dobrze, gdyby jeszcze pokazał się na torze.

- Od tego sezonu zacznie obowiązywać przepis o przyznawaniu jednego punktu dla kierowcy, który przejedzie najszybsze okrążenie w wyścigu. Jednak zawodnik będzie musiał ukończyć zmagania w pierwszej „10”.

- Moim zdaniem punkty powinno się przyznawać za pierwsze sześć miejsc. To jest konieczne. Podobnie dzieje się w skokach narciarskich, gdzie już słychać komentarze, żeby nagradzać skoczków nie tylko w konkursie, ale i w kwalifikacjach. To ożywia rywalizację, dzięki czemu sami kierowcy wiedzą, że nadal mogą o coś walczyć.

- Formuła 1 sama prosi się o potrzeby zmian…

- Pewnie, że tak. Formuła 1 trochę skostniała. Prezesem przestał być Bernie Ecclestone, który stworzył F1. Przyszli nowi ludzie, którzy mają jeden interes: pieniądz, pieniądz i jeszcze raz pieniądz. Mają do tej serii pewne plany, ale czy to uda? Nie wiem, ponieważ moim zdaniem Formuła 1 powoli zbliża się do wielkiego finału. Już niedługo jej w ogóle nie będzie.

- Serią, która miała wygryźć F1 miała być Formuła E.

- Lubię oglądać Formułę E, ale ta rywalizacja wygląda tak, jak jazda samochodzikami w wesołym miasteczku.

- Ale czy w wyścigach Formuły E nie dzieje się więcej na torze niż w Formule 1?

- Oczywiście, ale nie ma tam innych elementów. Załóżmy, że likwidujemy F1, którą zastępujemy Formułą E. Gdyby tam się wszystko przeniosło również byłoby ekscytująco. Tylko zazwyczaj, kiedy wchodzi nowy typ serii, starsza nie chce ustąpić. Pamiętajmy, że Formuła 1 jest poligonem doświadczalnym dla motoryzacji.

- Pana faworyt do zdobycia mistrzowskiego tytułu to…

- Sebastian Vettel. Boję się gwiazdorstwa Hamiltona.

- Nie uważa Pan, że przez to gwiazdorstwo, Lewis Hamilton ściąga większą uwagę i powoduje, że Formuła 1 jest ciekawsza?

- Na pewno. Tak samo było z Jamesem Huntem i paroma innymi zawodnikami. Wokół Formuły 1 istnieje zupełnie inny świat, który ludzie kochają.  Walka w sezonie 2019 będzie niesamowita. Jednak mnie bardziej będzie interesował nie ten, kto zwycięży, tylko ten, kto okaże się największym fighterem. Czekam na kierowcę, który pokaże największą zadziorność i talent.

DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ: F1 TERMINARZ WYŚCIGÓW NA SEZON 2019

RadioZET.pl/MW