GP Kanady: Robert Kubica wrócił do punktu wyjścia, Vettel okradziony z wygranej? [KOMENTARZ]

10.06.2019 10:57
Robert Kubica
fot. materiały prasowe

Robert Kubica znów musiał mierzyć się z niestabilnym samochodem w Grand Prix Kanady. Mimo to polski kierowca po raz kolejny pokazał, że wciąż ma to „coś”. Z kolei Sebastian Vettel miał prawo być sfrustrowany po wyścigu w Montrealu.

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Robert Kubica po raz kolejny nie miał łatwego życia w kolejnej rundzie - GP Kanady. Podczas zmagań w Montrealu bolid znów stroił fochy i mocno zaskakiwał 34-latka. Jednak początek weekendu budził nadzieje, że nie będzie tak źle. Williams przywiózł do Kanady poprawki, które usprawniły przednie zawieszenie. Sam Kubica komentował, że poprawione elementy działają, jak należy. To pozwalało wierzyć, że dzięki aktualizacjom nasz jedynak w Formule 1 będzie mógł czuć się swobodniej za kierownicą modelu FW42. Jednak kibice zostali szybko sprowadzeni na ziemię. Kłopoty w kwalifikacjach były tylko początkiem.

W czasówce samochód krakowianina mocno ślizgał się, a Polak zamiast skupić się na uzyskaniu jak najlepszego czasu, musiał walczyć o pozostanie na torze. Brak przyczepności przełożył się na końcowy wynik, gdzie Robert był o 0,8 sekundy wolniejszy od Russella. Taka różnica w rezultatach nie może wynikać z umiejętności kierowców, lecz potwierdza tylko to, że oba samochody zachowują się zupełnie inaczej i to z maszyną Polaka coś jest nie tak. Jednak to była tylko zapowiedź tego, co miało zdarzyć się w niedzielę.

Robert Kubica: Świetny start początkiem końca

Zanim przejdziemy do całego wyścigu, warto skupić się na samym starcie, który znów pokazał możliwości Kubicy. Po zgaszeniu czerwonych świateł 34-latek błyskawicznie uporał się z Georgem Russellem. Dodatkowo na pierwszym kółku Robert zachował zimną krew przy zamieszaniu, w wyniku którego przednie skrzydło stracił Alexander Albon i elegancko obrał taki tor jazdy, który nie tylko uchronił go przed niefortunnym uszkodzeniem auta, ale zyskaniem kilku pozycji.

Jednak na tym samym kółku Russell przeskoczył polskiego kierowcę, dosłownie mijając go (nie, nie wyprzedzając) na prostej. Oglądając onboardy ze startu duetu Williamsa, doskonale widać, że młodszy kolega Kubicy nie musi się starać, żeby się z nim uporać, bo jego samochód jedzie znacznie szybciej od tej parodii bolidu Polaka. Ci, którzy dalej uważają się za tzw. „znawców”, bo śledzą F1 od marca tego roku, dodam, że po drugim pit stopie, Kubica jadący na nowym zestawie opon jechał o…1,4 sekundy wolniej od Russella, który jechał na używanych gumach. Jeśli ktoś dalej twierdzi, że to wszystko wynika z samych kierowców, a bolidy są takie same, niech popuka się w głowę i zajmie się komentowaniem wyścigów łodzi podwodnych.

Robert Kubica: Forma rośnie, wartość spada

W Kanadzie powróciły problemy z początku sezonu. Oglądając przejazdy Kubicy, na nagraniach widzimy, jak kierownica jest prosto, a bolid sam skręca. 34-latek był zrezygnowany i nie ma co mu się dziwić, gdzie z całym zespołem nie potrafią zrozumieć skąd biorą się te wszystkie kłopoty. Jednak najgorsze jest to, że forma Roberta, która rośnie z wyścigu na wyścig i jego umiejętności po raz kolejny są zasłaniane innymi czynnikami. Ani Williams ani sam zawodnik nie są w stanie wyjaśnić, dlaczego raz maszyna zachowuje się dobrze, żeby po chwili zamienić się w szrot.

GP Kanady: Sebastian Vettel okradziony ze zwycięstwa?

Jeszcze króciutko o incydencie Vettela z Hamiltonem. Na 48. kółku kierowca Ferrari popełnił błąd i przejeżdżając przez trawę wrócił na tor i o mało co, nie doprowadził do kolizji z Lewisem Hamiltonem. Brytyjczyk musiał hamować i cudem uniknął wypadku z Niemcem. Czterokrotny mistrz świata dostał pięć sekund kary, która kosztowała go zwycięstwo. Tak – to był groźny manewr, ale czy Vettel zasłużył na karę? Nie. Po pierwsze: 31-latek był liderem wyścigu i wracając, bronił swojej pozycji. Po drugie: gdyby zrobił to Hamilton, sędziowie puściliby mu to płazem. W przeszłości Brytyjczyk robił podobne rzeczy, za które powinien zostać ukarany – przykładem jest tutaj GP Niemiec 2018, gdzie Hamilton za przecięcie linii oddzielającej zjazd do boksów z toru, otrzymał jedynie reprymendę.

Trzeba powiedzieć wprost, że Vettelowi zabrano zwycięstwo w GP Kanady. Gdyby to zdarzyło się innemu kierowcy, dostałby upomnienie lub zdarzenie nazwano incydentem wyścigowym. W związku z tym nie dziwi mnie frustracja Vettela. Każdy byłby wściekły na jego miejscu. A to, że przestawił tabliczkę z numerem jeden było barwnym zakończeniem niedzielnej sytuacji. Lepiej, że zachował się tak niż miałby powiedzieć o kilka słów za dużo. Tak przynajmniej w Formule 1 atmosfera znów zrobiła się gorąca. Szkoda tylko, że nie przez efektowne akcje na torze.

Maciej Walasek