W zamachu w Stambule zginął szef ochrony Besiktasu

02.01.2017 10:00

Fatih Cakmak ratował ludzi po zamachu z 10 grudnia, a trzy tygodnie później sam zginął w ataku terrorystycznym. Mężczyzna był szefem ochrony jednego z najbardziej utytułowanych tureckich klubów, Besiktasu Stambuł.

Fatih Cakmak

fot. Twitter

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Na początku grudnia Cakmak cudem uniknął śmierci po wybuchu bomby pod stadionem klubu, Vodafone Areną. W zamachu zginęło wówczas 46 osób, głównie funkcjonariuszy policji, w których był on wymierzony. Mężczyzna pomagał kibicom bezpiecznie wydostać się z obiektu.

Niestety trzy tygodnie później Cakmak nie miał już tyle szczęścia. W sylwestrową noc był on jednym z ochroniarzy w klubie Reina, do którego wtargnął uzbrojony napastnik. Terrorysta z zimną krwią zastrzelił 39 osób, w tym przedstawiciela Besiktasu Stambuł.

Do zamachu przyznało się tzw. Państwo Islamskie. Sprawca wciąż jest poszukiwany.

RadioZET.pl/Sportowe Fakty/KS