Media po wybuchu bomb w Dortmundzie: Jak można grać?

12.04.2017 10:22

Piłkarze Borussii Dortmund przed południem mają spotkać się w klubie, by przygotowywać się do wieczornego ćwierćfinału Ligi Mistrzów z AS Monaco. Media w Niemczech pytają: "Jak można grać po wybuchach?".

Borussia Dortmund

fot. PAP/EPA

Zagłosuj

Czy Twoim zdaniem to był zamach terrorystyczny?

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

We wtorek, ok. 19.15, doszło w Dortmundzie do trzech wybuchów obok autokaru wiozącego Borussię na mecz Ligi Mistrzów. Ranny został hiszpański obrońca Marc Bartra (jest po operacji złamanej ręki) oraz policjant. Spotkanie ma się odbyć w środę o 18.45.

"Ale jak można grać po wybuchach?" - pytają się na tytułowej stronie dziennikarze "Bilda". Ten sam dziennik kończy się żółtą okładką z dużym logiem BVB oraz napisem: "You will never walk alone".

Przed południem ma też dojść do spotkania piłkarzy BVB, w tym polskiego obrońcy Łukasza Piszczka. Na obiektach treningowych jest już policja, a teren jest specjalnie zabezpieczony. Nie wiadomo bowiem, czy sprawca lub sprawcy, nie będą chcieli jeszcze raz zaatakować.

ZOBACZ ZDJĘCIA TUŻ PO EKSPLOZJI:

Wszystkie gazety w Niemczech solidaryzują się Borussią. "Przesłanie kibiców do zamachowców: nie wygracie!" - brzmi tytuł w RuhrNachrichten. Nawiązuje do fanów, którzy nie tylko przyjmowali przyjezdnych do swoich domów, ale wykazali się niezwykłym zrozumieniem i zaangażowaniem. - Drużynę BVB czeka trudna droga do normalności - napisano.

"Bild" poinformował także, że policja szuka samochodu o zagranicznych numerach rejestracyjnych, którym mogli uciekać sprawcy.

Pierwsze informacje, które podają w środę media, mówią o tym, że bomby były zrobione domowym sposobem. Na razie tych doniesień nie potwierdza policja.

Wydarzenia w Dortmundzie mają wpływ także na inny, zaplanowany na środę ćwierćfinał Ligi Mistrzów. W Monachium Bayern zmierzy się z Realem Madryt, a przyjezdną drużynę ochrania 30 policjantów, którzy przed hotelem byli przez całą noc. Z kolei autokar Bayernu został odstawiony na specjalnie strzeżony przez policję parking.

- Nie mamy żadnych oznak, by komukolwiek zagrażało niebezpieczeństwo - zapewniły służby w stolicy Bawarii.

Nadal nie wiadomo, kto podłożył materiały wybuchowe i jaki miał cel. Policja przez całą noc była na miejscu zdarzenia i szukała śladów. Badana jest także autentyczność listu pozostawionego na miejscu zdarzenia. A jak podał dziennik "Die Welt", sprawę przejęła prokuratura krajowa.

RadioZET.pl/PAP/AN