Williams przekroczył kolejne granice absurdu: Miarka się przebrała [KOMENTARZ]

15.10.2019 11:26
Robert Kubica
fot. XPB/Press Association/East News

Podczas GP Japonii Williams doprowadził do kolejnych kuriozalnych decyzji, które wytrąciły z równowagi samego Roberta Kubicę. Czy z legendarnym zespołem może być jeszcze gorzej?

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Williams od kilku miesięcy idzie na dno na naszych oczach. Po GP Rosji, kiedy ekipa musiała wycofać Roberta Kubicę z wyścigu, żeby zaoszczędzić części, nie sądziłem, że ten team może „zasłynąć” jeszcze bardziej kuriozalnymi decyzjami. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać, bo już na Suzuce brytyjska stajnia pokazała, że dla nich „niemożliwe nie istnieje”.

Wszystko zaczęło się jeszcze przed kwalifikacjami, gdzie podjęto bardzo dziwną decyzję o zmianie skrzydła w samochodzie polskiego kierowcy – co z tego, że Kubica testujący w piątek inny przód czuł się o wiele pewniej za kierownicą tej maszyny przypominającej bolid Formuły 1, jak i tak zapadł werdykt na niekorzyść 34-latka? W dodatku Williams w ogóle nie poinformował Polaka, że do takiej zmiany dojdzie. Było ustalone coś innego, ale zespół i tak zdecydował po swojemu...

GP Japonii: Williams utrudnia pracę Kubicy?

Sam Robert jeszcze przed wyścigiem w wywiadzie dla telewizji Sky powiedział, że „nikt nie chce pomagać” i że „bardziej przypomina to utrudnianie pracy kierowcy”. Jeszcze nigdy Kubica nie wyrażał się w takich słowach o zespole, w którym jeździł. Oczywiście zachowanie ekipy z Grove jest podyktowane obecnością George’a Russella (nie uderzam tu w samego zawodnika), który jest Brytyjczykiem jeżdżącym w narodowym teamie, dopiero co wchodzi w świat F1 i jest uważany za spory talent i co więcej – należy do juniorów Mercedesa, od którego Williams dostaje silniki. Ich kompromitująca sytuacja spowodowała, że nie mogli zbudować dwóch takich samych bolidów, dlatego długo się nie namyślając, postawili na Russella, który jest dla nich zwyczajnie ważniejszy.

Praktycznie od początku sezonu widzimy, że w treningach czasy Roberta wyglądały nieźle w porównaniu do wyników Russella, ale zawsze, gdy przychodziły kwalifikacje i wyścig, dziwnym trafem to Brytyjczyk miał lepsze tempo. Dziwnie, nieprawdaż? Po wyścigu Kubica otworzył się jeszcze bardziej, ale w pewnym momencie i on musiał ugryźć się w język, przerywając rozmowę. Ok, swój błąd w kwalifikacjach, po którym wypadł z toru, wziął na siebie, ale i to powinno dać do zrozumienia. Kiedy Robert wie, że zrobił coś źle, natychmiast o tym mówi. Tak samo było w Baku podczas GP Azerbejdżanu, kiedy Polak też ostatecznie przyznał, że błąd w czasówce też był z jego winy.

– Dzisiejszy poranek dużo mi dał do zrozumienia. Pewne rzeczy wiedziałem, ale pewne granice zostały przekroczone. Nie ma co narzekać, do końca sezonu zostało 20 sesji. Miejmy nadzieję, że pewne rzeczy będą zrozumiane. Jednak dzisiejsze zdarzenia wiele mi powiedziały – tłumaczył Kubica, jednocześnie chwaląc mechaników, którzy w diabelnie szybkim tempie poskładali samochód w miarę możliwości, dzięki czemu Polak mógł w ogóle wystartować w wyścigu.

To chyba jedyna grupa w tym zespole, która odwala kapitalną robotę, ale niestety niektóre, najważniejsze rzeczy nie zależą od nich, więc jak się nie ma, co się lubi…

Kiepskie wejście w sezon 2019, a nawet w jego przygotowania na zimowe testy w Barcelonie, to był zaledwie początek problemów, które widzimy teraz. Sam Kubica mówił wtedy, że jeżeli zespół nie wykona pewnych działań, to wszystko odezwie się później.

W końcu frustracja polskiego kierowcy sięgnęła zenitu i on sam zaczął mówić o pewnych rzeczach, jakie dzieją się za kulisami Williamsa. Szkoda mi tylko Roberta i personelu, którym naprawdę zależy na dobrych wynikach po dwóch stronach garażu, i którzy muszą nie tylko walczyć z brakiem części zamiennych czy fatalną sytuacją w całym zespole, ale też z ludźmi podejmującymi decyzję, przez które to wszystko wygląda, jak wygląda.

RadioZET.pl