Ekstraklasa: Skromna wygrana Lecha, "Kolejorz" liderem

15.09.2017 22:49

Lech Poznań w 9. kolejce Ekstraklasy wygrał z Koroną Kielce 1:0. Tym samym awansował na pozycję lidera tabeli.

Lech Poznań

fot. PAP/EPA

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Kielczanie postawili się faworyzowanym gospodarzom. W przekroju 90 minut nie byli gorszą drużyną i podział punktów byłby bardziej sprawiedliwym rezultatem. Korona, jak mało który zespół przyjeżdżający do Poznania, była bardzo ofensywnie nastawiona i zagrała dość odważnie. Putnocky miał sporo pracy, bowiem goście bardzo często ostrzeliwali jego bramkę, lecz z celnością było nieco gorzej.

Defensywa Lecha, choć pod względem straconych goli obecnie najlepsza w ekstraklasie, w piątkowy wieczór nie stanowiła monolitu. Obrońcom zdarzały się kiksy, których jednak rywale nie potrafili wykorzystać. W 12. min Goran Cvijanovic był bliski pokonania bramkarza gospodarzy, ale Trałka przytomnie zdążył zablokować jego strzał. W odpowiedzi Radosław Majewski próbował z ostrego kąta pokonać Zlatana Alomerovica, ale bezskutecznie.

Tempo meczu mogło się podobać, ale też piłkarze obu drużyn nie stwarzali zbyt wielu dogodnych sytuacji. I jedyna bramka też nie padła po jakiejś efektownej akcji. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego błąd popełnił Alomerovic, Trałka wykorzystał fakt, że bramkarz Korony nie zdążył się podnieść i głową skierował piłkę pod poprzeczkę. Sytuację próbował ratować Elhadji Djibril Diaw, ale nie wyskoczył na tyle wysoko, by dosięgnąć piłki.

Drużyna Gino Lettieriego nie przejęła się pechowo straconym golem i wciąż szukała swoich szans pod polem karnym rywali. Bliski wyrównania był Adnan Kovacevic, który po rzucie rożnym głową uderzył niezwykle mocno, ale tuż na poprzeczką.

Kielczanie mogli wyrównać w 55. min, kiedy to w niegroźnej sytuacji w narożniku pola karnego Vernon De Marco sfaulował Michała Gardawskiego. Argentyńczyk z hiszpańskim paszportem, który rozgrywał dopiero drugi mecz w polskiej ekstraklasie, nawet nie protestował, tylko chwycił się za głowę. Do piłki ustawionej na 11. metrze podszedł były lechita Kiełb, ale jego intencje wyczuł Putnocky.

Mecz toczył się przy przewadze gości, ale strzały z dystansu Mateusza Możdżenia czy Gardawskiego nie mogły zaskoczyć Putnocky'ego. Im bliżej było końca spotkania, tym częściej Lech zwalniał tempo akcji i szanował piłkę. Końcówka meczu, poza fajerwerkami odpalonym przez najbardziej zagorzałych fanów "Kolejorza", była mało efektowna.

RadioZET.pl/PAP/AN