Tylko remis z Serbią. Polscy piłkarze ręczni nie zagrają na ME w Chorwacji!

14.06.2017 23:01

Polska zremisowała w Niszu z Serbią 34:34 (19:19) w meczu grupy 2. eliminacji mistrzostw Europy piłkarzy ręcznych. Biało-czerwoni definitywnie stracili szanse na awans do styczniowych finałów czempionatu w Chorwacji.

Tylko remis z Serbią. Polscy piłkarze ręczni nie zagrają na ME w Chorwacji!

fot. PAP

Pomimo straty punktu gra odmłodzonego polskiego zespołu, niemal całkowicie przebudowanego przez debiutującego w meczu o punkty w roli selekcjonera reprezentacji Piotra Przybeckiego, mogła się podobać. Co prawda biało-czerwonych zabraknie w turnieju finałowym ME, ale ich bardzo obiecujący występ był miłym zaskoczeniem.

Gospodarze na początku spotkania mieli lekką przewagę, ale tylko w 11. minucie wygrywali różnicą trzech trafień (8:5). Goście byli nieustępliwi i cztery minuty później po kontrze Przemysława Krajewskiego na tablicy wyników był remis (9:9). Bramki z obu stron padały z rzadko spotykaną wysoką częstotliwością. W 18. min po golach wyróżniających się w tym spotkaniu Arkadiusza Moryto i Rafała Przybylskiego goście objęli prowadzenie 11:10. Jak się potem okazało, Serbom już do ostatniej syreny udawało się co najwyżej doprowadzić do remisu.

Tuż przed przerwą po dwóch udanych akcjach Krajewskiego Polska wygrywała 19:17, ale później m.in. Moryto nie wykorzystał karnego i bałkańska drużyna doprowadziła do wyrównania 19:19.

Nadzwyczaj skuteczny był w tym meczu Piotr Chrapkowski, który w drużynie narodowej chyba jeszcze nigdy nie strzelił tylu goli - siedem. Tyle samo trafień zaliczył Krajewski, ale najskuteczniejszy w polskim zespole okazał się Przybylski - osiem. Trudnym do upilnowania przez ich kolegów w defensywie był z kolei zdobywca dziewięciu goli Petar Nenadic, niegdyś gracz Orlenu Wisły Płock, której trenerem, równolegle z reprezentacją kraju, jest obecnie Przybecki.

Przez całą drugą połowę to Polacy, którzy w swoich szeregach mieli wielu debiutantów w spotkaniu o punkty, uciekali rywalom. W 37. minucie po golu Przybylskiego ich przewaga urosła do trzech trafień - 25:22. Jednak za każdym razem niesionym dopingiem gospodarzom udawało się niwelować straty. W polskiej bramce kilka niezwykle udanych interwencji zanotował Mateusz Kornecki, który wygrywał pojedynki sam na sam, m.in. z Nenadicem. Trzeba przyznać, że pomimo upływu czasu mecz był prowadzony w zawrotnym tempie.

Jeszcze na pięć minut przed końcem Polacy prowadzili 34:32. Nie potrafili jednak utrzymać korzystnego wyniku. Najpierw Pawła Gendę zjadła trema i w sytuacji sam na sam popełnił błąd kroków, później biało-czerwoni stracili piłkę po niedokładnym podaniu. Przeciwnicy, którzy byli faworytami meczu, to wykorzystali i udało im się uratować jeden punkt.

RadioZET.pl/AN