Robert Kubica: Czy to się kiedyś skończy? [KOMENTARZ]

31.03.2019 21:49
Robert Kubica
fot. materiały prasowe

Robert Kubica znów musiał walczyć o utrzymanie się na torze podczas Grand Prix Bahrajnu. Mimo to cały weekend wyścigowy tylko potwierdził, że sytuacja w Williamsie jest dramatyczna.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Jeszcze dwa tygodnie temu cieszyłem się, że Robert Kubica znów ustawił się na polach startowych do wyścigu Formuły 1. Wówczas nie liczyłem się ze wszystkimi problemami z samochodem. Jednak przyszła pora, żeby zejść na ziemię w drugiej rundzie tego sezonu. To, co „pokazał” Williams było wręcz karygodne, ale zacznijmy od początku.

Piątkowe treningi dały mocny sygnał, że gdzieś coś dzwoni, ale nikt w brytyjskim zespole nie co. Dodatkowo sprawy nie ułatwiał fakt, że Kubica powiedział, że bolidy na tych samych ustawieniach zachowują się kompletnie inaczej, co już brzmi absurdalnie. Do całej sytuacji Claire Williams dorzuciła swoje trzy grosze, zapewniając wszystkich, że ekipa przygotowała tyle części zamiennych, ile dusza zapragnie. Tymczasem Robert znów powtarzał, że on i Russell muszą uważać na torze, żeby broń Boże czegoś nie uszkodzić, bo nie będzie, czym tego zastąpić.

Robert Kubica: Ta sama podłoga, jeszcze większe problemy

Taki team, jakim jest Williams nie potrafił na drugi wyścig przygotować choćby nowej podłogi dla Kubicy, który w Bahrajnie musiał jechać z tym samym elementem, co w Australii? Claire może mydlić oczy tym, co chcą słyszeć pozytywy, ale niech w końcu przyzna, że stajnia z Grove kompletnie nawaliła, jeśli chodzi o części zamienne. Kiedy kierowcy się ich doczekają? Kiedy będą mogli skupić się na jeździe zamiast na uważaniu, żeby niczego nie zgubić? Takie problemy może mieć 10-osobowy zespół startujący w lokalnych wyścigach, ale nie ekipa Formuły 1.

Kwalifikacje dały minimalne światełko w tunelu, gdzie mogliśmy obserwować równą walkę obu zawodników, gdzie Russell był szybszy o 0,04 sekundy. Na ostatnim okrążeniu Q1, Robertowi ZNOWU coś odpadło z samochodu i stąd wziął się taki, a nie inny czas, który z pewnością byłby lepszy, gdyby nie ta parodia bolidu oznaczonym symbolem FW42.

Robert Kubica: Czy to ma sens?

Jednak to, co wydarzyło się w wyścigu było jeszcze bardziej dramatyczne. Wystarczy sobie wyobrazić, jak beznadziejny jest ten samochód, skoro Kubica musiał koncentrować się na przetrwaniu na torze niż na samej jeździe. 16. miejsce nie brzmi tak źle, gdyby nie fakt, że niedzielnej rywalizacji nie ukończyło czterech zawodników. Pomijam fakt, że Russell był „oczko” wyżej, bo to niczego nie zmienia. To auto jest do…kitu.

Patrząc na to, co dzieje się z tym nieszczęsnym bolidem nie wiem, czy jest sens poświęcania całego roku na gonienie rywali. Być może lepiej będzie koncentrowanie się na przyszłorocznej maszynie, bo jeśli kłopot z tym złomem pogłębi się, to po co zespołowi nadrobienie części strat, jak teamy zbudują jeszcze szybsze auta na kolejny sezon? Iskierkę nadziei dają dwa dni testowe w Bahrajnie (2-3 kwietnia). Połowę dnia pojedzie Russell, drugą Robert. Jeden dzień będzie zarezerwowany dla Nicholasa Latifiego, kierowcy rezerwowego. Pierwszego dnia polsko-brytyjski duet ma jechać autem 34-latka. Może wtedy uda się coś zmienić/odkryć w tym samochodzie, co przynajmniej sprawi, że oba auta na tych samych ustawieniach będą zachowywać się tak samo? Teraz naprawdę powoli trzeba liczyć na cud, ponieważ występowanie w wyścigach tylko dlatego, żeby sobie pojeździć naprawdę nie ma sensu. A przed nami jeszcze 19 rund.

Tegoroczna konstrukcja Williamsa jest o wiele gorsza od ubiegłorocznej. Nikt nie zna przyczyny, ale wszyscy widzą skutki. Chociaż w fabryce ludzie dwoją się i troją, żeby zaradzić problemowi, czas ucieka. W pierwszej połowie maja na pierwszy wyścig w Europie (GP Hiszpanii), wszystkie ekipy przywiozą duże pakiety poprawkowe. Co przywiezie Williams? Może nowe części.

Maciej Walasek