Dramat polskiego zwycięzcy Dakaru. Musiał wycofać się z rywalizacji

11.01.2018 09:01

Na piątym etapie rywalizację w Rajdzie Dakar zakończył Rafał Sonik, który złamał nogę. Zawodnik poinformował w czwartek na Twitterze, że ma złamaną głowę kości piszczelowej i strzałkowej. - Tu kończy się mój 10. Rajd Dakar - dodał.

Rafał Sonik

fot. PAP/EPA

Chcesz być na bieżąco? Śledź Radio ZET - SPORT na Facebooku

Krakowianin spadł z wydmy razem z quadem i uszkodził kolano. Wprawdzie dojechał do mety w Arequipie z 10. czasem, ale badania w ambulatorium na biwaku wykazały złamanie kości strzałkowej i piszczelowej. Samolotem medycznym przetransportowany został do szpitala w Limie.

Sonik początkowo utrzymywał trzecią pozycję. Potem przesunął się na piątą, ale miał wciąż niewielką stratę do zwycięzcy etapu, argentyńskiego debiutanta, Nicolasa Cavigliasso.

- Czułem się bardzo dobrze. Jechałem spokojnie, dobrym tempem, mimo że miałem problem ze skrzynią i co jakiś czas wypadał mi bieg. Po neutralizacji zaczął się 58-kilometrowy fragment oesu, który pokonały wcześniej samochody i ciężarówki. Wspinając się na garb wydmy zredukowałem bieg, ale po drugiej stronie zobaczyłem około dwumetrową dziurę. Dodałem gazu żeby ją ominąć i wtedy znów wypadł mi bieg, a quad spadł. Nie miał napędu więc wbił się w piach. Nie wypadłem, nie przerolowałem, ale cała siła uderzenia skupiła się w lewym kolanie. Tym, które uszkodziłem podczas wypadku na ostatnim Rajdzie Sardynii - relacjonował Sonik.

Ostatnie 30 km odcinka specjalnego zawodnik pokonywał znacznie wolniej. Walczył z bólem, który uniemożliwiał balansowanie oraz jazdę w pozycji stojącej. Niewiele przyjemniejsza była dojazdówka do miasta Arequipa, licząca aż 470 km. Tam Sonik udał się prosto do rajdowego ambulatorium na badania. Rentgen wykazał złamanie głowy kości strzałkowej i piszczelowej. Lekarze zadecydowali o przetransportowaniu krakowianina samolotem medycznym do szpitala w Limie.

W najbardziej wymagającej imprezie w świecie motosportu wystartowało ponad pół tysiąca uczestników. Czeka ich blisko dziewięć tysięcy kilometrów jazdy po peruwiańskich piaskach, boliwijskich płaskowyżach i w argentyńskim upale.

Po dwóch tygodniach morderczych zmagań rajd zakończy się w Cordobie. Statystyki pokazują, że imprezę kończy około połowa uczestników.

RadioZET.pl/PAP/KS