Kiedyś był nadzieją polskich skoków i liderem PŚ, dziś rozwozi towary po Europie

12.10.2017 10:07

W 2013 roku był na ustach wszystkich. Wygrał konkurs Pucharu Świata i liderował klasyfikacji generalnej. Był największą nadzieją polskich skoków narciarskich. Dziś Krzysztof Biegun nie jest nawet blisko kadry skoczków.

Krzysztof Biegun

fot. East News

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

- Jestem w trzytygodniowej trasie. Podjąłem pracę i wcieliłem w rolę dostarczyciela towarów w Europie - powiedział w rozmowie z Onet Sport. Dodał, że to jego sposób na odreagowanie.

- Chciałem uciec od ludzi. Musiałem coś zrobić ze sobą, bo w domu chyba bym nie wytrzymał. Poza tym chciałem coś zarobić, bo nie miałem już za co żyć - zaznaczył.

W nowej pracy odpowiedzialny jest za rozładowanie towaru i wypełnianie dokumentacji. Wcześniej pracował też m.in. jako dostawca pizzy.

Dlaczego został odsunięty od kadry B skoczków?

Jak sam tłumaczy, pierwszym powodem były problemy z wagą. Drugi? Był zbyt słabo rozciągnięty. O ile z pierwszym jak najbardziej się zgadza, tak drugiego nie jest w stanie zaakceptować. Przyznaje, że zawsze przykładał się do treningów, a pewien problem w tym względzie wynika z tego, że ma długie nogi względem tułowia.

W trasę wyjechał, aby zarobić i odreagować. Nie wyklucza jednak, że po powrocie znów zacznie skakać.

Zapowiadał się na czołowego polskiego zawodnika

W 2013 roku Biegun triumfował w zawodach PŚ w Klingenthal. Objął wtedy prowadzenie w klasyfikacji generalnej. Miał 19 lat i wydawało się, że będzie to zaledwie początek jego wspaniałej kariery. Kilka tygodni później został drużynowym mistrzem świata juniorów, w konkursie indywidualnym zajął 6. miejsce.

Niestety później nie radził sobie już tak dobrze. Nie znalazł się w kadrze na igrzyska olimpijskie w Soczi. W Pucharze Świata ostatni raz punktował w Zakopanem w 2014 roku.

RadioZET.pl/Onet Sport/AN